Zawsze ciekawiły mnie postacie outsiderów

22.05.2009

Zbrodnia w Bibliotece Gościmy dziś w naszym serwisie Jana Seghersa, autora znakomitej powieści Zbyt piękna dziewczyna, która już podbiła serca naszych czytelników. Serdecznie gratulujemy książki i witamy.

Jan Seghers Witam z Frankfurtu. To dla mnie zaszczyt.

ZwB Ponoć jest Pan zapalonym rowerzystą. Dużo Pan jeździ po Frankfurcie? 

J.S. Tak, pisanie i jazda na rowerze wyścigowym to, jak się zdaje, idealnie dla mnie przeznaczone formy egzystencji. Jednej bez drugiej nie mógłbym już sobie zresztą wyobrazić. I bądź co bądź rower jest również moim narzędziem pracy. Jadę nim przez miasto i szukam miejsc godnych uwagi. Człowiek jest w ruchu, nie potrzebuje parkingu, kręci się w miejscu, a mimo to posuwa się do przodu. To jest cudowne! Jazda na rowerze wyścigowym, jak powiedział pewien holenderski zawodowiec, to połączenie zaangażowania i specyficznego otępienia. Kto wie, być może przypomina to w czymś pisanie...

ZwB Zapewne to nie przypadek, że umiejscowił Pan akcję książki właśnie w mieście, po którym tyle Pan jeździ. Co jest takiego we Frankfurcie? Jakie miejsca Pan lubi?

J.S. Tak, Frankfurt jest na tyle mały, że można wszystko szybko zbadać. A przy tym jest europejską metropolią, na tyle dużą, że zdarzyć się tu może każda zbrodnia. A zatem idealne miejsce dla autora kryminałów. Mieszkam tu prawie od dwudziestu pięciu lat. Ma to swoje zalety, ponieważ dobrze jest znać miejsca, o których się pisze. Powinny one być żywe i mieć atmosferę. A mnie interesują nieokrzesane przedmieścia, a nie dzielnica bankowa. A w ogóle to lubię z obrzeży obserwować centrum.

ZwB W Pana powieści dwie postacie są znaczące: Manon, owa tak niesamowicie piękna, że aż przerażająca, dziewczyna oraz komisarz Robert Marthaler – mężczyzna wiodący zwykłe, trudne życie miejskiego śledczego. Obie postacie, każda na swój sposób, są wyobcowane i samotne. Skąd u Pana pomysł na nie?

J.S. Właściwie to w ogóle nie było konkretnego pomysłu. Miałem dwie rozpoczęte historie, które z początku nie miały ze sobą zupełnie nic wspólnego. Nie wiedziałem, co z nich wyjdzie. Była to opowieść o dziwnej dziewczynie, która wychodzi z ciemnego lasu i spogląda na pokrytą śniegiem równinę. Był też komisarz, który nie miał nic do roboty, ponieważ nie wiedziałem, w jakiej sprawie miałby prowadzić śledztwo. Wtedy uderzyło mnie to, na co i Pani zwróciła uwagę, że owe postacie w tym swoim wyobcowaniu są do siebie podobne. Zatem podjąłem próbę włączenia ich do jednej historii, tak by ich losy splotły się ze sobą. No i proszę udało się.

ZwB Udało się znakomicie!W Pana powieści skupia się Pan nie tylko na przedstawieniu pracy śledczej, poszukiwaniu mordercy, ale również na uczuciach (lub ich braku) osób uwikłanych w zbrodnię. Czy uczucia, emocje postaci są dla Pana ważne w pisaniu?

J.S. Oczywiście, nie sposób pracować, nie wczuwając się w bohaterów i w to, co się opisuje. Pisarz musi tak postępować, w przeciwnym razie wszystko, co napisze, będzie pozbawione wyrazu. Dotyczy to głównych bohaterów, lecz także i najbardziej podrzędnych postaci, które pojawiają się choćby tylko na krótko. Również i o nich trzeba wiedzieć o wiele więcej, niż się w końcu napisze. I choć może to wydać się dziwne, pisząc, należy ożywić nawet  nieboszczyka, tak żeby czytelnicy mogli go sobie dobrze wyobrazić.

ZwB Zbyt piękna dziewczyna ma też w sobie coś trudno uchwytnego – jakieś smutne piękno, którym emanuje. To piękno wynika z kreacji Manon. Czy postać ta miała jakąś konkretną inspirację? Obraz może?

