Chciałam zostać Sherlockiem Holmesem - wywiad z Maureen Jennings

25.11.2010

ZwB Urodziła się Pani w Anglii…

Maureen Jennings Tak, w Birmingham.

ZwB Ciekawi mnie, jakie są Pani wspomnienia związane z Anglią.

Maureen Jennings Cóż, urodziłam się w czasie wojny, kiedy na Anglię spadały bomby, z pewnością jest to jedno z moich najistotniejszych wspomnień. Oprócz tego pamiętam też, jak piękne było miejsce, w którym mieszkałam, pamiętam moją szkołę… Przepadałam za szkołą, byłam jednym z tych dzieciaków, które lubiły chodzić do szkoły. Zawsze odrabiałam lekcje, robiłam wszystko, co mi kazano, zdawałam egzaminy… uwielbiałam egzaminy, naprawdę! :)

ZwB A w dzieciństwie kim chciała Pani zostać?

Maureen Jennings Pomyślmy… Sherlockiem Holmesem? :) Żeńską odmianą Sherlocka Holmesa. Zdarzyło mi się też marzyć o tym, by być Florence Nightingale, ale to nie trwało długo. Hm… chyba to nie było tak, że chciałam być jakąś jedną, konkretną osobą. Interesowałam się zwierzętami, lubiłam pisać, lubiłam czytać książki… Czytałam namiętnie i bez przerwy. Były dla mnie ucieczką, wielką radością.

ZwB Co Pani wtedy czytywała?

Maureen Jennings Wszystko, co mi wpadło do ręki. Godzinami.

ZwB Zdecydowała się Pani jednak zostać psychologiem. Przeprowadziła się Pani do Kanady, skończyła szkołę średnią i uniwersytet i – ostatecznie – zaczęła pracę terapeuty.

Maureen Jennings Tak, psychologia interesowała mnie od zawsze. Nie wiedziałam tylko, czy chcę być pracownikiem socjalnym, czy psychiatrą (to jednak wymagałoby ode mnie innego przygotowania, musiałabym studiować wcześniej medycynę)… Znalazłam jednak pewną grupę, która zajmowała się psychoterapią i wtedy postanowiłam, że się do nich przyłączę, że zrobię coś dla siebie, byłam wtedy trochę rozbita, miałam złamane serce – typowa historia, zostawił mnie ukochany... Tak więc przyłączyłam się do nich, potem przeszłam u nich szkolenie, a w końcu sama zostałam terapeutką, i to na wiele lat. To doświadczenie bardzo mi pomogło w pracy zawodowej.

ZwB Pracowała Pani w tym zawodzie dość długo, nawet jeszcze za czasów detektywa Murdocha prowadziła Pani terapie.

Maureen Jennings Tak. Stopniowo jednak zaczęłam się z tego wycofywać, nie przyjmowałam już nowych pacjentów, jednak nadal prowadziłam tych, których przyjęłam wcześniej. Każdy pacjent musi przecież doprowadzić swoją terapię do końca. Teraz już nie prowadzę praktyki, skupiłam się na pisaniu i pracy dla telewizji.

ZwB Kiedy zaczęła Pani pisać? Był taki konkretny moment, który Pani pamięta?

Maureen Jennings Jak sięgam pamięcią, zawsze coś pisałam. Jakieś wiersze, opowiadania… A ten jeden moment? Wzięłam udział w konkursie pisarskim lokalnej gazety i zostałam jedną z jego finalistów. Może to było to? Napisałam też dwie sztuki teatralne… Najpierw była ta nagroda za opowiadanie, która dodała mi odwagi, a bardzo niedługo potem jeden z moich znajomych, aktor pracujący z małą grupą teatralną, skontaktował się ze mną i powiedział, że jego teatr szuka dobrej sztuki kryminalnej. „Świetnie sobie z tym poradzisz”, mówił, a ja odpowiedziałam „no dobrze” i napisałam pierwszą w moim życiu sztukę, i było to bardzo, bardzo dobre doświadczenie. Myślę, że to było to, że dzięki temu nabrałam przekonania, że to jest coś, co chcę robić.

ZwB Dokładnie mówiąc, napisała Pani dwie sztuki, The Black Ace i No Traveller Returns. I obie osadzone w realiach wiktoriańskich.

