W drastycznych momentach zasłaniam oczy - wywiad z Katarzyną Rogińską

31.03.2010

ZwB Przede wszystkim gratulujemy debiutu powieściowego! Jak czuje się autor, którego pierwsza książka ukazała się właśnie w księgarniach?

Katarzyna Rogińska Autor znajduje się w takim momencie swojego życia, że nawet nie ma czasu sprawdzić, w jakim nakładzie ukazała się jego książka. Poza tym autor zrobił już swoje, czyli napisał, oddał, przeczytał wersję ostateczną – i emocje odeszły. Reszta należy do wydawcy. Poza tym autor jest zmuszany przez pewne kręgi wydawnicze do pisania następnych rzeczy, więc pisze, a nie myśli o odczuciach.

ZwB Pisujesz od lat. Niektórzy czytelnicy naszego serwisu znają już Twoje opowiadanie z Tajemnicy Neptuna. Opowiesz krótko o swych innych tekstach?

K. R. Pisałam bajki o Smoku i innych stworzeniach „boskich i nieboskich” – to był dopiero kryminał gdański... Rzeczy działy się na Dolnym Mieście, we Wrzeszczu i wszędzie tam, gdzie akurat mieszkałam, a były to rzeczy niesamowite i straszne.

Było jeszcze opowiadanie traktujące o psychologii rozwojowej smoka, o tym, co się dzieje z potępionymi duszami, oraz kryminał futurystyczny. Wszystkie te opowiadania drukowane były w „Feniksie” w latach 1997, 2000 i 2001. Bardzo je lubię.

ZwB Jeśli czegoś pragnę jest przerażające, w dobrym znaczeniu tego słowa. Lubisz takie opowieści? Czytasz takie książki? Podziel się, proszę, swoimi sympatiami literackimi.

K. R. Nie lubię się bać, w drastycznych momentach filmów zasłaniam oczy, krwawe opisy tylko pobieżnie przebiegam oczami. Natomiast straszyć bardzo lubię. Jeśli chodzi o sympatie literackie, to jedną z nich jest twarde science fiction, ale może być również fantasy, thriller medyczny, thriller w ogóle, wszelka fantastyka, byle dobra. Jeśli kryminał to albo o seryjnym mordercy, albo traktowany jako lektura obowiązkowa. Przygotowałam się na ewentualne dopytywanie i melduję: ostatnio przeczytałam wszystkie książki o Eberhardzie Mocku, policjancie z Breslau. I przypomniałam sobie, że chyba spotkałam go kiedyś w „Nowej Fantastyce”... Przedtem zachwyciłam się Trzynastką Morgana tak bardzo, że jeszcze raz przeczytałam Modyfikowany węgiel. A jeszcze przedtem zrobiłam sobie powtórkę ze Stefana Grabińskiego. Wspominam ciągle sceny z Malazańskiej Księgi Poległych. Więcej lektur na razie nie mogę sobie przypomnieć.

ZwB Ile z Ciebie jest w postaci Grażyny Król, (głównej?) bohaterki powieści?

K. R. Ze mnie w Grażynie Król są tak zwane teksty, m.in. o cyckach psycholożek i widzeniu za pieniądze oraz tryb pracy, natomiast charakter zupełnie nie ten – ja się jeszcze mniej angażuję, mniej przeżywam, ale aż taka wnikliwa i asertywna to nie jestem. Nigdy w życiu nie robiłabym prywatnego śledztwa, bo bardzo jestem przywiązana do podziału kompetencji. Pewnie trochę mnie jest w większości postaci.

ZwB A reszta świata przedstawionego? Skąd tak dobrze znasz te wszystkie opisywane przez siebie środowiska? Sąd, prowincjonalne posterunki policji, artyści, domy opieki, instytuty parapsychologii...

K. R. Sądy i posterunki znam z autopsji, podobnie jak domy pomocy społecznej i artystów. Stworzyłam nieistniejącą odnogę rodziny, wyobrażając sobie jak mogłaby funkcjonować. Sądom i komisariatom odjęłam nudy i papierów, bo procedury nie są w żaden sposób pasjonujące. Są śmiertelnie nudne. Firmę parapsychologiczną wymyśliłam sobie, ale wystawy w GTPS pomagałam wieszać, zresztą nie tylko tam.

