Już za kilka dni, 25 lutego, pojawi się na polskim rynku kolejna powieść gwiazdy rosyjskiego kryminału, Aleksandry Marininej, zatytułowana Płotki giną pierwsze (patronat medialny nad książką objął serwis Zbrodnia w Bibliotece). Z tej okazji prezentujemy wywiad, jaki pisarka udzieliła naszemu serwisowi.
Zbrodnia w Bibliotece Szanowna Pani, jest Pani jedną z najbardziej poczytnych w naszym kraju autorek. Wiele książek z Nastią Kamieńską już u nas wyszło, a my z niecierpliwością czekamy na następne przekłady. Bardzo jesteśmy Pani wdzięczni za wykreowanie tak ciekawej postaci. Nastia została osadzona w ciekawych realiach. To zwykła codzienność zwykłej pracy w milicji. Nie ma tam miejsca na fajerwerki, niecodzienne zdarzenia, pościgi samochodowe czy inne akcje rodem z Jamesa Bonda. Czy opisywane przez Panią realia są efektem Pani pracy w milicji? Czy mają wiele wspólnego z prawdziwym wykonywaniem tego zawodu?
Aleksandra Marinina To oczywiste, że długoletnia praca nad najprzeróżniejszymi materiałami dotyczącymi zbrodni i przestępców pozwoliła mi zdobyć bezcenne doświadczenie i zrozumieć, jakie bywają przestępstwa i jacy bywają ludzie, którzy je popełniają, w jaki sposób myślą, co czują, czym się kierują, gdy decydują się na taki, a nie inny krok. Często spotykałam się z osobami skazanymi za przestępstwa i odbywającymi karę w zakładach odosobnienia, dzięki czemu stworzyłam sobie ich obraz, zupełnie inny niż ten, który wyłania się z lektury podręczników czy z literatury pięknej. Poza tym zrozumiałam, kim są funkcjonariusze milicji i czym się oni z kolei kierują, kiedy postępują tak, a nie inaczej. Dlatego w moich książkach wiele rzeczy opiera się właśnie na realiach, ale nie są to konkretne sprawy, jedynie ogólne tło i spostrzeżenia.
ZwB Jako kryminolog prowadziła Pani zajęcia edukacyjne. Czego Pani nauczała?
A.M. Tak się złożyło, że wykładałam prawo karne i statystykę sądową, ale praca pedagogiczna nie należała do moich najważniejszych obowiązków i nie zajmowała zbyt dużo czasu. Pochłaniała mnie praca naukowa, analiza i rozmaite badania w dziedzinie zarówno psychologii zachowań przestępczych, jak i przestępczości rozumianej ogólnie jako zjawisko społeczne.
ZwB Wracając do Pani twórczości, pamięta Pani swoje pierwsze kroki? Zaczynała Pani od opowiadań kryminalnych. Początki były trudne?
A.M. Skąd, to wcale nie było trudne. Powtórzę raz jeszcze, że bardzo lubiłam pracę naukową, a pisać zaczęłam w wolnym czasie po prostu w ramach hobby, nie licząc zupełnie na to, że ktoś kiedyś przeczyta moje utwory, a tym bardziej opublikuje. Nie miałam żadnych ambicji, nie marzyłam o sławie i wielkich pieniądzach, po prostu znalazłam sobie rozrywkę i dodatkowe zajęcie, które sprawiało mi przyjemność. A kiedy moimi utworami zainteresowały się czasopisma, opublikowały je i w dodatku zaczęły wypłacać honoraria, cieszyłam się w głębi duszy i kupowałam sobie nowe pantofle albo drogie kosmetyki, bo za te drobne sumy nic więcej nie dało się kupić.
ZwB Co dzisiaj zaleciłaby Pani młodym adeptom pisarstwa? O czym powinni wiedzieć, rozpoczynając własną twórczość?
