#

Zwierzę ofiarne

Henrik Fexeus

Hipnotyzujący thriller psychologiczny szwedzkiego mentalisty Henrika Fexeusa – współautora bestsellerowej serii kryminalnej stworzonej z Camillą Läckberg („Mentalista”, „Kult”, „Miraż”)

Kiedy David otrzymuje e-mail od nieznajomej kobiety, która twierdzi, że zna sekrety z jego dzieciństwa, nie wie, jak zareagować. Najchętniej zignorowałby wiadomość i skupił się na uporządkowaniu uczuć wobec pięknej znanej prawniczki Florence. Problem w tym, że David nie pamięta swoich pierwszych dwunastu lat życia. Ciekawość okazuje się silniejsza – i mężczyzna odpowiada na e-mail.


Niedługo potem kobieta, która się z nim skontaktowała, znika bez śladu, a David zostaje głównym podejrzanym. Ktoś zaczyna śledzić jego i wszystkich, na których mu zależy. Z pomocą Florence musi odkryć, kto za tym wszystkim stoi – i co wspólnego ma z jego utraconymi wspomnieniami.

W cieniu czai się tajemnica sprzed dziesięcioleci, a ci, którzy zrobią wszystko, by prawda nigdy nie ujrzała światła dziennego, mają naprawdę wiele do stracenia.


FRAGMENT POWIEŚCI


WTEDY

Chowam się za zasłoną, żeby mnie nie zobaczyli. Jest mi źle, bo wiem, że to ja popełniłem błąd. Ale nie zrobiłem tego na­ umyślnie. Kiedy idą przez podjazd do swoich samochodów, pod ich butami chrzęści żwir. Gdyby w końcu sobie pojechali, przestałby mnie boleć brzuch.

Kiedy zrobię swoje, zwykle dostaję lody. Ale dziś mama wpadła w złość. Powiedziała, że wszystko psuję, kiedy robię nie to, co trzeba. Bo kiedy jej znajomi patrzą, zawsze mam robić to samo. Nie wiem dlaczego, przecież umiem robić kilka różnych rzeczy naraz. To o wiele fajniejsze. Ale mama uważa inaczej.

No i nie dostałem lodów.

Nie pozwolono mi nawet zostać na parterze tak długo jak zwykle. Ale akurat to nie było takie złe. Ci, którzy do nas przy­ chodzą, śmieją się i patrzą na mamę tak, jak nie lubię. Nie chcę z nimi siedzieć, kiedy nie muszę. Nie lubię ich. Siedzę więc teraz w swoim pokoju i wyglądam przez okno.

Znajomi mamy podają sobie ręce na podjeździe.

Potem samochody wreszcie odjeżdżają.

W sumie mój pokój jest w porządku. Ale siedzę w nim pra­wie przez cały czas. Chciałbym czasem pójść w jakieś inne miejsce. Nie tylko na trawnik, żeby się pobawić. Działka i las wokół domu są ogromne i lubię tam być, ale wiem, że za nimi też coś jest. Drzewa otaczające dom nie sięgają do końca świa­ ta. Ani jezioro z tyłu. A żwirowa droga, którą odjeżdżają sa­ mochody, musi dokądś prowadzić. Chciałbym wiedzieć, co to za miejsce.

Odprowadzam wzrokiem czerwone światła ostatniego auta, aż znikają z pola widzenia. Ból w żołądku wreszcie ustaje. Przeglądam komiks. Rwę na strzępy kartkę. Potem gram chwi­ lę na niebieskiej gitarze, którą dostałem w prezencie, ale brzmi dziwnie, więc ją odkładam.

Mama puka do pokoju. Czekałem, aż to zrobi.

– Musimy porozmawiać – rzuca przez zamknięte drzwi. Ledwie słyszę jej głos, drzwi na piętrze są stare i grube.

Nie zależy jej nawet na tym, żeby wejść.
– Muszę co chwila wymyślać coś nowego, żeby nie stracili zainteresowania – mówi dalej. – Utrudniasz mi to, kiedy jes­ teś taki jak dziś. Następnym razem postaraj się być bardziej... skupiony. Bo jeśli nie poradzisz sobie nawet z tym, jaki będę miała z ciebie pożytek?

Jakaś część mnie chce jej odpowiedzieć. To moja mama, nie powinna tak do mnie mówić. Ale wolę nie wiedzieć, co by się stało, gdybym przestał być jej potrzebny.

– Skupiony – szepczę do siebie. Ważę to słowo na języku. – Muszę być bardziej skupiony.