ZwB Czy w swej pracy w sądzie spotykasz się z podobnymi sprawami, jak ta opisana przez Ciebie?

K. R. W sądzie spotykam się ze sprawami całkiem innymi – groźby karalne, sprzedaż środków pirotechnicznych małoletnim, uszkodzenia ciała poniżej dni siedmiu, podnoszenie głosu w urzędzie gminy, kradzież psiej budy na opał, czyli sprawy, jak to się w żargonie mówi „o kury i kaczki”. Rzadko kiedy coś naprawdę poważnego. I bardzo dobrze.

ZwB Postać „potwora” manipulującego otoczeniem, rodzicami, wychowawcami, by zaspokoić swe chore pragnienia (słowo klucz do twojej powieści, jak sama przyznałaś), jest moim zdaniem mistrzowsko opisana. Przy nim dr Hanibal jest miłym gościem. Spotkałaś kogoś choć trochę przypominającego tego diabolicznego osobnika? Czy to tylko wytwór literackiej fantazji?

K. R. Hannibal Lecter był miłym gościem – kulturalnym, przystojnym i inteligentnym. Ja swojego potwora wymyśliłam – to znaczy wymyśliłam jego charakter, bo osoby z zespołem Aperta spotykałam. Są bardzo mili i sympatyczni, choć ich wygląd może początkowo przerażać.

ZwB No a inne postacie – czy boisz się, że ktoś ze znanych Ci ludzi obrazi się, że go opisałaś w kryminale? A może ucieszy?

K. R. Tak właściwie to nikogo konkretnego w kryminale nie opisałam – nie ma realnego odpowiednika sierżanta Szolca czy prokuratora Jana Labudy. Niektórzy mogą co najwyżej rozpoznać swoje powiedzonka czy fragmenty dialogów. O, przepraszam, wileńska babcia-artystka jest najzupełniej realna, podobnie jak jej wykłady z historii sztuki dla nienarodzonych. Ale babcia by się nie obraziła. Najwyżej zrobiłaby złośliwą korektę, jak to czyniła wobec wszystkich tworzących w rodzinie.

ZwB Jeśli czegoś pragnę to również powieść o miłości, a może raczej o czymś, co tylko miłością się zdaje. Z perspektywy doświadczenia psychologicznego – czy miłość może prowadzić do szaleństwa, do zbrodni?

K. R. Jeśli miłość prowadzi do szaleństwa czy zbrodni, to nie jest miłością. Co prawda profesor psychiatrii Tadeusz Bilikiewicz określał miłość jako „łagodną psychozę na tle seksualnym”, a psychoza łagodna może się zawsze zaostrzyć...

ZwB A koty? Skąd w Twoich tekstach te wszystkie koty?!

K. R. No jak to, skąd koty? Jeden ze śmietnika, drugi czekał przed drzwiami, chudy i obsmarkany, trzeciego przyniosły dzieciaki z blokowej piwnicy. Pojawiają się i już. Dla mnie są to najdoskonalsze istoty, które zawsze wyglądają elegancko, nigdy nie przybierają pokracznych póz, mają czyste i pachnące futerko, są wyrachowane, bezczelne i okrutne. Stworzone po to, „by człowiek mógł pogłaskać tygrysa”. Malutkie, przepiękne drapieżniki.

ZwB A oliwska kociara? Pojawiła się już w Kocim szlakiem

K. R. Kociara to jest taka inna wersja mnie, z jakiejś alternatywnej rzeczywistości, w której mogłabym się znaleźć, podejmując inne decyzje. Ale osobiście spotkałam jeszcze gorsze alternatywy samej siebie. Nigdy nie wiesz, czym zaowocuje dane działanie...

