Piszę wszędzie i o każdej porze

03.07.2009

ZwB Witamy w naszym serwisie autora książki Za garść czerwońców.

Robert Foryś Witam. Korzystając z okazji, dziękuję za objęcie przez serwis patronatu nad książką.

ZwB Cała przyjemność po naszej stronie. Panie Robercie, wydawca podaje, że jest Pan archeologiem, uwielbia Pan historię, a na dodatek jest lubiącym wyzwania cynikiem, który nie lubi poprawności politycznej. Zgadza się Pan z taką swoją charakterystyką?

R.F. Oczywiście. Sam pisałem tę charakterystykę.

ZwB No proszę... A tak poważniej – jakie są Pana zainteresowania? Co Pana pasjonuje?

R.F. Literatura, film, kobiety, trunki, sport. Kolejność dowolna.

ZwB Muszę więc Pana pociągnąć za język. O literaturze jeszcze będziemy rozmawiać... o kobiety nie śmiem pytać... pozostają więc trunki i sport. Czym się Pan delektuje przy pisaniu/czytaniu? A kibicuje Pan... Może sam uprawia sport?

R.F. Przez pięć lat uprawiałem aikido. Jeśli chodzi zaś o alkohol: ma on swe dobre, ale i złe strony. Z zasady nie łącze trunków z procesem twórczym. To cienista ścieżka, z której często nie ma już odwrotu.

ZwB Aikido? Wielu autorów, którzy czynnie uprawiają ten lub podobny sport, mówią, że rozwija również duchowo, a pośrednio wpływa na ich sposób pisania. Czy Pan też zauważa taki wpływ u siebie?

R.F. Zdecydowanie nie. Jestem chrześcijaninem, więc ta sfera mego życia jest już ugruntowana. Za to w końcu przestały mi się mylić kończyny, prawa z lewą.

ZwB Słyszałam, że interesuje też Pana demonologia Słowian i Bałtów. Co ona ma w sobie, że Pana przyciągnęła? Ma Pan ulubione podania, legendy?

R.F. Na studiach miałem wybór: przeglądać kości zmarłych ludzi i ich parzystokopytnych podopiecznych lub też kopać dwumetrowy dół, by znaleźć niepozorny krzemień. Demonologia zaś przydaje się przy pisaniu horrorów. Lubię, gdy demon lub insza siła nieczysta jest udokumentowana w źródłach.

ZwB A jaki konkretnie podania lub legendy Pan lubi? I czym one Pana do siebie przyciągnęły?

R.F. Tajemniczością, oczywiście. Mrok jest ciekawszy, gdy myślimy, że coś się za nim kryje. Z tej przyczyny tak lubimy kryminały, grozę i horrory.

ZwB Demony w Pana książce są różne. Żywią się krwią, strachem, mają moc bytowania w obu światach. A mnie zaintrygowały postacie pewnej „staruszki”, Anny Krüger, i czarta Klausa, którzy w jakiś sposób opiekują się Hiszem. Jaka jest ich rola? I czy pojawią się w kolejnych książkach?

R.F. Zapewne tak. Co ciekawe są to postacie autentyczne. Annę Krüger spalono na targu drzewnym za przystawanie z czartem o imieniu Klaus. Anna była ostatnią wiedźmą spaloną w murach Gdańska. Potem egzekucje przeniesiono za miasto. Klausa do dziś nie odnaleziono. Może warto w nocy spojrzeć pod łóżko?

ZwB Wracając do Pana autocharakterystyki... miałam nie pytać, ale jednak. Chodzi o kobiety... W Pana książce pojawia się wiele fascynujących postaci kobiecych: czasem ofiar ciemnych mocy, czasem z nimi związanych, a wszystkie są niesamowicie piękne i pociągające. Czarownicą też była matka Hirsza, prawda? No właśnie, co Pan sądzi o czarownicach? Szukał Pan informacji historycznych o losach kobiet oskarżanych o czary?

R.F. Zwykle, gdy skazywano kobietę za czary, chodziło o seks, pieniądze lub zemstę. Zestaw stary jak świat. Procesami czarownic często kierowali psychopaci, którzy lubili zadawać ból bezbronnym ofiarom. Rozciąganie na sznurach, deskach, gwałty, biczowanie itp. Do tego majątek skazanych był dzielony między donosiciela, sędziego, władcę. Mógł być to książę, biskup czy burmistrz, bez różnicy. Zło znajdziesz w każdym, tylko trzeba dać mu okazję, by wyrosło. Podczas polowań na czarownice można było zaspokajać podłe instynkty w majestacie prawa.

