Wsiąkłam w to po uszy - wywiad z Martą Rey-Radlińską

02.11.2010

ZwB Pani Marto, jest Pani tłumaczką kilku książek z jednej z naszych ulubionych serii kryminalnych – Ze Strachem Wydawnictwa Czarne. To Pani zawdzięczamy świetne przekłady Mężczyzny, który przychodził w niedzielę, Pogranicza, Hipnotyzera. Jak to się zaczęło?

Marta Rey-Radlińska Od recenzji i próbki przekładu, o które poprosiła mnie Monika Sznajderman-Pasierska z Wydawnictwa Czarne. Mężczyzna… – czy jak go w żartach nazywałam „Gość niedzielny” – od razu mi się spodobał. To kryminał bez rozlewu krwi, bez trupów i zbrodni, a jednocześnie trzymający w napięciu do ostatniej strony. Wychodzi poza granice swego gatunku, bez pretensji jednak do bycia literaturą „z wyższej półki”. Bohaterka próbuje rozwikłać zagadkę sprzed lat, zadanie na pozór nie do rozwiązania, a jednak jej się to udaje. Presja czasu, niechęć przełożonego, tropy prowadzące donikąd – to wszystko składa się na akcję tego kryminału-niekryminału. Dodatkowo łączący się z głównym motywem wątek podróży Kari w poszukiwaniu swych korzeni wzbogaca akcję. Tłumaczenie tych książek to była prawdziwa przyjemność, choć muszę przyznać, że nie było łatwo.

ZwB Opowie nam Pani o sobie? O swoich dokonaniach translatorskich i zainteresowaniu literaturą szwedzką…

Marta Rey-Radlińska W dzieciństwie byłam typowym molem książkowym – pochłaniałam książki jedną po drugiej. Moją pierwszą samodzielnie przeczytaną książką była Ronja, córka zbójnika Astrid Lindgren – omen? W ostatniej klasie liceum postanowiłam już, że będę studiować filologię, nie wiedziałam tylko jeszcze, jaką. Zdecydowałam się na szwedzką – może przez tę Ronję? Na studiach moja fascynacja szwedzką literaturą rozwijała się – czytanie w oryginale, słowa pochodzące prosto od autora – wsiąkłam w to po uszy. Zaczęłam stopniowo zwracać coraz większą uwagę na sam przekład, porównywać oryginał z tłumaczeniem i wymyślać własne wersje. Wtedy też dotarło do mnie, jak trudne jest tłumaczenie literatury i że nie wystarczy rozumieć, co się czyta, żeby przełożyć to na inny język.

Miałam szczęście do wykładowców, którzy zarazili mnie swoją pasją. Zawsze bardzo emocjonalnie podchodziłam do powieści, z obgryzaniem paznokci w trakcie i czytaniem przez całą noc włącznie. Książki mnie pochłaniały, hipnotyzowały.

Jako tłumacz staram się zachować nastrój powieści, nie tłumaczyć samych słów, tylko to, co się za nimi kryje. Odtworzyć tę szczególną atmosferę. Jednocześnie staram się nie naddawać znaczeń od siebie i tłumaczyć to, co jest, a nie to, co bym chciała w tym miejscu widzieć. Próbuję wyczuć zamysł i nastrój autora, co nie zawsze jest proste. Jeśli mam wątpliwości co do własnej interpretacji, mogę liczyć na moich szwedzkich przyjaciół. Wysyłam im dany fragment z kontekstem i proszę o „relację” – jak oni go odbierają, jakie uczucia wywołuje, co „widzą” czytając ten tekst.

ZwB Tłumacz w pracy musi wyważyć między tym, co sam odczytuje z tekstu, a tym, co widzą w nim potem redaktorzy. Ponoć współpraca tłumaczy z redaktorami to walka. Jak Pani wspomina ten czas?