Maureen Jennings Tak! Wydawało mi się, że będzie mi łatwiej, jeśli nie będę musiała opisywać osiągnięć współczesnej medycyny sądowej, wtedy bowiem jeszcze nie byłam z nią obeznana w dostatecznym stopniu. Poza tym uwielbiam ten okres w historii, chciałam pisać o tamtych ludziach i miejscach…

ZwB Skąd ta skłonność do czasów wiktoriańskich?

Maureen Jennings Hm… chyba są dwa powody. Po pierwsze, jak powiedziałam przed chwilą, było mi po prostu łatwiej: w obecnych czasach medycyna sądowa rozwija się w takim tempie, a ludzie są z nią tak na bieżąco, z nauką, techniką i tak dalej, wszystko zmienia się tak szybko… A przeszłości nic już nie zmieni. A drugim powodem jest to, że Toronto to z wyglądu nadal dość wiktoriańskie miasto. Oczywiście mnóstwo budynków z tamtych czasów już zniknęło, ale mimo wszystko nadal można zobaczyć, jak ono wyglądało w chwili założenia. Oprócz tego naprawdę polubiłam ludzi z epoki wiktoriańskiej. Coraz więcej o nich czytałam – i coraz bardziej ich lubiłam :) Poza tym, Anglia, w której się wychowałam, ciągle jeszcze była w pewien sposób wiktoriańska. Moja babcia urodziła się, jak sądzę, w okolicach 1890 roku, nie jestem pewna… W każdym razie te czasy były ciągle odczuwalne w tym, co i jak się mówiło, w panujących wtedy uprzedzeniach… Myślę, że największe zmiany przyszły po wojnie. Jeszcze w czasie wojny społeczeństwo miało strukturę klasową, ludzie wyrażali się w określony sposób… Pomyślałam, że sobie z tym poradzę.

ZwB Jak powstał detektyw Murdoch?

Maureen Jennings Postanowiłam, że napiszę powieść i że będzie to powieść o czasach wiktoriańskich, a jej akcja będzie się toczyć w Toronto. I tak też się stało. Znalazłam taką piękną fotografię mężczyzny, który był prawdopodobnie prawnikiem (nie udało mi się tego dowiedzieć na pewno), w każdym razie spojrzałam na tę fotografię i powiedziałam sobie: „To jest Murdoch”. Od niej się wszystko zaczęło! Wtedy napisałam moją pierwszą książkę, Ostatnia noc jej życia. A potem już poszło: kończyłam jedną powieść, zaczynałam kolejną… To wspaniała podróż. Jestem szczęśliwa, że mogłam w nią wyruszyć.

ZwB Pani książki są świetnym zapisem tamtych czasów. Maluje Pani szczegółowy obraz miejsc, ludzi i zdarzeń. Jak wyglądają Pani przygotowania do pisania książki? Czytałam, że spędza Pani mnóstwo czasu w archiwum miasta Toronto?

Maureen Jennings Zgadza się. Oglądam dużo zdjęć, bo znajduję na nich mnóstwo informacji, czytam gazety z tamtych czasów, jednak najlepszym źródłem informacji są zapiski z dochodzeń prowadzonych przez koronerów. Przypadki nagłych śmierci, morderstw, fascynująca lektura. Czytam też akta sądowe ze spraw kryminalnych. Wszystko to dało mi mnóstwo, mnóstwo informacji.

ZwB W Polsce uważa się, że najtrudniejszy jest pierwszy krok. Czy rzeczywiście najwięcej trudności przysporzyła Pani pierwsza powieść?

Maureen Jennings  Zdecydowanie tak. Przez kilka lat starałam się wydać tę książkę – bez sukcesu. Pewnego razu podczas konferencji poznałam starszą redaktorkę z St. Martin’s Press, Ruth Cavin, świetną kobietę, i wtedy się zaczęło! Mój znajomy powiedział jej, że jestem autorką powieści kryminalnej. Zapytała mnie więc: „Słyszałam, że napisała pani kryminał?”, na co ja odparłam: „Tak. Nawiasem mówiąc, wszystkie rozdziały łącznie ze streszczeniem znajdują się już na pani biurku” :) Tak więc kiedy wróciła z konferencji, skojarzyła leżącą na jej biurku powieść z moim nazwiskiem, co było niezmiernie cenne, a potem zakupiła ją dla St. Martin’s. Świetnie się stało.

