Kryminały spod znaku kobiecości

14.11.2008
Kryminały spod znaku kobiecości

ZwB W świetnym tekście Damy i zbrodniarze („Czas Kultury” 2008, nr 3, s. 45) pisze Pani: „Poznając te historie [mity, będące fabularnymi wzorcami kryminalnymi], uczymy się rozumieć skomplikowane gramatyki kulturowo-psychologiczne i rozładowujemy napięcia emocjonalne. Narracje kryminalne to swoiste evergreeny literackiego dyskursu i dzisiejszy renesans zainteresowania tym gatunkiem w Polsce postrzegam jako zjawisko nader obiecujące”. Czy tak właśnie postrzega Pani rolę kryminału? Rozwinie Pani tę myśl?

prof. KraskowskaEwa Kraskowska Współczesny mistrz powieści grozy, Stephen King (skądinąd profesjonalnie wykształcony literaturoznawca), w książce Danse macabre tłumaczy fenomen fascynacji horrorem potrzebą rozładowania lęków cywilizacyjnych i egzystencjalnych, strachu przed śmiercią, przed zagładą i przed obcością, a także wywrotowym pragnieniem przekraczania kulturowych tabu – a więc czynnikami, które w człowieku są od zawsze, może nawet do pewnego stopnia mają charakter atawistyczny. W upodobaniu do opowieści o zbrodniach jest coś podobnego – wraz ze zbrodniarzem i jego ofiarą dokonujemy pewnej transgresji kulturowej, jakiegoś przekroczenia normy społecznej, ale formuła gatunkowa klasycznego kryminału jednocześnie zapewnia nam poczucie bezpieczeństwa, gdyż zrujnowany na wstępie porządek będzie wszak wraz z wykryciem sprawcy przywrócony. Jednocześnie taki kryminał sam w sobie stanowi wzorzec porządku, fabuła i narracja rządzą się tu ścisłymi prawami. Odbiorca ma prawo się irytować, gdy prawa te nie są przestrzegane, na przykład gdy zastosowany zostaje chwyt deus ex machina i mordercą okazuje się ktoś spoza grona postaci uwikłanych w daną sprawę. Już Arystoteles przestrzegał przed tego typu rozwiązaniami, pisząc o właściwościach antycznej tragedii – a czymże w końcu jest tragedia, jeśli nie opowieścią o zbrodni i śledztwie, o winie i karze? W dodatku prawidłowo zbudowana fabuła kryminalna powinna oferować odbiorcy możliwość niezależnego rozwiązania zagadki, a rozwiązywanie zagadek to jedna z najstarszych rozrywek homines sapientes. Jest więc opowieść o zbrodni, jej motywach i wykrywaniu sprawcy swoistą fabułą fabuł, strukturalnym modelem wszelkich dobrze opowiedzianych historii. Prześledzenie jej od początku do końca to jak spożycie świetnie skomponowanej kolacji zwieńczonej wybornym trunkiem.

ZwB Podejrzewam, że w tym daniu szczególne miejsce w Pani wypadku zajmuje literatura kobieca. Nawet pisze Pani o „kryminałach spod znaku kobiecości”. Co jest dla Pani najciekawsze w takiej literaturze?

E.K. Pisarki nie od dziś zdradzają predylekcję do niesamowitości, zbrodni, zła, horroru – wystarczy wspomnieć klasyczkę powieści gotyckiej Ann Radcliffe (1764-1823) czy dziewiętnastoletnią Mary Shelley (1797-1851) wymyślającą w trakcie jednej nocy nad Jeziorem Lemańskim horror wszechczasów – Frankensteina. Albo Emily Brontë z jej mroczną opowieścią o Wichrowych wzgórzach (1848). Trudno jednoznacznie stwierdzić, skąd się to bierze – ja osobiście uważam, że kobiety są urodzonymi psycholożkami, niejako predestynowanymi do zgłębiania tajemnic natury ludzkiej (inaczej nie mogłyby skutecznie wypełniać swoich społecznych ról matek i żon), i dlatego mroczne zakamarki człowieczeństwa szczególnie je interesują. Faktem jest, że w wieku dwudziestym kanon klasycznej literatury kryminalnej w dużej mierze stworzyły właśnie kobiety (Christie, Sayers, Marsh i in.), a i współcześnie wiele jest pisarek, które tę tradycję podtrzymują. Ponadto na fali nowoczesnego feminizmu, tzn. od lat 60. i 70. XX wieku, zrodził się całkiem znaczący nurt feministycznej powieści kryminalnej, w którym albo motywem zbrodni jest różnica płci (np. zbrodnia na tle seksualnym), albo też w roli głównej mamy detektywkę – jedno drugiego zresztą nie wyklucza. Takie są np. powieści Sarah Paretsky i Amandy Cross. Ta pierwsza stworzyła kobiecy odpowiednik powieści Chandlerowskiej, jej protagonistka nazywa się Vicky Varshavsky i jest prywatną detektywką-twardzielką, u tej drugiej występuje w roli śledczej szczególnie przeze mnie lubiana amatorka Kate Fansler, literaturoznawczyni, specjalistka od dziewiętnastowiecznej brytyjskiej powieściopisarki George Eliot. Tak więc w moim pojęciu „kryminał spod znaku kobiecości” to nie jeden wzorzec gatunkowy, ale kilka.