Oczywiście istnieli też ludzie, którzy oddali się we władanie zła i czarami szkodzili bliźnim. Dziś również można takich spotkać. Tylko że są bezkarni, przynajmniej na płaszczyźnie prawnej.

ZwB Jakie cechy – jako bohaterka powieści – powinna posiadać intrygująca czarownica?

R.F. Działające na męską wyobraźnię.

ZwB Przy takich zainteresowaniach zapewne pisanie ma u Pana charakter magicznego obrzędu. Przyzywa Pan pomocne moce? Jak wygląda Pana dzień twórczy? Ma Pan jakieś ulubione miejsca, w których pisze?

R.F. Praca zawodowa i rodzina nie pozostawiają w tej materii dużego pola wyboru. Piszę wszędzie i o każdej porze. Mocy żadnych nie przyzywam, albowiem traktuję te sprawy poważnie. Proszę przeczytać Pismo Święte, tam jest wszystko wyjaśnione.

ZwB Tak? Biblia faktycznie wiele wyjaśnia, ma jednak to do siebie, że jest długa i ogarnia wieeeeele spraw. Jaki więc jest Pana stosunek do pisania? Czym dla Pana jest?

R.F. Pasją, rozrywką, sposobem na życie.

ZwB Proszę wybaczyć, jeśli będzie to zbyt osobiste pytanie, ale to bardzo interesujące. Odpowiedział Pan, że „pasją i sposobem na życie”. To brzmi bardzo poważnie i można przypuszczać, że jednak pisanie oznacza dla Pana dużo, dużo więcej. Jak to jest? Myśli Pan cały czas o pisaniu?

R.F. Przez większość wolnego czasu, a mam go niewiele.

ZwB Jaka była Pana droga do literatury? Kiedy zaczął Pan pisać?

R.F. Na poważnie – dwa lata temu. Wakacje nad morzem z rodziną. Trzy tygodnie deszczu. Tam narodził się Joachim Hirsz.

ZwB Do wątku związanego z morzem z przyczyn związanych z książką zaraz wrócimy, a teraz pytanie podchwytliwe: rodzina nie przeklęła Pana, że zamiast chodzić na spacery, zwiedzać itp., pan akurat postanowił pisać? Wyobrażam sobie, jak siedzi Pan – zamknięty gdzieś w wynajętej kwaterze – i pisze, właśnie z pasją i zaangażowaniem swoją powieść, a tu wszyscy Pana proszą: „Chodź na spacer, na lody czy rybkę”. Nie było trudno?

R.F. Prawo Krwi (Księga pierwsza w Za garść czerwońców – ZwB) wymyśliłem w namiocie z piwem stojącym na plaży.

W kwestii pogodzenia pisania z obowiązkami męża i ojca dzieciom: cóż, lekko nie jest. Nikt jednak nie obiecywał, że będzie.

ZwB Pana książka jest zbudowana z trzech części, trzech ksiąg. Wszystkie spaja postać głównego bohatera i jego pomocników, ale jednak każda z nich mogłaby stanowić osobną powieść: ma swoją zagadkę i intrygę, która nie łączy się z następnymi. Z czego wynika taka konstrukcja tekstu?

R.F. Z cynizmu. Wtedy jeszcze nie czułem się wystarczająco mocny na napisanie powieści. I jeszcze jedno. Ludzie w dzisiejszych czasach nie mają czasu dla siebie, a co dopiero na czytanie. Przebrnięcie przez nowele nie wymaga zaś wielkiego wysiłku. Zwłaszcza gdy w grę wchodzi szybka akcja, erotyka i przemoc.

ZwB Za garść czerwońców dzieje się za czasów Władysława IV Wazy, a głównym bohaterem książki jest instygator Joachim Hirsz. Napisanie powieści osadzonej w dawnych realiach wymaga mnóstwa kwerend bibliotecznych, szukania materiałów i tym podobnych zabiegów. Jak wyglądało Pana przygotowanie do pisania? Miał Pan jakieś trudności?