ZwB Ile czasu zajęły Pani starania o wydanie pierwszej powieści o Murdochu?

Maureen Jennings Książka została wydana w 1997 roku, natomiast pracę nad nią, czyli zbieranie dokumentacji i pisanie rozpoczęłam co najmniej trzy lata wcześniej.

ZwB A którego bohatera swoich powieści o Murdochu (oprócz samego detektywa) lubi Pani najbardziej?

Maureen Jennings Amy Slade, nauczycielkę. Włożyłam w tę postać trochę siebie, trochę tego, jaką chciałabym być albo kim bym była, gdybym była na miejscu Amy Slade. To kobieta wolna, niezależna… nie wiem, czy zdołałabym być tak odważna jak ona, przecież ubierała się w spodnie w czasach, kiedy kobiety tego nie robiły ;) Podobało mi się tworzenie tej postaci, na przykład kręconych włosów, widzę, że Pani, podobnie jak ja, ma proste włosy, a ja tak lubię loki! :) Tak, myślę, że zdecydowanie to moja ulubiona bohaterka. Kto jeszcze… jest paru takich, którzy pojawiają się na chwilę, a potem znikają, jednak moją zdecydowaną faworytką jest Amy. Muszę chyba zasugerować ekipie serialowej, która pracuje teraz nad czwartym sezonem serialu, żeby uwzględnili Amy Slade w scenariuszach!

ZwB Do tej pory napisała Pani siedem powieści i jedno opowiadanie o detektywie Murdochu, zatytułowane Shipwreck. Wiem, że obecnie pracuje Pani nad innymi książkami, jednak chciałabym się dowiedzieć, czy ma Pani ochotę wrócić do Murdocha?

Maureen Jennings Myślę, że tak… Najpierw chcę dokończyć pracę nad trylogią, której akcja toczy się w Anglii i którą naprawdę bardzo chciałam napisać. Myślę, że kiedy skończę pisać trzecią książkę, wrócę do Murdocha, bo już kiełkuje w mojej głowie nowa historia, która przeniesie go nieco do przodu w czasie, do chwili śmierci królowej Wiktorii, kiedy będzie już żonaty…

ZwB Nareszcie!

Maureen Jennings Tak! I będzie miał dziecko.... Ale zanim zacznę o tym pisać, muszę go jeszcze lepiej poznać :)

ZwB Pomówmy więc o powieściach, nad którymi pracuje Pani obecnie. Biorąc pod uwagę to, co powiedziała Pani na początku wywiadu, o swoich najwyrazistszych wspomnieniach z Anglii, wydaje się ciekawe, że traktują one właśnie o drugiej wojnie światowej i związanych z nią wydarzeniach w Wielkiej Brytanii. Co skłoniło Panią do podjęcia tego dość trudnego tematu?

Maureen Jennings Rzeczywiście, to niełatwy temat. Zamierzałam napisać o tym, co się działo poza linią frontu, z dala od walk, o których nie wiem zbyt wiele. Jestem pod wielkim wrażeniem kobiet, które dawały sobie ze wszystkim radę same. Wielu mężczyzn było daleko od swoich domów, a kobiety, słomiane wdowy, dodawały sobie otuchy. Kiedy zabito mojego ojca, moją matkę, młodą wdowę, znajome zaczepiały ją na ulicy i pokrzepiały ją, a przyjaciółki nie pozwalały się poddać. To zawsze mocno mnie poruszało i zawsze chciałam o tym opowiedzieć: gdzieś tam toczyły się, rzecz jasna, dramatyczne walki, ale w domu kobiety musiały sobie radzić z niedostatkiem, trudnościami, strachem, samotnością, o tym wszystkim chciałam napisać. Akcję drugiej książki umieściłam w Birmingham. Piszę w niej o tym, jak miasto było bombardowane, jak ludzie musieli sobie radzić, o wielu, wielu interesujących sprawach. To naprawdę szeroki i ciekawy temat. Nawiasem mówiąc, teraz przypomniało mi się, że kiedy byłam mała, chciałam służyć w kobiecej służbie rolnej! :) Te kobiety były bardzo silne, zdrowe, ciężko pracowały, budziły podziw.

