Kirkegaard to świat przerażający, bo bardzo prawdziwy - wywiad z Łukaszem Śmiglem

23.02.2010

ZwB W pewnej notce na temat Pana twórczości można przeczytać słowa: „Jego opowieści pełne są żywych postaci”. A ja mam wrażenie, że równie wiele w Pańskich tekstach martwych... Skąd to zainteresowanie śmiercią?

Łukasz Śmigiel Myślenie o śmierci napędza mnie do życia. Jestem (jakkolwiek naiwnie to zabrzmi) agnostykiem, co oznacza, że żadna z popularnych i znanych religii do mnie nie przemawia. Wciąż szukam odpowiedzi, które wyjaśnią mi dziwność tego świata. Uważam, że śmierć jest zupełnie pozbawiona sensu. Wkurza mnie. Chciałbym kiedyś mieć możliwość pogadania z Architektem, który wpadł na pomysł, aby stworzyć świat, w którym od dobra jednostki bardziej liczy się dobro populacji, i zainstalował w nas biologiczny zegar samozniszczenia, który kasuje jednostki i jednocześnie nieustannie odmładza populację.

ZwB Lubi Pan eksperymentować – to Pańskie wyznanie z przedmowy do Decathexis. Stąd pewnie taka różnorodność Pańskiej twórczości: horrory, romans, eseje, thriller. Ale przeważa chyba zamiłowanie do straszenia. Dlaczego horrory? Czemu je Pan pisze? Jak to się zaczęło?

Łukasz Śmigiel Zawsze lubiłem mroczne opowieści. Groza pokazuje to, co zakazane. To obcowanie z tabu, dreszczyk emocji, a jednocześnie zjawisko oczyszczenia. Dobrze jest się bać. Strach pobudza naszą wyobraźnię i ratuje przed wężem w dżungli albo przed bandytą czającym się w miejskim zaułku. Moją ulubioną porą roku jest wczesna jesień – wrzesień i październik, wciąż dość ciepłe, ale już nastrojowe, pełne niesamowitości. A mnie tej niesamowitości zawsze brakowało. Bardzo bym chciał, aby w świecie było rzeczywiście coś magicznego, a groza to właśnie miks realnego świata z bardzo mrocznymi fantazjami. Jestem młodym, szczęśliwym i odpukać, wciąż zdrowym człowiekiem i kusi mnie mroczna strona każdej opowieści. Zresztą nie tylko mnie. Jak pokazują legendy – ludzie najbardziej lubią słuchać albo o miłosnych porywach albo o tym, co straszne. Kobiety kochają romanse, bo brakuje im tego w życiu, a panowie lubują się w akcji, sensacji i mroku, bo tego potrzebuje każdy heros, nawet ten, który spędza całe dnie za okienkiem i w krawacie.

ZwB Czy horror to tylko rozrywka? A może coś więcej? Jak Pan sądzi?

Łukasz Śmigiel Nie ukrywam, że piszę i zawsze pisałem książki rozrywkowe. Nie ma nic złego w literaturze rozrywkowej, wręcz przeciwnie – jest potrzebna nawet bardziej niż tak zwana literatura piękna, bo to rozrywka wychowuje odbiorcę i pozwala mu się po pewnym czasie przerzucić z landrynek na znakomicie przygotowaną gorzką czekoladę. Horror ma w sobie moc oczyszczenia, o której mówiłem powyżej. Horror pokazuje nam, że zawsze może być gorzej i że warto się cieszyć tym, co mamy. Tak samo jak w przypadku innych gatunków literatury, tak i w przypadku grozy trafiają się książki czysto rozrywkowe i te, które pod lukrem rozrywki skrywają drugie dno. Ambitnie zawsze staram się coś przemycić w moich historiach grozy. Czasami ludzie to dostrzegają, a czasami ponoszę klęskę i nie udaje mi się dotrzeć do odbiorcy. Wtedy cieszy mnie chociaż to, że czytelnicy dobrze bawili się, czytając daną historię.

ZwB Pańskie horrorowe inspiracje – literackie i filmowe… Kogo lubi Pan czytać... oglądać?