A.M. Właściwie nigdy nikomu nie daję żadnych rad, bo jestem zdania, że własne doświadczenie jest najwięcej warte, cudze natomiast nikogo niczego nie nauczy. I wcale nie dlatego, że jesteśmy tacy głupi i nie umiemy uczyć się na cudzych błędach, ale dlatego, że własne doświadczenie jest niepowtarzalne, zbudowane na wyjątkowości każdego człowieka i już z tego powodu nie przyda się nikomu innemu, bo przecież każdy inaczej myśli, inaczej czuje, ma inne wartości i priorytety i to, co dla jednego jest ważne i cenne, dla drugiego może okazać się czymś podrzędnym i w ogóle zupełnie nieistotnym. Mogę powiedzieć początkującym autorom tylko tyle: nie traktujcie swojej twórczości zbyt poważnie, nie starajcie się być wyrocznią, sumieniem narodu, laureatami Nagrody Nobla, bądźcie naturalni i cieszcie się tym, co robicie, pamiętajcie również jednak o tym, żeby nie traktować swojej twórczości zbyt lekkomyślnie i jeśli podjęliście się pisania powieści czy choćby niewielkiego opowiadania, podejdźcie do tego rzetelnie, z całą starannością. Nie inaczej dzieje się, gdy zapraszacie gości: starannie przygotowujecie się do przyjęcia, chcecie, żeby wszystko się udało i goście byli zadowoleni, choć zdajecie sobie przecież sprawę, że w końcu to tylko jedzenie, raptem kilka potraw, które szybko znikną ze stołu i za dwie godziny nikt już o nich nie będzie pamiętał. Więc jeśli nawet będą niesmaczne, świat się z tego powodu nie zawali, nic strasznego się nie stanie. Mimo to nie szczędzicie jednak starań! A jeśli mówić poważnie, każdy autor powinien pamiętać o jednym: to, co dla niego osobiście jest ciekawe i ważne, wcale nie musi być takie dla jego czytelników. Nie ma się co spodziewać, że książka, w którą włożyło się serce, natychmiast stanie się bestsellerem i przyniesie sławę. Nie ma żadnej gwarancji, że tak się stanie, nigdy nie trzeba o tym myśleć. Należy pisać tak, jak się ma ochotę i nie bujać w obłokach. Najważniejsze, aby pisanie przynosiło radość.
ZwB Pani Nastia ma wiele wspaniałych cech: jest dokładna, uparta, ma analityczny umysł, świetnie kojarzy fakty. Jest przy tym bardzo dziewczęca. Jakie cechy Pani lubi w niej najbardziej?
A.M. W mojej Nastii najbardziej podoba mi się niepewność i niezdecydowanie. Muszę się przyznać, że sama taka jestem. Obie ciągle się boimy, że popełnimy błąd, że zrobimy coś nie tak, że coś nie tak zrozumiałyśmy. W zasadzie nasz wspólny motyw przewodni to zwątpienie i brak pewności siebie. Na tym polega nasza niezaprzeczalna słabość. Ale może w tym tkwi też nasza siła?
ZwB Na pewno siła tkwi w uświadomieniu sobie tego ;-) Wokół Nastii krąży wiele ciepłych (poza przestępcami oczywiście, choć i oni nie do końca są zimni) postaci. Jest opiekuńczy zwierzchnik, jest mąż, bardzo kochający i pobłażliwy, są rozumiejący koledzy. Nawet przestępcy bywa, że posiadają swoje jasne strony, jak Denisow i jego syn. Nastię przed brutalnością świata bronią właśnie te osoby, choć nie do końca jestem przekonana, że ona tej obrony potrzebuje. To silna kobieta. Która z tych postaci ma największy wpływ na Nastię? Czy z książki na książkę ich role się zmieniają (proszę pamiętać, że u nas ukazało się dopiero siedem powieści, a ósma jest w drodze)?
A.M. Największy wpływ na Nastię Kamieńską ma jej mąż Aleksiej. Jest jedynym człowiekiem, z którego opinią Nastia liczy się zawsze i w każdej sytuacji, nawet jeśli się z nim spiera. Uznaje jego przewagę intelektualną i ciągle prosi go o radę. Oczywiście docenia też wskazówki swego szefa Gordiejewa czy generała Zatocznego, ale tylko na gruncie zawodowym. Aleksiej natomiast jest jej doradcą, przyjacielem i pomocnikiem we wszystkich sytuacjach życiowych.