ZwB No i diabeł. Diabła zawsze należy brać pod uwagę”, napisałaś do naszych czytelników. Wierzysz w istnienie sił nieczystych, diabelskich? Czy one rzeczywiście wpływają na nasze życie? Czy to tylko metafora, a całe zło jest wynikiem ludzkiej niedoskonałości psychologicznej?

K. R. Gdzieś tam, w każdym człowieku, tkwi ziarno obłędu. Najlepiej, by nie wzeszło nigdy, ale czasem kiełkuje za przyczyną innych osób, czasem poprzez niesprzyjające okoliczności. Niekiedy człowiek sam go poszukuje, wręcz świadomie i z premedytacją dąży do tego, by się ujawniło – czyż to nie jest podobne do przyzywania demonów? Wierzę w piekło, chociaż moje o nim wyobrażenie mocno odbiega od smolisto-kotłowych tradycji. Wierzę także w dusze pokutujące, uwięzione w pewnych miejscach, zawieszone pomiędzy życiem a śmiercią, czyli w duchy wierzę po prostu. Myślę, że są bardzo zagubione i przerażone, stąd czasem ich przykre manifestacje.

ZwB Książka jest pierwszą pozycją w serii Gdańska Kolekcja Kryminalna (choć akurat większość opisanych przez Ciebie śmierci ma miejsce „w terenie”). Czy Gdańsk to dobre miejsce do popełniania literackich zbrodni? Albo Oliwa? Kiedyś wiele polskich kryminałów, książkowych i filmowych, rozgrywało się w starym Sopocie. Oliwa chyba też ma coś takiego tajemniczego, niepokojącego?

K. R. Można powiedzieć, że każde miejsce jest dobre do popełnienia zbrodni. Zarówno prowincja, jak i wielkie miasto. Gdzież lepiej znaleźć jakieś zmasakrowane zwłoki, jak nie w lesie na grzybach? A gdzie ma psychopata zamknąć ofiarę? Jedynie w stojącym na uboczu domostwie. Jednak stare dzielnice mają w sobie to coś – klimat, tajemnice, podwórka, komórki, zaułki, bramy. Oraz lokale kwaterunkowe z odpowiednimi mieszkańcami. Zbrodnia na nowoczesnym osiedlu nie ma takiego klimatu. Opisywać nie ma co po prostu, ciekawie prowadzić bohatera między jednakowymi blokami, poprzez zafajdane przez psy trawniki i sztampowe place zabaw jest trudno. Chociaż niektórym się udało.

ZwB Domyślam się, że piszesz coś nowego. Znów kryminał? Znów o Grażynie? 

K. R. Coś piszę. Nie wiem, czy Grażyna się pojawi, ale Kociara już jest na posterunku. Śledzi jednego ze swoich kotów, który bezczelnie znika na pół dnia i wraca obżarty. Ciekawe, gdzie sobie znalazł drugi dom? Jest też Iwona ze swoją córeczką Aurelią, chodzą do SPA, którego wystrój projektował Franciszek ze swoją rodziną. Psychopata też jest, inny niż poprzedni. Zobaczymy, jak to się dalej potoczy...

ZwB Zobaczymy. Czekamy z niecierpliwością na tę kolejną powieść. Dziękuję, Kasiu, za rozmowę!

Wywiad przeprowadził Bibliotekarz

 

Katarzyna Rogińska - gdańszczanka; ukończyła psychologię na Uniwersytecie Gdańskim, od 1990 roku pracuje w zawodzie: zajmuje się dziećmi i młodzieżą niepełnosprawną intelektualnie oraz psychologią sądową. Poza artykułami na tematy zawodowe publikowała opowiadania fantastyczne w "Feniksie". Jest także autorką opowiadania Kocim szlakiem, nagrodzonego w ogólnopolskim konkursie na kryminał gdański, wydanego w tomie Tajemnica Neptuna. Jej zainteresowania to malarstwo, czytanie, podróże dalekie i bliskie, koty i ogrodnictwo. 

Zainspirowane Gdańskiem - wywiad z autorami zbioru Tajemnica Neptuna

Portret psychologiczny mordercy - spotkanie z Katarzyną Rogińską w OKK