ZwB A może przed napisaniem ostatniej części trylogii przyjechałaby Pani do Polski? Jest tu wiele pamiątek z czasów drugiej wojny światowej, być może odegrałyby jakąś rolę w Pani powieści?

Maureen Jennings Z wielką przyjemnością. Planujemy z mężem wizytę w Anglii, byłoby wspaniale połączyć obie te podróże, zobaczyć Polskę…

ZwB …i spotkać się z polskimi czytelnikami :)

Maureen Jennings Bardzo chętnie.

ZwB Wróćmy jeszcze do Murdocha, a w zasadzie do serialu, który powstał na podstawie powieści. Najpierw jednak ukazały się trzy filmy z Peterem Outerbridgem w roli głównej, później serial z Yannickiem Bissonem. Obie produkcje znacznie się od siebie różnią. Która jest Pani bliższa?

Maureen Jennings Tak jak Pani zauważyła, są one bardzo, bardzo różne. Trzy pierwsze filmy były wiernymi adaptacjami pierwszych powieści, a Peter, mimo że jest blondynem – nie tak jak Murdoch! – świetnie poradził sobie z rolą. Podobnie Yannick – gra wspaniale w serialu, który – z wyjątkiem jednego odcinka – nie jest tak mocno oparty na moich książkach. Muszę jednak powiedzieć, że scenarzyści spisali się fantastycznie, serial jest znacznie lżejszy, bardziej „naukowy” niż moje książki. Filmy i serial są jak bliźnięta, odmienne, ale jednak bliźnięta, wobec których żywi się różne uczucia, ale kocha jednakowo. Myślę, że Yannick doskonale udźwignął na swoich barkach trzy sezony serialu, jest atrakcyjny zarówno dla mężczyzn, jak i kobiet, choć pewnie bardziej dla kobiet ;) Wszystkie, od lat dziewięciu do dziewięćdziesięciu dziewięciu, powtarzają: „Ach, ten przystojny Yannick…”. Ale to prawda, jest przystojny, tak w filmie, jak i w rzeczywistości.

Peterowi udało się przekazać to, o co mi chodziło, a mianowicie, że Murdoch z pozoru jest zwykłym mężczyzną z epoki wiktoriańskiej, jednak w głębi drzemie w nim prawdziwa pasja, uczucia, smutek, gniew… To znakomicie mu się udało. Pamiętam taką scenę z filmu, po śmierci Alice, Peter stoi w gospodzie, w której Ettie śpiewa piękną, smutną piosenkę. Udało mu się pokazać swoje myśli, to było wręcz niewiarygodne. Pytałam go potem: „O czym wtedy myślałeś? O swojej żonie? O roli?”, a on tak naprawdę nie potrafił odpowiedzieć; moim zdaniem jednak, kiedy na niego patrzymy, to wiemy, że myśli o swojej zmarłej narzeczonej. Uważam, że to było wspaniałe. Jestem pełna uznania dla niego. Poza tym owe trzy filmy są bardziej szorstkie, brudniejsze, sportretowani w nich ludzie są także brudniejsi… W serialu postanowiono tego nie robić. Nic w nim nie jest prawdziwie brudne, nawet sam Murdoch, który nie jest przecież szczególnie bogaty, ubiera się w zdarty płaszcz kupiony z drugiej ręki. Yannick jednak jest świetny w tej roli. W serialu jest znacznie więcej humoru, co mi odpowiada. Z początku było może trochę trudno, czułam się nieco jak matka, która mówi na ślubie swojego syna: „To mój syn, to ja znam go najlepiej!”, ale jego nowo poślubiona żona na to: „Nie, on teraz jest mój!” :)

ZwB Jest Pani „konsultantem kreatywnym” serialu. Co to oznacza w praktyce?

Maureen Jennings To oznacza, że albo odbieram telefony z różnymi pytaniami, albo spotykamy się z twórcami serialu i omawiamy różne kwestie. Ostatnio na przykład zadano mi pytanie, czy w tamtych czasach łatwo było kupić chloroform, czy był on ogólnodostępny. Tak więc odpowiadam na wiele pytań dotyczących tamtych czasów. Poza tym wyrażam swoją opinię na temat scenariuszy poszczególnych odcinków. Dostaję do przeczytania scenariusz i wypowiadam się przede wszystkim na temat dialogów (w końcu przez lata naczytałam się wielu materiałów z tamtych czasów), zwracam uwagę na to, czy nie brzmią zbyt nowocześnie, a jeśli tak, to wprowadzam zmiany. Jest między nami coraz lepsze porozumienie, pracujemy z sobą już przecież cztery lata.