ZwB Amanda Cross nie jest w Polsce chyba zbyt znana. Czemu tak Panią zainteresowała? Może warto polecić tę autorkę wydawcom...

E.K. To pseudonim wybitnej literaturoznawczyni amerykańskiej, Carolyn Heilbrun, jednej z pionierek krytyki feministycznej w USA. Niestety już nieżyjącej – odebrała sobie życie w roku 2003, mając lat ponad siedemdziesiąt. Nie dlatego, iżby w jej życiu zaszło wówczas coś szczególnie dramatycznego. Była jedną z tych osób, które uważają, że wolność oznacza także swobodę wyboru momentu i sposobu zakończenia życia.

ZwB Jest Pani wybitną literaturoznawczynią, znaną z prac o tematyce genderowej. Czy pokusiłaby się Pani o zarys historii kryminalnej literatury kobiecej? Najważniejszych wydarzeń w tej historii według Pani?

E.K. Raczej bym się nie pokusiła, nigdy nie zajmowałam się tą literaturą jako badaczka, dopiero ostatnio tematyka ta pojawiła się w polu moich zainteresowań, by tak rzec, paranaukowych. Poza tym przyglądam się właściwie wyłącznie pisarkom anglojęzycznym, więc nie mam pojęcia, co ciekawego działo się w tym zakresie gdzie indziej – choć podejrzewam, że do niedawna niewiele. Ale oczywiście wykonałam drobny research i jeślibym miała wskazać jakieś kluczowe momenty i nazwiska w historii owej literatury, to byłaby to na przykład twórczość Anny Katherine Green, amerykańskiej autorki detektywistycznych bestsellerów z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XIX wieku (jej sławę miał przyćmić dopiero Dashiell Hammet). Dalej – lata międzywojenne XX wieku i tzw. złoty wiek prozy detektywistycznej w Wielkiej Brytanii, zdominowany przez kwintet pisarek: Agathę Christie, Dorothy L.Sayers, Ngaio Marsh, Margery Allingham i Josephine Tey. I wreszcie druga fala feminizmu zachodniego, która dała impuls feministycznej powieści kryminalnej, reprezentowanej m.in. przez wspomniane już wcześniej Paretsky i Cross. Gatunek ten bowiem świetnie daje się wykorzystać do propagowania feministycznych treści i przesłań dzięki piętnowaniu przestępstw na tle różnicy płci oraz dzięki kreowaniu silnych postaci kobiecych – detektywek-intelektualistek, detektywek-twardzielek. Generalnie trzeba zauważyć, że dynamika rozwoju mystery fiction w wydaniu kobiecym pokrywa się z kolejnymi falami emancypacji i feminizmu. Uprawianie tego typu literatury jest przecież świetną formą niezłego zarabiania na życie, pisarska profesja była jedną z pierwszych dostępnych dla kobiet możliwości finansowego uniezależnienia się, a popyt na mystery jest praktycznie niewyczerpywalny.

ZwB To prawda, gdyby nie ta możliwość, nie byłoby Agathy Christie. A czy badaczki feministyczne interesują się literaturą kryminalną? Czy są jakieś opracowania tego typu?

E.K. Tak, ale póki co nie w Polsce. Mam nadzieję, że wkrótce to się zmieni. Anglojęzyczna literatura przedmiotu jest bardzo obfita, a jedną z badaczek specjalizujących się w tej problematyce jest Kathleen Gregory Klein.

ZwB Ach, marzyłaby się nam taka książka jak jej Great Woman Mystery Writers... Nie pisze Pani czasem takiej? ;-)

E.K. Na razie nie. Ale napisałam książkę o siostrach Brontë, a one też do pewnego stopnia mieszczą się w kategorii woman mystery writers. Marzy mi się podobna książka o Mary Wollstonecraft i Mary Shelley, matce i córce, których biografie i dzieła zawierają niejeden tajemniczy i niesamowity wątek. Na razie się do niej emocjonalnie i intelektualnie przymierzam.