Łukasz Śmigiel O rety. Można byłoby długo wymieniać :-) Zadziwiające jest to, że wcale nie oglądam aż tylu horrorów, jak można by sądzić. Oglądam ich sporo, czasami bardziej z obowiązku, na przykład „naczowania” w „Lśnieniu”. Mam oczywiście swoich faworytów. Moje ukochane filmy to na przykład Kruk Proyasa i jego Dark City (niekoniecznie horrory, ale bardzo mroczne i gotyckie). Uwielbiam horrory z lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych (z przyjemnością odebrałem z rąk ukochanej prezent w postaci boksu Koszmar z ulicy Wiązów). Lubię komedie pomieszane z grozą – Lost Boys czy Innocent Blood. Czasami lubię popatrzeć na masakrę w stylu francuskiego Frontiers. Doskonale bawię się przy Szczękach i ukochanej serii Obcego. Na przykład dziś nabyłem drugiego Predatora i już cieszę się w duchu z możliwości przypomnienia sobie tego klasyka. Lubię różnorodność. Nie znoszę zamykać się w jednej szufladzie, także jeśli chodzi o gusta filmowe. Aby wymyślić coś świeżego, trzeba mieć zawsze otwartą głowę i dystans do tego, co się ogląda, czyta itd. Podobnie jest z książkami. Czytam dużo grozy, kryminałów i thrillerów, ale nie stronię od powieści obyczajowych w rodzaju Mistrza kaligrafii Docxa czy Trzech panów w łódce Jerome’a. Bardzo lubię Barkera i Kinga, mniej Mastertona i Koontza. Pochłonąłem przez lata wszystkich klasyków grozy, ale sukcesywnie uzupełniam literacką wiedzę książkami niegroźnego Plassa, Nicholsa czy Hornby’ego. Czytuję fantasy i cyberpunk, thrillery szpiegowskie i medyczne, słowem – wszystko, co jest dobrze napisane.

ZwB Powiedział Pan, że czytuje też kryminały. Zdradzi nam Pan swoich faworytów?

Łukasz Śmigiel Obecnie przypominam sobie wszystkie Holmesy :-) A najbardziej lubię Akunina, a także chyba bardziej thrillery niż kryminały duetu Preston & Child oraz ostatnio Becketta czy Petera Jamesa.

ZwB A spróbuje Pan kiedyś swoich sił w klasycznej opowieści detektywistycznej?

Łukasz Śmigiel Bardzo bym chciał! Ale mój umysł jest jeszcze za mało analityczny ;-) Muszę się jeszcze sporo nauczyć. Niemniej jednak moje kolejne książki będą miały w sobie dużo więcej z kryminału.

ZwB Ma Pan wiele różnych zajęć: dziennikarz, pisarz, doktorant, narzeczony (spacery po cmentarzach, to mi się podoba!)… a jeszcze redaktor „Lśnienia”. Warto to czasopismo czytać?

Łukasz Śmigiel Bardzo, ale to bardzo! W „Lśnieniu” znajdą coś dla siebie zarówno ortodoksyjni wielbiciele i znawcy grozy, jak i zwykli miłośnicy mrocznych klimatów. Każdy numer pisma jest wypełniony znakomitymi artykułami, które mają pobudzić wyobraźnię i uzupełnić wiedzę fanów grozy, kryminału, thrillera czy też po prostu – fantastyki.

ZwB Najbardziej frapująca w Pańskiej biografii jest dla mnie informacja, iż wydał Pan Muzykologię. Czy skok w tę „szufladę” (określenie z przedmowy do Decathexis) był interesujący? Wróci Pan jeszcze w podobne rejony?

Łukasz Śmigiel Z całą pewnością powrócę do historii obyczajowych. Już w Walentynki można śmiało wypatrywać w sieci mojego komedio-obyczajowego opowiadania, ale szykuję także pomysły na następną obyczajową powieść, która będzie powieścią uniwersytecką, jak u Amisa, Lodge’a czy Sharpe’a. Liczy się ciekawa historia. Mam nadzieję, że mam jeszcze kilka takich do opowiedzenia – również obyczajowo-rozrywkowych.

