#
#

tytuł: Szybki szmal

autor: Ryszard Ćwirlej

cykl: Aneta Nowak (tom 3)

wydawnictwo: Muza

premiera: 28 października 2020

cena: 39,90 zł

Zapalnik zbrodni

Od 2007, czyli roku premiery pierwszego wydania powieści „Upiory spacerują nad Wartą”, Ryszard Ćwirlej regularnie udowadnia, że śmieszne straszności i straszne śmieszności epoki PRL-u czuje jak nikt inny przed nim i po nim.

Od kilku lat z powodzeniem pisze też cykle retro i współczesny, kontynuujący ten PRL-owski. Dawny zomowiec jest zwierzchnikiem rączej policjantki, były esbek pomaga współczesnym stróżom prawa, a legenda poznańskiej milicji rezygnuje ze służby, nie mogąc znieść partyjnych układów i zakusów. W twórczości Ćwirleja nic nie ginie, błyskotliwy i dowcipny autor doskonale pamięta rozmaite epizody z biografii swoich bohaterów, przytacza je, łączy z aktualnymi sprawami i reakcjami. Warkocz upleciony ze współczesności i przeszłości urósł przez lata, roztaczając przed poznańskim pisarzem nowe fabularne możliwości. Ta w najnowszej jego powieści, „Szybkim szmalu”, złożona jest z trzech narracyjnych nitek, a wątek PRL-owski pełni nie tyle funkcję wspominkową, ile jest genezą przestępstw w wątku współczesnym.

To pierwszy raz, kiedy Ćwirlej tak mocno łączy cykl o milicjantach z Poznania z powieściami o współczesnej policjantce Anecie Nowak. Jest to zarazem posunięcie, na które czekali chyba wszyscy wierni czytelnicy. PRL, a ściślej grudzień 1984 roku, ma w „Szybkim szmalu” swoje własne podrozdziały, a skoro wtenczas narodziła się przyczyna znacznej części zdarzeń współczesnych, to oczywistym posunięciem było poświęcenie mu prologu.

Na Odyna, cóż to jest za prolog! Grudzień ‘84 we Wronkach (tak, TYCH Wronkach) to pożoga i jeszcze większy dziecięcy lęk o przyszłość niż wcześniej. „Szybki szmal” rozpoczyna opis autentycznego wydarzenia, jakie miało miejsce w nocy z 17 na 18 grudnia 1984 roku, czyli pożaru tamtejszego domu dziecka, który, niestety, nie obył się bez ofiar. Ćwirlej po mistrzowsku – tak właśnie i nie, nie przesadzam – rozpisuje akcję ratunkową i emocje jej towarzyszące. Z pietyzmem odmalowuje ludzkie zachowania i scenograficzne szczegóły, zupełnie jakby wspomniany przybytek rozkroił i z każdej strony zaobserwował rozgrywającą się w nim i na zewnątrz akcję. Nadto bardzo istotny jest w prologu czynnik lęku, który swoją genezę ma nie tylko w pożarze, lecz także w chorobliwych skłonnościach jednego z bidulowych nauczycieli. Czytelnik zostaje wrzucony w obślizgłe zło dosięgające najmłodszych, a zarazem czuje niewinny i naiwny dziecięcy umysł, który akceptuje to, że znów dostanie lanie pasem… Bo po co innego miałby wystawiać w stronę dorosłego goły tyłek?

Ćwirlej, mam wrażenie, pisze coraz mocniej, dosadniej, jakby mówił: patrz, człowieku, czym jest zło! W jego wczesnych książkach, nawet gdy zbrodnia była okrutna, sprawiała wrażenie odległej, a nawet odrealnionej, bo ubranej w dowcipne szaty, że wspomnę w tym miejscu genezę kobiecych trupów bez głów w „Upiorach” czy tak zwanego młotkowego w „Mocnym uderzeniu”. „Szybki szmal” także jest lekturą, przy której fani przaśnego Ćwirlejwego poczucia humoru nie raz zachichoczą (dialog wsiowego „byznesmena” Mąderka i jego kolegi od kieliszka na temat monitoringu to majstersztyk!), ale zło bezpośrednio uderzające w człowieka, w jego psychikę i ciało, przedstawione jest tu z właściwym mu ciężarem. Utrudnia to oczywiście złapanie czytelniczego dystansu, za to wzmaga emocje i empatię.

