Najbardziej interesuje mnie obyczaj

07.05.2009

ZwB Mamy przyjemność rozmawiać dziś z panią Heleną Sekułą, autorką ponad dwudziestu znakomitych kryminałów, pisarką, która stała się niedoścignionym wzorem dla wielu współczesnych autorów literatury popularnej, mistrzynią kryminału. Dzień dobry.

Helena Sekuła Dzień dobry. Witam i pozdrawiam Czytelników Zbrodni w Bibliotece.

ZwB Całkiem niedawno ukazało się wznowienie Pani książki Dziewczyna znikąd w reaktywowanej kultowej serii Klub Srebrnego Klucza. To wspaniała wiadomość dla wszystkich wielbicieli kryminałów. Zanim jednak przejdziemy do pytań o tę książkę, chciałabym wrócić do dawnych lat. Pamięta Pani moment, w którym zaczęła Pani pisać kryminały? Co wznieciło tę pasję?

H.S. Kiedy po roku 1956 odpuszczono ryt ortodoksyjno-zgrzebnego socjalizmu, powróciło między innymi wspomnienie o rachunku ekonomicznym. W pewnym ograniczonym stopniu przywrócono niedoskonałym „masom” także igrzyska. Między innymi zdjęto ideologiczna klątwę z literatury „podkasanej”, w tym i z kryminałów. Wtedy struktury etatowe Milicji Obywatelskiej były kalką struktur przedwojennej Policji Państwowej, a referentem prasowym w P.P. była Wielka Dama Pióra, Kazimiera Iłłakowiczówna. Dla jasności, oczywiście nie porównuję się z niezwykłą Poetessą – jeszcze nie upadłam na głowę – jednak wprawdzie nieśmiało, genius loci miejsca dał znak o sobie.

ZwB Niektóre miejsca mają to do siebie... ;-)

H.S. Wracając do odpowiedzi na pytanie, wtedy w krótkim czasie rozpasanej swobody ideologicznej – no, bez przesady! – w czasie nazywanym Odwilżą przywrócono kryminałom prawa obywatelskie, to znaczy zaczęły je wydawać bez ideologicznego obrzydzenia wydawnictwa państwowe. Zresztą niepaństwowych nie było. W tej cezurze u referenta prasowego Komendy Głównej MO – tak się nazywała moja funkcja – zaczęli oprócz dziennikarzy pojawiać się coraz liczniejsi Literaci oraz Tfurcy. Tfurcy – klientela niezwykle trudna, nadzwyczajnie wymagająca, z wielkim poczuciem misji oraz wyższości intelektualnej i w ogóle wobec referenta prasowego, do tego reżimowej instytucji – żądali akt.

Akta sprawy, zwłaszcza dotyczące zdrowia i życia, nadużyć finansowych to były nierzadko grube tomy, kilkanaście segregatorów, a oni najpierw bardzo pragnęli akt, ale na widok opasłych stert teczek zmieniali zdanie i Zapoznane Wielkości życzyły sobie streszczenia. Nie ma się co dziwić, nawet inteligentne, dziennikarskie charty załamywały się na widok „Pełnych akt sprawy”.

Niebawem po inspirację zaczęli przychodzić literaci i także udostępnianie akt uważali za rodzaj niezwykle umiarkowanej życzliwości ze strony bądź co bądź związkowej koleżanki, więc co sympatyczniejszym opowiadałam fabuły. Ale cała moja klientela przedkładała przekaz werbalny nad zmaganie z ryzami zapisanego – często pismem ręcznym – papieru. Zwłaszcza były to notatki po stwierdzeniu miejsca zabójstwa.

ZwB Czyli zaczęła Pani im te akta opowiadać i tak wciągnęła się Pani w fabularyzowanie realnych przypadków?