ZwB Ostatnia Pana powieść jest jakby rozwinięciem jednego z opowiadań z Demonów. Inne opowiadania też doczekają się takiej pełniejszej wersji? Kilka tekstów chyba na to zasługuje…

Łukasz Śmigiel Bardzo miło mi to słyszeć. Cieszę się, że teksty z Demonów się podobały. Decyzja o sięgnięciu po świat z opowiadania Decathexis była wypadkową moich fascynacji tanatologią oraz silnej zachęty ze strony czytelników, którzy lubią do mnie pisać maile i mówić wprost, że marzy im się jeszcze taka, a nie inna książka mojego autorstwa. Nie piszę książek dla siebie, tylko dla ludzi, którzy je czytają, a zatem wkrótce po wydaniu Demonów zabrałem się za pisanie kolejnego opowiadania ze świata Morii, aż pomysły wyewoluowały w trzytomową historię, której tom pierwszy macie Państwo w rękach. Co do innych pomysłów – z całą pewnością chciałbym rozwinąć świat Wiecznej zimy i pancernych pingwinów z opowiadania Przyjdzie i po ciebie. Kolejne opowiadanie z tej serii ukazało się niedawno w portalu Nowa Gildia. Trzecie, a raczej minipowieść z tej serii jest już niemal ukończona.

ZwB Sądząc po mottach Pańskich opowiadań, pisze Pan, słuchając rocka. Co najlepiej pasuje do tworzenia straszliwych opowieści? Bauhaus? Cure? A może Behemoth?

Łukasz Śmigiel No tak, muzyka – bez niej nie jestem w stanie żyć. Słucham muzyki niemal non stop. Bogu dzięki za przenośne odtwarzacze! Do pisania strasznych historii najlepiej pasuje mi metal i hard rock. Ostatnio piszę znowu przy Type O Negative czy też przy ostatnich płytach Europe. Kocham pisać przy Megadeth i Sepulturze – muzyka tych zespołów ma prawdziwą moc. Z racji związków z radiem słucham jednak BARDZO różnej muzyki. Starczy powiedzieć, że moimi ukochanymi artystami są... Sting i Peter Gabriel... (Obaj mogliby wreszcie wydać nowe studyjne płyty, grrrr! :-))

ZwB Pańska fascynacja elementami kultury związanymi ze śmiercią sprawia, że w tekstach aż roi się od odniesień do znanych postaci i ich twórczości. Dużo Pan czytuje tych Wańczowskich i Kierkegaardów? Homiletyka funeralna też chyba nie jest Panu obca?...

Łukasz Śmigiel Czytam bardzo dużo książek z zakresu antropologii, psychologii i filozofii. Uwielbiam to robić. Te książki dostarczają niezliczonej ilości nowych pomysłów. Na przykład wczoraj skończyłem czytać Historię kanibalizmu, a dziś do poduszki zabieram się za Magię luster.

ZwB Może nam Pan opowiedzieć pokrótce o świecie Kirkegaardu, w którym rozgrywa się akcja Decathexis? Skąd pomysł na tę alternatywną rzeczywistość?

Łukasz Śmigiel Kirkegaard to świat, w którym religią panującą jest Śmierć. Przypomina trochę wiktoriańską Anglię, a trochę starożytny Rzym. Pomysł na takie uniwersum narodził się właśnie po lekturze pierwszych książek poruszających temat tanatologii. Zrozumiałem, że bardzo mało wiem o obrzędach pogrzebowych i o samej śmierci, o tym, w jaki sposób ludzie ją odbierają. Po lekturze kolejnych pozycji zadałem sobie pytanie, czy może istnieć świat, w którym motorem napędzającym życie społeczne, religijne i gospodarkę będzie właśnie śmierć? Okazało się, że tak – bo przecież nasze życie jest tak samo podporządkowane śmierci, jak w Kirkegaardzie. Różnica jest taka, że my, w naszym cudnym świecie, nie mówimy o tym głośno. U nas śmierć, problem starości i umierania jest tabu, wyrzuconym do rowu. Wszystkie obrządki i tradycje, które opisuję w książkach z cyklu Morii, nie są moim wymysłem – to autentyczne tradycje i wierzenia stworzone na przestrzeni lat przez ludzi z całego świata. Ja jedynie je pozbierałem i postarałem się logicznie poukładać. Kirkegaard to świat przerażający, bo bardzo prawdziwy.

ZwB A postać tanatologa Jona Pendergasta? Jak doszło do „skonstruowania” takiego fantastycznego bohatera? To chyba daleki kuzyn kilku znanych mi z klasycznych lektur kawalerów i detektywów?... Ale pełnokrwisty i o niezwykle interesującej osobowości.

Łukasz Śmigiel Pendergast to takie pomieszanie mnie samego z pewnym asesorem kolegialnym i pewnym agentem FBI :-) Mocnym atutem tej postaci jest to, że Pendergast się zmienia, dojrzewa i ewoluuje. W kolejnych tomach będzie już zupełnie innym człowiekiem.