J.S. Ma Pani całkowitą rację. Zawsze ciekawiły mnie postaci outsiderów, melancholijnych, a przy tym mających w sobie coś nieokiełznanego. Tacy ludzie fascynują zwłaszcza wtedy, gdy nagle wdzierają się w nasze najzwyklejsze codzienne życie. Postać tej dziewczyny z pewnością ma wiele źródeł inspiracji – to elementy zaczerpnięte zarówno z rzeczywistości, jak i z literatury. I rzeczywiście, jest pewien obraz; odkryłem go w Galerii Narodowej w Londynie. Od razu wiedziałem jedno: ten obraz musi znaleźć się na okładce mojej następnej książki. Zatytułowany jest Niespodzianka, a jego autorem jest Claude-Marie Dubufe. Obraz przedstawia młodą kobietę. Ma ona zaskoczony wyraz twarzy, powodów tego zaskoczenia jednak nie znamy...

ZwB Czy aby stworzyć komisarza Marthalera musiał Pan zapoznać się z pracą policji? Podpatrywał Pan ich pracę? Wiele jest w Pańskiej książce realnych odniesień?

J.S. Pisarz musi być właściwie „specjalistą od wszystkiego”. Ponieważ tak się nie da, trzeba oczywiście pytać. Dotyczy to przede wszystkim pracy policji kryminalnej, także wszelkich kwestii związanych z medycyną sądową, prawem, użyciem broni oraz psychologią. A choćby gotowy był już pomysł na powieść, musi ona, by mieć siłę przebicia, być realistyczna i prawdziwa. Tak, stanowczo muszę zarzucać pytaniami fachowców, muszę czytać protokoły z obdukcji, studiować akta spraw kryminalnych...

ZwB To strasznie dużo pracy. Napisał Pan wiele książek. Z których jest Pan najbardziej zadowolony?

J.S. To tak, jakby zapytały Panie matkę, które ze swoich dzieci najbardziej kocha. Czytelnicy powinni sami wybrać to, co im się najbardziej podoba.

ZwB Jakie są dla Pana najtrudniejsze momenty w pisaniu?

J.S. Gdy termin oddania tekstu jest coraz bliżej, a ja wciąż jeszcze nie jestem gotowy i wykorzystuję każdy pretekst, żeby robić coś innego (na przykład udzielać wywiadów). Tak jak teraz.

ZwB Utrafiłyśmy w dobry moment ;) Czytałyśmy, że ceni Pan powieści Henninga Mankella. Nawet porównuje się Pana książki do jego twórczości. Co Pan lubi w powieściopisarstwie Szweda?

J.S. Przede wszystkim cenię jego umiejętność kreowania scen. Kto raz przeczytał opis miejsca zbrodni w powieści O krok, nigdy tej sceny nie zapomni! Podziwiam u Mankella to, że nie boi się wolnego tempa akcji, podziwiam uwagę, którą poświęca swoim nawet najbardziej podrzędnym postaciom. Mankell dokonał odnowy europejskiej powieści kryminalnej, bo uniezależnił ją od amerykańskiej.

ZwB A jakie ma Pan inne pasje lekturowe?

J.S. Być może Panie to zdziwi: moi ulubieni autorzy to Gustave Flaubert i Marcel Proust. Muszę też wspomnieć o wierszach Heinego i Brechta. Również taki łotr jak Louis-Ferdinand Céline nie jest mi obojętny. Kleist, Czechow, Babel... Listy Róży Luksemburg...

ZwB Zupełnie nas to nie dziwi! ;) Poza pisaniem powieści zajmuje się Pan przecież krytyką literacką, eseistyką i dziennikarstwem. Jakie tematy Pana interesują?

J.S. Robiłem to przez dwadzieścia lat. Teraz już nie muszę i bardzo mnie to cieszy. Czasem zdarzy się, że dam się namówić do publicznej wypowiedzi w jakiejś sprawie, czego najczęściej później żałuję. Wciąż jednak piszę mój internetowy pamiętnik zatytułowany Geisterbahn („Kolejka duchów”) – można go nazwać powieścią bez końca.

ZwB A czym się Pan aktualnie zajmuje? Powstaje nowa powieść?

J.S. Tak, pracuję nad czwartą powieścią z Marthalerem. Będzie mieć tytuł Die Akte Rosenherz (Akta Rosenherza). Chodzi tu o pewną dawną sprawę kryminalną, która nagle znowu wypływa na światło dzienne. Nic więcej nie zdradzę.

ZwB Oby w Polsce jak najszybciej ukazały się wszystkie kolejne Pana powieści. Będziemy wydawcę dopingować, by to było możliwe. A czy możemy liczyć na to, że odwiedzi Pan Polskę?

J.S. Jeśli można na rowerze, bardzo chętnie...

ZwB Mamy wiele dobrych ścieżek rowerowych. Serdecznie do nas zapraszamy i dziękujemy za rozmowę.

J.S. Cała przyjemność po mojej stronie!

 

Wywiad przeprowadziły Linda Boss i Jolanta Świetlikowska

Książki Jana Seghersa na ZwB