R.F. Szukanie materiału historycznego to dla mnie sama radość. Staram się, by opisy miast oddawały klimat epoki. Dotyczy to również postaci zapełniających ulice, szulernie, gospody czy burdele. Oczywiście dodałem nieco elementów od siebie, ale z umiarem.

ZwB A ubiory? Trudno było je zrekonstruować? Jakie były w tamtych czasach popularne ubiory męskie i kobiece? Na przykład jest mowa o tym, że Joachim wkłada „najlepszy kaftan w olenderskim kroju, czarny płaszcz oraz kapelusz z szerokim rondem”. Jak wyglądał taki kaftan?

R.F. Jak z obrazów Rembrandta. Pewne rzeczy wystarczy naszkicować i pozostawić wyobraźni czytelnika.

ZwB Przeniósłby się Pan w tamte czasy?

R.F. Och, nie. Wyobraża pani sobie te zapachy. Te karaluchy!!! Współcześni byli przyzwyczajeni, nie znali innych realiów. My, chwalić Boga, znamy.

ZwB Trzecia część Pana książki, Noc łowców, dzieje się w Gdańsku. Detektyw Hirsz, wracając z Elbląga, przyjeżdża do swojego przyjaciela Jakuba Petersa, mieszkającego gdzieś za Zieloną Bramą. Przywołuje pan w tej części wiele szczegółów typograficznych miasta. Lubi Pan Gdańsk?

R.F. Bardzo, to wspaniałe miasto z wielką historią. Prawdziwa „Perła w Koronie” Rzeczpospolitej Szlacheckiej.

ZwB Z jakich materiałów Pan korzystał, by wiarygodnie opisać Gdańsk, jego uliczki, różne miejsca?

R.F. Z opracowań historycznych, internetu oraz własnych obserwacji poczynionych podczas wakacji.

ZwB Hirsz poza zmysłem detektywistycznym musi posiadać także umiejętność radzenia sobie z czarną magią. Jakimi cechami jako detektyw i pogromca demonów musi się wykazywać?

R.F. Wewnętrzną uczciwością. W każdej z opowieści Hirsz staje w obliczu pokus. Czasem jest to piękna kobieta, a kiedy indziej złoto lub słodka obietnica mocy. Często zwyczajna obawa o własne życie.

ZwB Hirsz czasem, żeby dowiedzieć się czegoś o demonach dręczących ludzi, udaje się do pewnej nieludzkiej istoty, by uzyskać pomoc. W tym celu musi wykonać pewien rytuał. Co to za rytuał?

R.F. Oczywiście tajemny. Jak go zdradzę, już taki nie będzie.

ZwB Czy Pana powieść będzie miała kontynuację?

R.F. Właśnie kończę drugi tom.

ZwB Zdradzi nam Pan rąbka tajemnicy? O czym będzie kolejna książka? W jakie miejsca nas Pan zaprosi?

R.F. Warszawa, czas trwania Sejmu. Dla niecierpliwych (już tacy są) przygotowałem opowiadanie dziejące się na Litwie, w Kiejdanach. Jest więc Janusz Radziwiłł, czary, Szkoci i oczywiście morderstwo, które musi rozwikłać Joachim Hirsz. Będzie w lipcowej "Nowej Fantastyce".

ZwB Jakie ma Pan plany zawodowe na przyszłość? Rozumiem, że pracuje Pan jako archeolog...

R.F. Archeolog to zawód wyuczony. Pracuję na państwowym etacie. Kategoria zaszeregowania: kadra kierownicza.

ZwB A w wolnym czasie zajmuje się Pan...

R.F. Oczywiście pisaniem, a także wychowywaniem dwóch wspaniałych córek.

ZwB Czy córeczki już czytują to, co tato napisał?

R.F. Starsza zaczęła czytać, jednak prewencyjnie zarekwirowałem egzemplarz. Jest tam za dużo przemocy i seksu jak na uczennicę podstawówki. Wolałem, by dokończyła lekturę Pinokia.

ZwB Chyba rzeczywiście musi poczekać. Ale może napisze Pan coś dla dzieci lub młodzieży?

R.F. Myślę o tym, ale to pieśń przyszłości.

ZwB Życzymy Panu powodzenia we wszystkich Pana przedsięwzięciach. Serdecznie dziękuję za rozmowę.

R.F. Dziękuję.

Wywiad przeprowadziła J. Świetlikowska