ZwB Tak, ich relacja w książkach jest naprawdę wzruszająca. W Polsce za kilka dni ukaze się kolejna Pani powieść Płotki giną pierwsze. Co nas czeka w tej odsłonie przygód Nastii? Z kim się zmierzy?
A.M. W książce Płotki giną pierwsze Nastia zetknie się z jednym z najbardziej skomplikowanych problemów psychologicznych: wśród „swoich” jest ktoś „obcy”. Komu można zaufać, a komu nie? Nie będę zdradzać intrygi, to niegodna polecenia praktyka w przypadku kryminału, powiem tylko, że równolegle rozwijają się dwa wątki kryminalne: jeden dotyczy wywozu odpadów złota za granicę pod postacią metalowego złomu, drugi wiąże się z zagadkowym snajperem, zabijającym wyłącznie w niedziele. Mam nadzieję, że ta historia spodoba się polskim czytelnikom, w każdym razie praca nad książką dała mi wiele satysfakcji. Nawiasem mówiąc, opisana sprawa odpadów jest autentyczna, śledztwo prowadził niegdyś mój mąż i to on wtajemniczył mnie we wszystkie szczegóły.
ZwB Pani powieści wyróżniają się nie tylko dokładnie przemyślaną fabułą czy bogatą charakterystyką nawet najmniej znaczących postaci – interesująca jest również ich warstwa językowa. Zachowanie lekkiego stylu, żywego i obrazowego języka stanowi główne zadanie tłumacza. Czy gromadzi Pani wcześniej potrzebny materiał językowy, np. wyrażenia żargonowe świata przestępczego, czy też bazuje na własnym wyczuciu języka i własnej wiedzy?
A.M. Nie zbieram zawczasu materiału językowego, żargon przestępczy znam od dawna, tę wiedzę wykorzystywałam w pracy naukowej i od tego czasu mam ją w głowie. Oczywiście jeśli poruszam w książce mało mi znaną profesjonalną dziedzinę, na przykład medycynę, sport, chemię itp., konsultuję się ze specjalistami, sięgam po odpowiednią literaturę. Pozostałe rzeczy biorę z głowy.
ZwB W książce Płotki… napotykamy polskie akcenty. Okazuje się, że Nasti spodobał się kiedyś Krótki film o zabijaniu Krzysztofa Kieślowskiego. A co Pani myśli na temat twórczości tego reżysera?
A.M. Po Krótkim filmie o zabijaniu przez miesiąc chodziłam rozbita. Mówiąc szczerze, uważam, że zamiast debatować nad tym, czy należy znieść karę śmierci, trzeba po prostu obejrzeć ten genialny film, który wszystko wyjaśnia. Myślę, że nikt nie wypowiedział się na ten temat tak zwięźle, dobitnie i jasno jak Kieślowski. Wydaje mi się jednak, że to nie w Płotkach, tylko w Ukradzionym śnie. Czyżbym się myliła? Minęło tyle lat, że mogłam coś poplątać.
ZwB ;-)) Czy ma Pani ulubiony kryminał, który budzi specjalne uczucia, jest Pani szczególnie bliski, nad którym praca utkwiła Pani z jakiegoś powodu w pamięci?
