#

​Idealna książka na gwiazdkowy prezent!

„Klub świątecznych zbrodni” pod redakcją Sereny Patel i Robin Stevens to propozycja dla młodych czytelników. Każda z kryminalnych historii, a jest ich trzynaście, została stworzona przez innego autora. Są zaskakujące, przewrotne i oryginalne, tak samo jak ich bohaterowie. W rolę detektywów wcielają się oczywiście dzieci, z którymi młody czytelnik może się utożsamiać. Pochodzą one z różnych rodzin, zmagają się z różnymi dysfunkcjami, bo jedna z dziewczynek jest w spektrum autyzmu, a inna ma protezę nogi, borykają się z różnymi problemami. Czyż nie jest powodem do zmartwień fakt, że własna matka jest najsłynniejszą włamywaczką w mieście? Jak sprawić, by przestała się parać złodziejskim fachem?

Od czasu do czasu sięgam po literaturę młodzieżową. Wracam do książek, na których się wychowałam, ale czytam też nowości wydawnicze. Chcę się po prostu przekonać, jak na świat patrzą dzisiejsze dzieci, bo moje dzieciństwo a ich dzielą lata świetlne! „Klub świątecznych zbrodni” przeczytałam z prawdziwą przyjemnością. Jest pełen pasjonujących historii i spektakularnych zwrotów akcji. Idealnie nadaje się na gwiazdkowy prezent dla moli książkowych, ale również dla tych dzieci, które jeszcze nie odkryły, jaką fascynującą przygodą może być czytanie. Książka liczy ponad czterysta stron, ale poszczególne historie nie są zbyt długie. Początkujący czytelnik zatem się nie zniechęci. Szybko polubi bohaterów i pozna rozwiązanie zagadki. Może to być także okazja do wspólnego czytania ze swoją pociechą. Taki czas jest bezcenny.

Wszystkie opowiadania utrzymane są w bożonarodzeniowym klimacie, ale mają sporą dozę takiego zdroworozsądkowe spojrzenia na całe to świąteczne zamieszanie. Mnie urzekło stwierdzenie jednej z bohaterek, że Boże Narodzenie „zasadniczo jest narodowym dniem kłótni rodzinnych i obżerania się cukrem”. Ileż w tym racji, prawda? Magia świąt jest stanowczo przereklamowana i zamiast czekać na nie wiadomo co, dobrze byłoby nauczyć się cieszyć teraźniejszą, każdym dniem. To tak samo jak z odliczaniem dni do weekendu. Czy aż tak bardzo nie lubimy najpierw chodzić do szkoły, a potem do pracy, że przy życiu trzyma nas tylko wizja wolnej soboty i niedzieli? Nieprawda! Lubimy i szkołę, i pracę, chociaż nie lubimy rano wstawać.

Kolejną zaletą „Klubu świątecznych zbrodni” jest poruszenie problemu niepełnosprawności. Pokazanie, że osoby nią dotknięte są tak samo wartościowe. Mało tego, czasami może się stać ona atutem, jak w przypadku Briar w spektrum autyzmu. Dziewczynka ma wyostrzony zmysł słuchu i powonienia, co pomaga jej w rozwikłaniu tajemniczej śmierci byłej baletnicy. Z kolei babcia bliźniaczek porusza się na wózku inwalidzkim, co nie przeszkadza jej w zastawianiu skutecznych pułapek na złoczyńców.

Mnie najbardziej spodobała się historia o okradzionej mamie-włamywaczce. A dlaczego? Jako dziecko chciałam zostać … złodziejką. Moim idolem był wszak Arsene Lupin! Dopiero po długich perswazjach ze strony mamy doszłam do wniosku, że jednak takie zajęcie dla dziewczynki jest zbyt ryzykowne. Z biegiem lat moje zainteresowania całkowicie się wyprostowały, bo po maturze zdałam na prawo i jeździłam na obozy naukowe do Wyższej Szkoły Policji w Szczytnie. Życie pełne jest zaskakujących zwrotów akcji i pisze nieprzewidywalne scenariusze!

Jest to wprawdzie książka typowo młodzieżowa, ale zapewniam, że dla dorosłego czytelnika może być również interesującą lekturą. Dla mnie była doskonałym odreagowaniem po dwóch bardzo mocnych thrillerach! Odpoczęłam, trochę się pośmiałam i poczułam, że ubyło mi lat. Szczerze polecam czytelnikom w różnym wieku!


o książce

fragment do czytania

Małgorzata Chojnicka