ZwB Muszę Pani powiedzieć, że serial cieszy się dużym zainteresowaniem w Polsce. Jedna ze stacji telewizyjnych pokazała właśnie trzeci sezon, a widzowie mają nadzieję, że niedługo zobaczą kręcony teraz sezon czwarty.

Maureen Jennings To świetnie!

ZwB Przeglądając materiały na Pani temat, można się natknąć na fantastycznie zdjęcia przedstawiające Panią w pięknym stroju z epoki wiktoriańskiej. Czy może Pani opowiedzieć, co to są za zdjęcia i skąd pochodzą?

Maureen Jennings To zdjęcia z wycieczek „Śladami Murdocha”. Do tej pory oprowadziłam pięć takich wycieczek po Toronto – chodzimy w tych dzielnicach, które w jakiś sposób łączą się z losami Murdocha. Te spacery cieszą się sporym powodzeniem, bierze w nich udział wiele osób. Bardzo je lubię.

ZwB A czy lubi Pani spotkania z czytelnikami?

Maureen Jennings Och, bardzo! Cenię je sobie, to naprawdę niesamowite uczucie, gdy się widzi, że ludzie traktują książkę tak poważnie. Zresztą chyba zawsze tak było, ja sama też tak robiłam, naprawdę! Pamiętam, że zanim jeszcze zostałam pisarką, zadałam pytanie P.D. James: „Dlaczego pozwoliła mu Pani ożenić się z tą młodą dziewczyną?” :) podobała mi się chyba uwaga pewnej Pani, która podeszła do mnie na jednym ze spotkań i powiedziała z całą powagą: „Uważam, że te zakonnice były dla niego naprawdę paskudne”. Odpowiedziałam jej: „Ja to wszystko zmyśliłam” :) Takie spotkania są bardzo miłe i jestem naprawdę wdzięczna losowi, że książki się cieszą takim powodzeniem. Dobrze jest spotykać się z ludźmi. Kilka razy zdarzyło się też coś takiego… jak w przypadku tej kobiety, która podeszła do mnie i powiedziała, że kiedy jej ojciec był bardzo ciężko chory, czuwała przy jego łóżku i czytała moją książkę. Mówiła, że oderwała ją od smutku i stresu. Byłam tym bardzo poruszona i jednocześnie bardzo szczęśliwa. Sama też tak robiłam, zawsze uciekałam w książki, więc kiedy słyszę, jak moi czytelnicy mówią: „Uciekam w lekturę pani książki”, jestem bezgranicznie szczęśliwa.

ZwB To chyba najwspanialsze recenzje Pani książek. Bez względu na to, co piszą krytycy, zawsze najistotniejsze jest zainteresowanie czytelników, to, czy Pani powieści trafiają im do serc.

Maureen Jennings O tak! To prawda.

ZwB A jak wygląda normalny dzień Maureen Jennings? Wiem już, że o dziewiątej pije poranną kawę, ale co później?

Maureen Jennings To nie jest mój typowy poranek... Zazwyczaj wstajemy z mężem około ósmej i wychodzimy z psami (mamy dwa psy) na mniej więcej godzinny spacer, potem wracamy i dopiero wtedy wypijam kawę. Potem zasiadam do pracy i pracuję tak długo, jak długo wystarcza mi sił i energii, czyli mniej więcej pięć godzin – trochę więcej, gdy mam naprawdę dobry dzień. Potem robię sobie przerwę i przechodzę do czytania. Czytam głównie książki, które stanowią dokumentację moich powieści. Potem jemy obiad, oglądamy brytyjskie kryminały, bardzo je lubimy i zawsze szczegółowo je omawiamy.

ZwB Kiedy zabiera się Pani za pisanie książki, czy ma Pani w głowie ułożony gotowy plan, wie Pani co i kiedy się wydarzy, czy też pozwala Pani rozwijać się rozmaitym wątkom w czasie pisania?