Marta Rey-Radlińska Nie nazwałabym tego walką, raczej „gorącą dyskusją” ;-) Jest to jeden z ciekawszych momentów w pracy nad tekstem – pierwsze spotkanie z „publicznością”, pierwsze uwagi, reakcje, a potem wyjaśnianie „co autor miał na myśli” i szukanie konsensusu… Redaktor widzi rzeczy, na które ja już po n-tym czytaniu nie zwracam uwagi. Czasem udaje się mu/jej wpaść na proste rozwiązanie problemu, z którym borykałam się pół dnia. Zdarza się oczywiście, że nie podoba mi się propozycja redaktora i nieraz kończy się to długą dyskusją w komentarzach na marginesie i ustalaniem wersji, która zadowoli każdą ze stron.

ZwB A w ogóle - czy Pani lubi kryminały? Trudno było tłumaczyć akurat ten rodzaj tekstu?

Marta Rey-Radlińska Lubię! I trudno – bo wartka akcja kryminału zahacza nieraz o różne dziedziny życia – zdarzało mi się już studiować fora wędkarzy, kibiców piłki nożnej i fascynatów kryminalistyki w poszukiwaniu właściwych słów. Jeżeli to jest możliwe, staram się nawiązać kontakt z osobami pracującymi w danej dziedzinie – nic tak nie ułatwia zrozumienia specyfiki zagadnienia jak kontakt „od środka”. Niestety czasami jest to trudne. Kiedyś jeden ze znajomych napisał nawet do szwedzkiej armii z prośbą o wyjaśnienie pewnego militarnego pojęcia – okazało się jednak, że nawet wojsko nie wiedziało, co autor miał na myśli… Licentia poetica!

ZwB Czy w trakcie pracy identyfikowała się Pani z bohaterką Kangera Eliną Wiik? Czy to dla Pani ciekawa postać?

M.R.R. Myślę, że empatia jest tu lepszym słowem niż identyfikacja. Elina jest szwedzka do bólu. Wrażliwa i silna jednocześnie. Uparta. Zdeterminowana. Z niewzruszonym systemem wartości. Polski czytelnik poznaje ją w bardzo trudnym momencie życia – Mężczyzna… to czwarty tom serii o Elinie – stąd ten może trochę jednostronny portret bohaterki. To bardzo silna osobowość, która nie poddaje się przeciwnościom, choć ta walka nieraz słono ją kosztuje.

ZwB Niedawno ukazała się w Pani przekładzie książka Larsa Keplera (czyli skrywających się pod tym pseudonimem: Alexandra Ahndorila i jego żony Alexandry Coelho Ahndoril). Co Pani o niej sądzi? O czym tak naprawdę jest ta powieść według Pani – osoby po autorze najbliżej związanej z książką?

Marta Rey-Radlińska O mrocznych zakamarkach ludzkiej duszy. Jednocześnie fascynująca i odstręczająca. To przeciwieństwo powieści Kangera – jest tu dużo krwi, patologie, zło. Zaczyna się od krwawej łaźni – ojciec, matka i pięcioletnia dziewczynka zostają brutalnie zamordowani, piętnastolatek z ciężkimi obrażeniami trafia do szpitala. Policja przekonuje sławnego niegdyś hipnotyzera do wprowadzenia chłopca w trans, żeby móc trafić na ślad zabójcy. Lekarz, który z sobie tylko znanych powodów przed laty przyrzekł już nigdy nie stosować tej metody, daje się namówić, by w ten sposób ratować życie najstarszej siostry rannego chłopca. W ten sposób wychodzi na jaw prawda, której nikt nie mógł się spodziewać, a złamanie przysięgi przez hipnotyzera wywołuje ciąg tragicznych wydarzeń… Główny bohater – komisarz Joona Linna, uparty i obdarzony niezwykłą intuicją policjant, stanowi pewną przeciwwagę dla całej grozy głównego wątku. Jest oazą spokoju wśród rozchybotanych osobowości bohaterów.

ZwB Intrygująco brzmi! Pani przekład marzeń to…

Marta Rey-Radlińska Trylogia teksańska Larsa Gustafssona – Historien med hunden, Windy berättar, Dekanen. Niesamowite, wielowarstwowe powieści filozoficzne, które kiedyś przetłumaczę – nawet jeśli tylko do szuflady.

Marta Rey-Radlińska I tego Pani życzymy. Dziękuję za rozmowę.

Wywiad przeprowadziła Bibliotekarka

foto: Aleksandra Misiorowska

 

Książki w tłumaczeniu Marty Rey-Radlińskiej na ZwB