A.M. Mój ulubiony kryminał to Ukradziony sen. Nawet nie wiem dlaczego. Zaczęłam go pisać zimą w czasie urlopu, ale to był krótki urlop, tylko dwa tygodnie, potem wezwano mnie do pracy i powierzono pilne zadanie, przy współpracy z Instytutem Kryminologii przy ONZ miałam przygotować materiał do opracowania, więc musiałam odłożyć książkę na kilka tygodni. Potem, w maju, wyjechałam z tym opracowaniem do Włoch, żeby przygotować monografię po angielsku dla Instytutu, który znajdował się wtedy w Rzymie. Wieczorami i w czasie weekendów nie miałam co robić, komputera z rosyjską czcionką nie było, więc kupowałam bloczek listowy i pisałam dalej książkę odręcznie. Po powrocie do Moskwy znowu musiałam przerwać, miałam mnóstwo pracy, a pod koniec września wyjechałam z koleżanką na wakacje do Turcji i tam, pluskając się w morzu, powoli zaczęłam opowiadać jej książkę. Opowiedziałam do miejsca, w którym utknęłam. „I co dalej?” – zapytała z płonącymi ciekawością oczami. „Nie wiem, jeszcze nie wymyśliłam”. „No to na co czekasz, bierz się do roboty!’ – zażądała, wyprosiła od recepcjonistki papier i zmusiła mnie, abym wieczorami zajmowała się pisaniem. Tak więc Ukradziony sen kojarzy mi się przede wszystkim ze wspomnieniem rzymskiej delegacji i pierwszymi wakacjami w Turcji. I jedno, i drugie było wspaniałe!
ZwB Czy świętuje Pani w jakiś sposób zakończenie pracy nad nową powieścią?
A.M. Wcale nie świętuję. Wracam do domu, rzucam torbę i wołam uradowana: „Skończyłam!”, jem kolację i zasiadam przed telewizorem. Nie macie Panie pojęcia, jakie to szczęście – oglądać sobie telewizję, nie błądząc ciągle myślami wokół kolejnych epizodów, nie martwiąc się, jak powiązać jeden z drugim, co by tam jeszcze wymyślić, żeby całość była jeszcze bardziej wiarygodna, co zrobić, żeby wybielić tę postać, w końcu jest taka sympatyczna, więc chciałoby się wymyślić dla niej jakieś mniej tragiczne rozwiązanie, z drugiej jednak strony… Ogólnie rzecz biorąc, kiedy myśli krążą wokół tego wszystkiego, nie cieszy ani książka, ani film, ani ciekawa audycja w telewizji. Ale kiedy ostatnia kropka zostanie postawiona… Można wtedy z czystym sumieniem planować urlop.
ZwB W Polsce notujemy ostatnio ciągły wzrost zainteresowania literaturą kryminalną. Pojawiają się nowi autorzy, nowi bohaterowie, fantastyczne książki. W Rosji zapewne jest tak samo. Jak Pani ocenia rosyjski rynek literatury kryminalnej i sensacyjnej? Jacy są interesujący autorzy? Jakie książki warto przełożyć?
A.M. Bardzo mi przykro, ale na to pytanie nie mogę odpowiedzieć ze względów etycznych. Zresztą proszę nie pytać o radę Rosjan - to, co nam się podoba, niekoniecznie będzie się podobać i wyda się ciekawe Wam. Tego typu decyzje powinni podejmować polscy wydawcy i redaktorzy, bo oni najlepiej wiedzą, czego potrzeba czytelnikom w Waszym kraju.
ZwB Na razie wybierają znakomicie! Mamy na koniec może banalne, ale dla nas niezwykle ważne pytania… Jakie są Pani plany pisarskie? I kiedy odwiedzi Pani nasz kraj? Byśmy mogli wszyscy udać się po autografy i podziękować Pani za wspaniałą twórczość…;-)
A.M. Co do moich planów, to nie takie proste… A jeśli chodzi o wizytę w Polsce, przyjadę z ogromną radością, jeśli tylko otrzymam zaproszenie. I będę najzwyczajniej w świecie szczęśliwa, jeśli znajdzie się ktoś, kto będzie miał ochotę spotkać się ze mną i zwróci się o autograf. Kocham Was!
ZwB Serdecznie dziękujemy za rozmowę.
Wywiad przeprowadziły Aleksandra Stronka i Jolanta Świetlikowska
Aleksandra Marinina, Czarna lista - fragment
Nie musiałam już być mężczyzną - Marinina o Czarnej liście
Książki Aleksandry Marininej na ZwB
Najważniejsze, aby pisanie przynosiło radość - wywiad z Aleksandrą Marininą