ZwB Wróćmy do faktu, o którym Pani wspomina, do wprowadzenia w kryminałach nowych tematów, inspirowanych rozwojem feminizmu i zmianami w kulturze, jaki się dzięki temu ruchowi dokonuje. Jak Pani postrzega rolę kobiety i mniejszości seksualnych we współczesnym kryminale? Czy wzorce takich ról społecznych oddają podziały, jakich doświadczamy realnie?

E.K. Nie wiem, czy potrafię odpowiedzieć na to pytanie zgodnie z zawartą w nim, a wyczuwaną przeze mnie intencją – chciałoby się bowiem móc powiedzieć, że istotnie współczesna proza kryminalna jest w stanie wychwycić newralgiczne patologie społeczne związane z emancypacją kobiet i mniejszości seksualnych. Na pewno jest to temat, który aż prosi się, by go podjąć w ramach tego gatunku – w końcu zbrodnie na tle seksualnym należą do szczególnie drastycznych, a środowiska homoseksualne, niestety, nadal pozostają bardzo kryminogenne. Że jest to temat „do wzięcia” – ludzie pióra wiedzą bardzo dobrze, by wspomnieć choćby Edwarda Pasewicza z jego Śmiercią w darkroomie. Mnie osobiście ważne wydaje się co innego – że mianowicie w trakcie swojej ewolucji powieść kryminalna wydała z siebie i taki nurt, który nosi znamiona literatury zaangażowanej, dotykającej ważnych problemów społecznych, zwłaszcza różnych form dyskryminacji, opresji i wykluczenia.

ZwB A jakie są Pani ulubione autorki/autorzy kryminalni?

E.K. No właśnie, moje ulubione kryminały to takie, które łączą klasyczną fabułę śledczą z problematyką psychologiczną i społeczną. Dlatego chętnie czytam np. Ruth Rendell, Patricię Highsmith i Henkela Manninga. Wszyscy troje łączą głęboką wrażliwość na patologie społeczne i psychiczne z maestrią formalną, jeśli idzie o prowadzenie fabuły. Niezrównaną mistrzynią fabuły detektywistycznej pozostaje dla mnie niezmiennie P. D. James. Szczególną skłonność zdradzam również do połączenia powieści kryminalnej z tematyką feministyczną i uniwersytecką, dlatego lubię książki Amandy Cross, o której już wspomniałam. Moim ostatnim odkryciem są kryminały autorstwa Julii Kristevy, wybitnej teoretyczki francuskiej (pochodzenia bułgarskiego). Co do klasyki, to chętnie czytam (w oryginale) Ngaio Marsh – to dziwne imię wzięło się stąd, że pisarka urodziła się w Nowej Zelandii, i oznacza ono Radosny Poranek (albo coś w tym rodzaju). Marsh stworzyła postać inspektora Rodericka Alleyna, który wikła się głównie w zbrodnie popełnione w angielskich sferach ziemiańskich. Z pewnością jego przygody były inspiracją dla Caroline Graham, autorki powieści z inspektorem Barnabym w roli głównej. Oczywiście uwielbiam Morderstwa w Midsomer… I nie mogę odżałować, że Zofia Nałkowska nie napisała kryminału w prawdziwego zdarzenia.

ZwB Ale mnie Pani zaskoczyła! Uwielbiam Julię Kristievę, ale nie miałam pojęcia, że jest autorką kryminałów. Jakie one są?

E.K. Ha, nie tylko Panią zaskoczyłam, parę innych osób rozmiłowanych w kryminale też! Sama byłam zdumiona tym odkryciem i w ogóle nie wiem, czemu polscy badacze interesujący się Kristevą pomijają ten aspekt jej pisarstwa. Czytałam dwie jej powieści kryminalne (niestety nie znam francuskiego, więc w przekładzie angielskim), Possessions i Meurtre à Byzance, czyli Morderstwo w Bizancjum. Powiem tylko, że dopiero po tej lekturze zrozumiałam do końca, o co tej znanej teoretyczce chodziło w takich koncepcjach, jak abiekt czy semiotyczne vs symboliczne. Te kryminały posiadają wprawdzie niezbędne wyznaczniki gatunku – Possessions zaczyna się na przykład od odkrycia zdekapitowanych (pozbawionych głowy) zwłok kobiety – ale od fabuły śledczej ważniejsze są w nich różne dygresje, konteksty kulturowe, a nawet ślady autobiografii.

ZwB Fascynujące... Zapytam jeszcze: a czy czytuje Pani polskie autorki kryminałów?

E.K. Nie czytuję. Dużo tracę?