H.S. To były sterty nudy. Nie znałam nikogo poza oficerami dochodzeniowymi, kto miałby cierpliwość do kilku, często kilkunastu tomów ekspertyz, opisów, raportów, opisów sytuacyjnych i różnych innych detali. Ja na potrzeby mojej klienteli wymyślałam „rybkę”, pewne realia – środowisko – rodzaj i okoliczności zabójstwa, kradzieży, napadu można było dowiedzieć się z akt. Ale fasony i pozy Tfurców męczyły mnie i... nadepnęły na ambit. „Albośmy to jacy tacy?” Napisałam więc pierwszą książkę. Reakcja Tfurców? Przecież oczywiste, najlepsze sprawy kryminalne to samograje – zawłaszcza je Sekuła. Jednak od tej pory przestali mnie dręczyć opowiadaniem męk „t f u r c z y c h”.

ZwB Jak wspomina Pani swój debiut, Tęczowy koktajl?

H.S. Debiut jest przeżyciem. Myślę, że można go porównać z ceremonią wyzwolenia czeladnika na cechowego remiechę. Po kolejnej książce zostałam przyjęta do Związku Literatów Polskich, po transformacji systemowej związek podzielił się na dwie organizacje, ja zostałam członkinią Stowarzyszenia Pisarzy Polskich.

ZwB Po udanym debiucie zaczęły się ukazywać kolejne książki – Naszyjnik z hebanu, Barakuda i wiele, wiele innych. Każda intrygująca, każda trzymająca w napięciu. Na czym polega tajemnica Pani warsztatu? Co jest według Pani w kryminale najważniejsze?

H.S. Najbardziej interesuje mnie obyczaj, a każda moja fabuła jest osadzona w realiach czasu, kiedy książka jest pisana. I oprócz większych lub mniejszych sensacji ma coś do opowiedzenia Czytelnikowi następnych generacji o klimatach minionego okresu.

ZwB Już wiemy, że posiłkowała się Pani materiałami niefikcyjnymi w tworzeniu kryminałów. Jak bliskie prawdziwego życia są Pani powieści?

H.S. Obyczaj zawsze jest wierny. Wydarzenia kryminalne miały miejsce w rzeczywistości, czasami bardziej lub mniej podbarwione.

ZwB A czy miała Pani swoich faworytów w wydawanej ówcześnie literaturze kryminalnej? Kogo Pani by dziś wznowiła?

H.S. Pozwoli Pani, że użyję przenośni. Dosiadanie jeża nie jest moim ulubionym sportem.

ZwB Dziś obserwujemy prawdziwy boom na kryminały, a wtedy? Czy trudno było w tamtych czasach publikować kryminały? Jaki był stosunek wydawców do literatury masowej?

H.S. Moi wydawcy byli bardzo życzliwi. Natomiast na politykę wydawniczą, podobnie jak i na inne dziedziny życia, dominujący wpływ miał Komitet Centralny PZPR. A smyczą na wydawców była mantra: „brak papieru”, ponieważ wszystkie oficyny wydawnicze były instytucjami państwowymi, poza jedynym „Czytelnikiem”, który był spółdzielnią wydawniczą, ale i oni podlegali reglamentacji papieru.

ZwB Jedna z Pani nowszych książek to Ślad węża z 2004 roku. Gdyby miała Pani porównać swój styl pisania, zainteresowania z czasów debiutu oraz najnowsze przemyślenia i sposób pisania, to co okazałoby się największą zmianą?

H.S. Ślad węża to pierwsza powieść po transformacji ustroju, jej druga część stanowiąca także niezależną całość być może zyskała szansę na wydanie dopiero teraz.

ZwB A który z Pani bohaterów jest Pani najbliższy? Z której kreacji jest Pani najbardziej zadowolona?

H.S. Wszystkich ich kocham, ale najbliższe to owe różne dziewczyny w opałach – bywa w ich perypetiach coś z moich – oraz porucznik Cieślik.

ZwB No właśnie, jedna z takich dziewczyn w opałach stała się – obok majora Andrzeja Korosza i wspomnianego porucznika Cieślika – bohaterką Dziewczyny znikąd. Zuzanna Herc jest niesamowicie piękna i tajemnicza. Niestety życie mocno ją doświadczyło. Na swojej drodze na jej szczęście poza tymi złymi spotyka ona prawdziwych ludzi – młodych gniewnych z dzielnicy, na którą lepiej się nie zapuszczać, ale która kieruje się swoistym honorem. Dziś już chyba takich postaci i miejsc nie ma?

