#

​Wstrząsa, przygniata i pozostawia z krzykiem na ustach!

Gdy bohaterką książki jest właścicielka zakładu pogrzebowego, wiadomo, że o śmierci będzie dużo. Trzeba się z tym liczyć, sięgając po serię z Eweliną Zawadzką, ale zapewniam, że trudno znaleźć bardziej subtelne i taktowne podejście do zmarłych. To na okoliczność, gdyby kogoś zniechęcała profesja Eweliny.

Po „Burzy” i „Zamieci” Zuzanna Gajewska napisała „Odwilż”. Śniegi topnieją, nieśmiało puszcza lód skuwający Baudę, nad którą leżą Młynary, a Ewelina rusza na poszukiwania pluszowego misia, którego zgubiła jej córeczka. Przy okazji znajduje… topielca! Powiadamia o znalezisku swojego przyszłego szwagra, kierownika miejscowego posterunku. Na miejscu pojawiają się służby i się zaczyna. Kim jest topielec? Utopił się sam, ale jest zima, więc to mało prawdopodobne, czy ktoś mu pomógł? Może morsował i wydarzył się nieszczęśliwy wypadek? Jednak ludzie rzadko decydują się w pojedynkę na kąpiele w lodowatej wodzie. A przede wszystkim kim jest ten człowiek, którego najwidoczniej nikt nie szuka?

Mnożą się pytania, ale ciągle brak odpowiedzi. Czego bał się nieznajomy, że nosił najsilniejszy z talizmanów ochronnych? Kierownik młynarskiego posterunku nie ma łatwego zadania. W dodatku jak bumerang powraca do niego sprawa sprzed ośmiu lat – żony maltretowanej przez męża. Czy to jej syna wyłowiono z Baudy?

Zuzanna Gajewska poruszyła w „Odwilży” problem przemocy w rodzinie. Jest on mi szczególnie bliski, bo od samego początku pracy zawodowej w mniejszym lub większym stopniu jestem związana z pomocą społeczną. Gdy zaczynałam, o przemocy w rodzinie dopiero zaczynało się tak naprawdę mówić. Hasło: „Bo zupa była za słona” powolutku zaczynało docierać do świadomości społecznej. Proszę pomyśleć, ile jest do tej pory powiedzeń poniżających kobiety! Sama byłam ambasadorką kampanii „Dzieciństwo bez przemocy”. Poznałam wiele dramatów, które rozgrywały się wśród czterech ścian. Przez lata zmieniło się dużo. Jest „Niebieska Karta” i zakaz zbliżania, działają zespoły interdyscyplinarne przy ośrodkach pomocy społecznej. Osoby doświadczające przemocy ze strony najbliższych mają uzyskać konkretną pomoc. Skończyły się czasy, kiedy matka z dziećmi uciekała, a kat rodziny zostawał w domu.

Osoba postronna może się zastanawiać, dlaczego kobieta tkwi w przemocowym związku? Odpowiedź nie jest prosta, bo istnieje wiele czynników. To nie tylko syndrom sztokholmski! Autorka ukazała cały proces, krok po kroku, jak rodzi się przemoc w rodzinie. Najpierw jest bajka i okres miodowego miesiąca, a potem stopniowanie szykan. Sprawca testuje, na ile może sobie pozwolić. Mało tego, izoluje swoją ofiarę i stara się pokazać rodzinie i otoczeniu, jaka to z niej „wariatka”.

Zuzanna Gajewska w „Odwilży”, jak to zwykła robić, z premedytacją podsuwa czytelnikowi mylne tropy. Już niby wszystko staje się jasne, a tu nagle bach i kompletna dezorientacja! Przeplata rodzinny dramat z teraźniejszością i oczywiście pcha Ewelinę w samo epicentrum wydarzeń. Zakończeniem pozbawiła mnie tchu! Naprawdę nie wiem, czy wypada z takim wewnętrznym rozdarciem zostawić czytelnika? Żywię nadzieję, że niebawem będę miała przyjemność recenzować czwartą część cyklu. Jako czytelniczka życzę sobie, by Autorka wysłała Ewelinę w romantyczną podróż poślubną z dala od wszelkich nieboszczyków, którzy w sposób gwałtowny odeszli z tego świata. No nie wiem, niech rozwiąże zagadkę ukrytego skarbu, skradzionych kolczyków z rubinami czy napadu na bank!

„Odwilż” szczerze polecam. To thriller w iście skandynawskim stylu!


Małgorzata Chojnicka


o książce

Małgorzata Chojnicka