Cykl z Anetą Nowak odbieram jako poważniejszy w wymowie od neomilicyjnego, także za sprawą samej głównej bohaterki. Aneta nie ma czasu na ksiuty, nie pije na służbie, nie myśli o tym, jakby tu się urwać na obiad, ba!, ona o jedzeniu wręcz zapomina. Nadto nie ma pani podkomisarz dystansu do przemocy wobec kobiet, a także do siebie, gdy jej płeć stawiana jest na równi z cechą utrudniającą wykonywanie tak zwanych męskich zadań. Ciężko pracowała na swoją obecną pozycję, i chociaż w „Szybkim szmalu” spotyka ją swojego rodzaju zawodowa degradacja, Nowak nie rozpacza ani nie narzeka – ona po prostu wykonuje swoje obowiązki dalej. Chodzi, jeździ, rozpytuje, łączy fakty, wyciąga wnioski, rozwiązuje zagadki. A w międzyczasie zdąży jeszcze pokazać młodym zapalczywym funkcjonariuszom, którym świadomość posiadanej władzy uderzyła do głowy, gdzie ich miejsce.

Takimi drobnymi scenkami jak chociażby ta z policyjnym narybkiem Ćwirlej udowadnia, że świetnie czuje współczesność i zauważa absurdy, które się w nią wkradły. Tyczy się to także absurdów powstałych po dojściu PiS-u do władzy, które cykl współczesny, rozgrywający się w bynajmniej nie upiększonej polskiej rzeczywistości, pozwala mu bezproblemowo przemycić.

Na koniec słówko o złożonej z trzech nitek fabularnych intrydze. Rzecz jasna im dalej w las, tym więcej zależności pomiędzy nimi się pojawia; słowem: żadna nowość. Natomiast istotne jest to, jak Ćwirlej ogarnia całość – a robi to coraz sprawniej. Mam tu na myśli bardzo szczegółowe „wszechspojrzenie”, które usadza w konkretnych godzinach danej doby, czasem tych samych dla odrębnych nitek. Ten Ćwirlejowy patent, z powodzeniem wykorzystywany od czasu debiutu, stał się doskonały do tego stopnia, że powraca skojarzenie z rozkrojeniem całości i oglądaniem wszystkich jej części z ponadprzeciętną uwagą – części, do których po nastu stronach czytelnik wraca z taką samą przyjemnością, nawet jeśli początkowo miał jeden ulubiony wątek. Podziwiam redaktorów z Muzy, że są w stanie tak szczegółową fabularną mozaikę ogarnąć.

Wspomniałam o trzech nitkach, ale po przemyśleniu tematu dostrzegam czwartą – to wątek ulubieńca czytelników, chorążego Olkiewicza, i śledztwo w sprawie wypadku, który na pewien czas pozbawił tego starego ochlapusa możliwości przyjmowania promili. Oczywiście będzie śmiesznie, lecz także, że względu na zaawansowany wiek bohatera, nostalgicznie. I… dziedzicznie.

O tak, bardzo dobrze wyszło Ćwirlejowi to połączenie przeszłości z teraźniejszością!


O KSIĄŻCE

FRAGMENT DO CZYTANIA


Paulina Stoparek - z wykształcenia kulturoznawca filmoznawca, zawodowo związana z branżą wydawniczą, pracuje głównie przy literaturze kryminalnej. W sieci publikuje od 2012 r. Pisząc o literaturze i kinie, szuka kontekstów, wynajduje absurdy, rozpatruje od strony kulturoznawczej. Przede wszystkim jednak wytacza merytoryczne działa przeciwko tym, którzy rzetelną krytykę mylą z hejtowaniem i ogólnikowością. Takim pisaniem gardzi i prędzej padnie trupem, niż się do niego zniży. Prowadzi witrynę „Redaktor na Tropie” (redaktornatropie.wordpress.com)