#

​Nadkomisarz Laurentowicz w coraz lepszej formie!

„Głębia ostrości” Klaudiusza Szymańczaka to już moje czwarte spotkanie z nadkomisarzem Robertem Laurentowiczem. Muszę stwierdzić, że jest on w coraz lepszej formie, co mnie bardzo cieszy. Błyskotliwy i bardzo skuteczny. Tym razem angażuje się w śledztwo w … Islandii, gdyż jest u progu przeniesienia do Interpolu i przełożeni postanawiają wrzucić go na głęboką wodę. Ma wesprzeć islandzkich policjantów w rozwikłaniu tajemniczego zabójstwa, do którego doszło podczas realizacji polskiego programu.

Finał polskiej edycji programu modowego „Catwalk” ma się odbyć się na islandzkiej czarnej plaży Reynisfjara. Słynie ona z wyjątkowo zdradliwych fal i z tego powodu to miejsce odradzają specjaliści. Jednak producenci programu dopinają swego. Zapewniają, że wszystko zostanie odpowiednio zabezpieczone, a finał pobije rekordy oglądalności. Ta edycja ma być wyjątkowa z jeszcze jednego powodu. Otóż zaproszono do niego wszystkich, którzy marzyli o pracy w świecie modelingu, ale absolutnie się do tego nie nadają.


I tak trafiają do niego Eliza na wózku inwalidzkim, która na co dzień pracuje jako barmanka, siedemnastolatka z zespołem Dawna, kobieta w wieku emerytalnym czy gej o wyjątkowo niskim wzroście. Każde z nich skrycie marzyło o modowych wybiegach i ogrzewaniu się w blasku fleszy. Teraz mają niepowtarzalną okazję na spełnienie tego marzenia. Jak stwierdziła przewodnicząca polskiej edycji programu Izabela Maniewska: „W modzie chodzi po prostu o to, żeby przez moment kawałek przestrzeni wokół nas był piękniejszy”.


Wcześniejsze edycje nie wzbudziły takiego zainteresowania mediów, jak ta. Dziennikarze dostrzegli, że producenci odeszli od powierzchowności, a postawili na głębię. I to jest takie wyjątkowe, że szansę mają ludzie w jakiś sposób poszkodowani przez los. Finał jawi się dla uczestników jako przygoda życia.



Jednak plany krzyżuje zabójstwo islandzkiej producentki Kristin. Dochodzi do niego za kulisami, a kobieta ginie od strzału z broni myśliwskiej. Czy ona była celem, czy może ktoś inny? Tu do akcji wkracza nadkomisarz Robert Laurentowicz. Czeka go wstąpienie do Interpolu, ale zanim to nastąpi ma pomóc islandzkim policjantom w znalezieniu zabójcy producentki. Podejrzanych jest wielu. Pewien trop mogłaby stanowić ta użyta broń myśliwska, ale surowość islandzkiego klimatu sprawiła, że myśliwych tam nie brakuje. Ofiara nie należała do osób szczególnie lubianych. Osoby z jej kręgu określały ją mianem „skutecznej”. To najtrafniejszy epitet. I tu wkraczamy w ciemną stronę modelingu. To świat, który rządzi się brutalnymi prawami, gdzie za „sznurki” pociągają bogaci i wpływowi. Oni nie mają najmniejszych skrupułów i nie cofną się przed żadną niegodziwością. Śledztwo zaczyna zataczać coraz szersze kręgi. Przybywa podejrzanych, skrywanych tajemnic i powiązań na granicy prawa. W pewnym momencie można dojść do wniosku, że śmierci Kristin mógłby chcieć każdy.


„Głębię ostrości” czytało mi się rewelacyjnie, a zakończenie było totalnym zaskoczeniem, jak to bywa u Szymańczaka. Szczególnie dały mi do myślenia ostatnie słowa wypowiedziane przez nadkomisarza Laurentowicza. Są takie mądre i prawdziwe!


Książkę szczerze polecam, bo gwarantuje przyjemność czytania i porządną dawkę emocji. Wartością dodaną jest surowość i niezwykłość Islandii. Sama z niecierpliwością czekam na kolejną porcję przygód nadkomisarza, mając nadzieję, że odnajdzie się w Interpolu.


Małgorzata Chojnicka