H.S. Czy dzisiaj takich ludzi nie ma? Nie wiem. Kiedy miałam lat ...dzieści i byłam nieśmiertelna, młodzi panowie i starsi panowie to był żywioł życzliwy, rycerski, gotowy do pomocy w każdych okolicznościach, bez względu na ich – panów, nie okoliczności – pochodzenie społeczne, status materialny, intelekt, pozycję zawodową. Po skończeniu lat ...dziesięciu nie próbuję empirycznie potwierdzać tamtego zjawiska, ponieważ z obserwacji wnoszę, że kiedyś to zupełnie obcy faceci w relacjach ze mną zachowywali się jak świeżo wypuszczeni z Wersalu, a teraz jakby... No właśnie! „Tak, tak, Gerwazenciu, tak, tak Protazenciu”... Jakoś tak przypomniał mi się cytat z Wieszcza.

ZwB W Dziewczynie znikąd pokazuje Pani świat przestępczy, ale taki z fasonem, który ma swoje tradycje, zasady, ba, nawet kodeks pracy. Aby pokazać jego wielobarwność, używa Pani specjalnego języka, w którym dominują takie nieznane dziś słowa, jak wirażka, dolina, meter, dintojra i wiele, wiele innych. Pozwoli Pani, że zapytam: skąd u Pani taki leksykonik?

H.S. Już moja Babcia twierdziła, że to dziecko wręcz z powietrza wyłapuje określenia z Lingua latryna, a czytać wciąż nie umie, chociaż ma już osiem lat. Poza wyżej wymienioną właściwością, istnieją także słowniki gwar i narzeczy przestępczych.

ZwB Co mogłaby Pani polecić młodym adeptom sztuki pisarskiej? Na co powinni uważać?

H.S. Na dobrą polszczyznę – oczywiście gwary środowiskowe także – chociaż to język bardzo trudny. Coś o tym wiem.

ZwB Wiem, że niedługo ukaże się Pani zupełnie nowa książka Szlak Tamerlana. Opowie nam Pani trochę na jej temat? Czego możemy się spodziewać?

H.S. Stan wojenny. Nadgraniczne miasteczko na Wschodzie. Węzeł kolejowy. Depo. Z więzienia ucieka skazany. Owa tiurma to budynki pamiętające czasy Jego Wieliczestwa Cesarza Wszechrosji. I codzienność sąsiedztwa w drażliwym czasie z potęgą zajmującą jedną szóstą powierzchni całej planety.

ZwB Brzmi intrygująco... A czym zajmuje się Pani na co dzień? Jakie ma Pani zainteresowania pozapisarskie?

H.S. Książki, rodzina, znajomi, młodzi ludzie z Klubu Internetowego MOrd i bardzo inteligentny kot Igor. Rzadziej teatr czy wieczór w mieście. Warszawa po zmroku staje się niezbyt przyjaznym miastem dla ludzi, powiedzmy, bardziej dojrzałych.

ZwB Gdzie nasi czytelnicy będą mogli Panią spotkać? Planuje Pani jakieś wieczory autorskie?

H.S. Myślę, że Wydawca zaprosi mnie na Targi Książki w Warszawie. Mieszkam na spółdzielczym Ursynowie. Mamy tu salę widowiskową. Już trzecie, niebawem czwarte pokolenie przyjdzie do tej sali na imprezy kulturalne, także promocje książek. Mam nadzieję, że ta możliwość także zainteresuje Wydawcę. Przy okazji pozdrawiam przyjaciół i życzliwych z Klubu Internetowego MOrd: Ania, Anusia, Monika, Bartuś, Prezes, dziękuję Wam, że jesteście!

ZwB My również pozdrawiam zaprzyjaźniony klub ;) Serdecznie więc w Pani imieniu na wszystkie spotkania zapraszamy. Bardzo dziękuję za rozmowę.

Wywiad przeprowadziła J. Świetlikowska