Maureen Jennings Zawsze robię plan. Zarysowuję postacie, dokładnie opracowuję wątki. Kiedy zabieram się za pisanie, bywa, że coś tam trochę pozmieniam, nie dotyczy to jednak nigdy podstawowych założeń. To tak, jak wyjazd w jakąś podróż: powiedzmy, że jestem w Anglii i jadę do Krainy Jezior – mogę na chwilę zboczyć z głównej drogi i zobaczyć jakieś inne miejsca, ale wiem, jaki jest ostateczny cel mojej podróży. Trzeba być bardzo ostrożnym, bo jeśli się nie jest, a mówiąc dokładnie, jeśli ja, pisarka kryminałów, nie będę ostrożna, to stracę mnóstwo czasu, bo będę musiała wracać i zmieniać mnóstwo rzeczy. Tak więc planuję, i to sporo. Ale to nic trudnego :) Najtrudniej jest usiąść i napisać brudnopis. Naprawdę. To cała książka napisana na brudno. Zazwyczaj później zostawiam go na jakiś czas, kilka dni, nie za długo, a potem wracam i patrzę na wszystko „świeżym okiem”. Czytam, co najmniej trzy razy, wprowadzam drobne poprawki, potem czyta Iden [mąż autorki – przyp. A.S.-Ch.] i wyraża swoją opinię, co jest niezmiernie pomocne. Potem czytam jeszcze raz i dopiero wtedy wysyłam „ostateczną wersję brudnopisu”, jak to nazywam, do wydawnictwa.

ZwB Czy ma Pani w takim razie czas na czytanie książek dla przyjemności?

Maureen Jennings Nie wyobrażam sobie życia bez czytania. Najczęściej są to książki związane z tym, nad czym właśnie pracuję. Wczoraj wieczorem na przykład skończyłam świetną książkę. Uważam, że książka jest świetna wtedy, gdy w pewien sposób potrafi zmienić życie czytelnika, zmienia coś w nim, w środku, przez co inaczej postrzega świat. Tak więc skończyła wczoraj książkę Richarda Hillary’ego, brytyjskiego pilota. Została napisana w 1942 roku i stała się bestsellerem. Hillary w wyniku wypadku lotniczego doznał olbrzymich poparzeń i znalazł się w słynnym szpitalu, East Grinstead, gdzie przeszedł wiele operacji. To temat mojej trzeciej książki z trylogii wojennej. Stopniowo wracał do zdrowia, na tyle, by ponownie siąść za sterami samolotu. Podczas lotu szkoleniowego znowu uległ wypadkowi, tym razem śmiertelnemu. Pomyślałam sobie, jaka straszna historia, przeszedł tak wiele, a w końcu i tak umarł. Przed śmiercią zdążył jednak napisać książkę, The Last Enemy, która okazała się jedną z najpiękniejszych, jakie przeczytałam.

ZwB A lubi Pani książki kryminalne? Jak Pani myśli, dlaczego cieszą się one takim powodzeniem wśród czytelników?

Maureen Jennings Oczywiście. Wspominałam już moje ulubione, P. D. James czy Conan Doyle’a. A ich powodzenie wiąże się chyba z ciekawością, typową dla małych dzieci, szczeniaczków, kotków, które uwielbiają badać świat, dowiadywać się, co się dzieje wokół nich. Uważam, że powieść kryminalna w większym stopniu niż zwyczajna powieść odwołuje się właśnie do ciekawości. Czytelnik z wypiekami na twarzy zastanawia się wtedy „Kto to zrobił? Dlaczego? Jak? Co z tego wyniknie?”. A potem pojawiają się odpowiedzi. Jest dużo pytań, na które odpowiedzi nigdy nie poznamy, jednak powieść kryminalna zaspokaja naszą ciekawość. Odkładając ją, mówimy do siebie z satysfakcją: „O, tak!” ;)

ZwB Myślę, że pisane przez Panią kryminały mają jeszcze dodatkową wartość: oprócz tego, kto to zrobił, dlaczego i jak oraz co z tego wyniknie, można się z nich dowiedzieć, jak wyglądało dawne Toronto, jego mieszkańcy, jak byli podzieleni – na przykład religijnie…