ZwB Mam wrażenie, że parę interesujących postaci się pojawiło. Oczywiście, nie wspomnę o naszej królowej kryminału Joannie Chmielewskiej, która już doczekała się godnych spadkobierczyń w postaci autorek Zabójczego spadku uczuć i Zielonego trabanta, ale myślę, że bardzo mogłaby się Pani spodobać twórczość Ewy Ostrowskiej, a zwłaszcza jej niesamowity thriller wydany pod pseudonimem Nancy Lane – Gra ze śmiercią w tle. Ale to temat na kolejny wywiad;-) Napisała Pani książkę Czytelnik jako kobieta. To dosyć zaskakujący tytuł. Jakim z perspektywy teorii literatury czytelnikiem jest kobieta?

E.K. Po pierwsze – niezbędnym. I często nałogowym. Krystyna Kofta napisała kiedyś książkę o tym, co by było, gdyby kobiety przestały mówić. A czy wyobraża sobie Pani, co by było, gdyby kobiety przestały czytać? Po drugie – podejrzliwym, to znaczy zadającym czytanym tekstom niewygodne dla nich pytania, na przykład co one mają nam do powiedzenia w sprawie kobiet… Ale to dotyczy głównie czytania profesjonalnego (akademickiego, krytycznoliterackiego), w którym podejrzliwość jest cechą bardzo pożądaną, pozwala bowiem „przyłapać” teksty na różnych nieprojektowanych przez nie (czy ich nadawców) dyskryminacjach, wykluczeniach, przesądach, stereotypizacjach itp. Poza tym uważam, że również mężczyźni mogą czytać jak kobiety, to znaczy przejawiać podobne uwrażliwienia w stosunku do określonych tematów, problemów, zjawisk. Wśród dzisiejszych humanistów (i nie tylko) taka „ukobiecona” wrażliwość zdarza się wcale nie tak rzadko. I to mnie cieszy.

ZwB Jest Pani twórczynią Pracowni Krytyki Feministycznej. Czym ona się zajmuje?

E.K. Jak każda jednostka akademicka, PKFem prowadzi badania i oferuje zajęcia dydaktyczne. Krytyka feministyczna to kierunek w literaturoznawstwie, który skupia się między innymi na badaniu tradycji pisarstwa kobiecego i jego kontekstów kulturowych, na różnych sposobach funkcjonowania „kobiecości” w literaturze i dyskursach teoretycznych, a także na odkrywaniu śladów dominacji patriarchalnej w różnych obszarach kultury symbolicznej. To najkrótsza charakterystyka PKFem od strony naukowej. Poza tym stanowimy grupkę osób o różnym statusie akademickim (od doktorantów po profesurę), których łączą nie tylko podobne zainteresowania, ale także zbliżone postawy życiowe, przekonanie, że żywioł kobiecy (w różnych jego przejawach) wciąż pozostaje kulturowo niedoszacowany i że trzeba pracować nad zmianą tego stanu rzeczy. Cieszy nas fakt, że problematyka kobieca budzi duże zainteresowanie wśród młodzieży akademickiej, staramy się w miarę możliwości odpowiadać na nie swoimi działaniami (np. sprawujemy opiekę merytoryczną nad Literaturoznawczym Kołem Genderowym, koordynujemy międzywydziałowy blok zajęć o tematyce genderowej itp.). Funkcjonujemy w Instytucie Filologii Polskiej Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, a więcej informacji o nas można znaleźć na www.pkfem.pl .

ZwB A czy istnieje szansa, że zajmiecie się Państwo w swojej pracowni właśnie kobiecym kryminałem? Jego historią, odmianami, tematyką? Z przyjemnością patronowalibyśmy takiemu przedsięwzięciu!

E.K. Nie byłabym zdziwiona, gdyby taki wątek pojawił się w naszych badaniach. Moja młoda koleżanka, dr Agnieszka Gajewska, gustuje na przykład bardzo w powieściach Marininej i napomyka o nich w swojej niedawno wydanej książce Hasło: feminizm (Poznań 2008).

ZwB Będziemy zatem śledzić Państwa prace. Serdecznie dziękuję za rozmowę.  

Wywiad przeprowadziła J. Świetlikowska 


Ewa Kraskowska – profesor Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza, literaturoznawczyni, tłumaczka, kierowniczka Zakładu Literatury XX Wieku, Teorii Literatury i Sztuki Przekładu w Instytucie Filologii Polskiej UAM. Opublikowała książki: Twórczość Stefana Themersona, Zofia Nałkowska, Piórem niewieścim, Siostry Brontë oraz Czytelnik jako kobieta. Twórczyni Pracowni Krytyki Feministycznej. 

 

Nie ma to jak morderstwo w gminie - wywiadzik z prof. Ingą Iwasiów