Maureen Jennings O, tak! To ciągnęło się latami, podobnie jak w Irlandii, choć może nie z aż takim nasileniem. Jeden z moich znajomych był policjantem w latach pięćdziesiątych ubiegłego stulecia. Powiedział mi, że nawet wtedy podziały te były jeszcze wyraźne, że na przykład katolicy pracujący w policji napotykali na wiele przeszkód, nie mogli awansować. Podobnie było z kobietami: musiały toczyć naprawdę ciężką walkę o to, by piąć się w górę drabiny. Celowo pisałam o tym w moich książkach. Bardzo mnie to zainteresowało, ta siła antagonizmu po obu stronach. Czytałam stare katolickie gazety, które w okropny sposób wyrażały się o protestantach, oraz protestanckie, które równie zajadle atakowały katolików. Tak więc żadnej z tych grup nie można było nazwać niewinnymi ofiarami, one się po prostu nienawidziły. Ta sytuacja zresztą ciągnie się dalej, pamiętam, jak jeszcze w latach siedemdziesiątych opowiadano mi o pewnej dziewczynie, która została wyklęta z rodziny za to, że poślubiła katolika. Nie znoszę uprzedzeń religijnych, twierdzę, że są one przyczyną potwornych problemów i bólu, więc w moich książkach chciałam pokazać, że to naprawdę głupie! Wracając do mojego znajomego, stwierdził on, że jako katolik nie mógł w latach sześćdziesiątych zostać nawet detektywem! Tak więc czyniąc z Murdocha detektywa, trochę przesadziłam! ;-) Z całą pewnością jednak nie zaszedłby już ani kroku wyżej. Nie zostałby komisarzem, ale z drugiej strony komisarze w tamtych czasach nie zajmowali się sprawami kryminalnymi, pełnili w większości funkcje administracyjne, więc pomyślałam sobie, że to nawet dobrze, Murdoch nie chciałby na pewno siedzieć w administracji, jeździć na inspekcje budynków straży pożarnej i tym podobnych rzeczy. Detektyw w tamtym czasie był człowiekiem akcji, działał na froncie, więc to bardziej mu pasowało.

ZwB Skończyła Pani właśnie pracę nad drugą książką z trylogii wojennej. Czy teraz zaczyna Pani pracę nad trzecią?

Maureen Jennings Tak, zakończyłam ostatnie prace nad częścią drugą, a część trzecia to plan na cały następny rok. W tej chwili czytam dużo materiałów źródłowych. W tej ostatniej, trzeciej części zajmę się tym, jak psycholodzy i psychiatrzy postępowali z ludźmi powracającymi z wojny, cierpiącymi na to, co obecnie nazywamy stresem pourazowym. Robili wszystko, co było wówczas w ich mocy, niemniej teraz wydaje się nam szokujące i niemożliwe. O tym będzie między innymi moja trzecia książka.

ZwB Życzę Pani w takim razie fascynujących materiałów źródłowych i udanego, pracowitego roku. A nawiązując do pierwszego wydania Pani powieści o detektywie Murdochu w Polsce – co chciałaby Pani powiedzieć z tej okazji polskim czytelnikom?

Maureen Jennings Mam nadzieję, że spodobają wam się moje książki i, proszę, piszcie do mnie, jeśli będziecie mieć ochotę!

ZwB Może być Pani pewna, że niedługo zaczną dochodzić do Pani pierwsze listy i e-maile z Polski. Bardzo dziękuję za wywiad.

Wywiad przeprowadziła Anna Sawicka-Chrapkowicz

Foto: www.idenford.blogspot.com

 

Maureen Jennings – pisarka, psycholożka i terapeutka. Urodziła się w Birmingham, ale od dłuższego czasu mieszka i pracuje w Kanadzie. Od 1997 roku publikuje powieści o detektywie Murdochu, które zyskały międzynarodową sławę, są tłumaczone na wiele języków i ekranizowane. W Polsce triumfy święci oparty na jej powieściach serial Detektyw Murdoch, emitowany przez Ale Kino! Opublikowała również serię o Christine Morris oraz wiele innych książek, w tym również niebeletrystyczne. Jej pasją jest oprowadzanie miłośników Murdocha po Toronto w strojach z epoki.

Sprawy detektywa Murdocha - blog