ZwB Kościół Morii to wyraz Pana niechęci do instytucji religijnych czy czysta fantazja, niemająca nic wspólnego z tą „grozą zbyt straszną, bo namacalną”, w jakiej przyszło nam żyć?

Łukasz Śmigiel Wreszcie ktoś zwrócił na to uwagę! :-) Rzeczywiście nie przepadam za instytucjami religijnymi. Uważam, że w sposób okrutny żerują na ludzkiej biedzie i na braku wykształcenia wierzących. Nie trzeba wierzyć w żaden Kościół – biały, czarny czy czerwony – aby być dobrym człowiekiem. Do bycia dobrym potrzebna jest przede wszystkim otwarta głowa, a tego zazwyczaj nie wymaga od wiernych żadna religia. Instytucje religijne powinny spełniać moim zdaniem inne zadania.

ZwB „Decathexis” to pierwszy tom większej całości. Ma Pan już pomysł na ciąg dalszy?

Łukasz Śmigiel Ciężko nad tym pracuję. Spora część fabuły tomu drugiego i część trzeciego jest już wymyślona. Z tego, co widzę – Decathexis, przynajmniej na razie, podoba się Czytelnikom, a to mobilizuje mnie do roboty nad udoskonaleniem fabuły pozostałych dwóch części. Mam nadzieję, że nie dam ciała.

ZwB Head to Love to film nakręcony na podstawie opowiadania, które napisał Pan wspólnie z Kazimierzem Kyrczem Jr. Przybliży nam Pan ten temat? Co to za tekst? Jak doszło do stworzenia filmu?

Łukasz Śmigiel Głowa do kochania to jedno z pierwszych opowiadań, które napisaliśmy wspólnie z Kazkiem. Dotąd opublikowano nasze wspólne teksty w „Magazynie Fantastycznym”, w „Czachopiśmie” oraz w antologiach grozy (Księga strachu, City 1). Pomysł na Głowę zaczął się od błyskotliwego pierwszego zdania opowiadania, które podsunął Kazek. Podesłał mi je, a ja zacząłem pisać. Byłem wtedy ostro chory, zły i nieszczęśliwy. Postanowiłem stworzyć seryjnego mordercę, który byłby równie niebezpieczny jak Hannibal. Reszta, jak to mówią, to już legenda. Do moich partii Kazek dopisał swoje, a wiele tygodni później zdecydowałem się podesłać to opowiadanie do miesięcznika „Alfred Hitchcock poleca”. Przedruk tekstu pojawił się w „Przekroju” i wpadł w oko pewnej tłumaczce z Krakowa, której ukochany okazał się amerykańskim reżyserem. Van Kassabian zachwycił się naszym pomysłem i tak po wielomiesięcznej walce powstał krótkometrażowy horror (wcale niezły). To, jak potoczyła się historia tego opowiadania, pokazuje, że z marzeń nigdy nie wolno rezygnować i że trzeba korzystać z każdej możliwości spróbowania czegoś nowego. Ostatecznie wszystko zaczyna się przecież od kartki papieru, pomysłu i poukładanych w rządku słów.

ZwB Zajmuje się Pan naukowo, chyba tak można powiedzieć, sprawami reklamy literatury. Czy internet ma Pańskim zdaniem duże znaczenie dla promocji książek i pisarzy? Bardzo nam się podoba pomysł na filmiki i kawałki muzyczne inspirowane literaturą.

Łukasz Śmigiel Tak jest – piszę doktorat na temat współczesnych form promocji książek i pisarzy. Internet i Nowe Media (telefonia komórkowa, multimedia) stworzyły wspaniałe możliwości dla ciekawych form promocji. Odbiorcy wiedzą dziś, że mają prawo wymagać więcej zarówno od pisarza, jak i od wydawnictwa, a obowiązkiem pisarza i wydawcy jest dawanie czytelnikowi, tego, czego ten się domaga. Praca pisarza nie kończy się na napisaniu książki, tak naprawdę – praca dopiero wtedy się zaczyna. Niedługo upowszechnią się czytniki ebooków i same ebooki. Niedawno premierę miał tablet firmy Apple... Kultura stanie się wkrótce szerokopasmowa, tania i ogólnodostępna. A wszystko to dzięki internetowi i bezprzewodowej sieci. To wspaniałe! Zamiast kupić nowy komiks o Hellboyu za 89 zł w EMPIKU, będę mógł go kupić za 15 zł w księgarni internetowej, a jeżeli jego wersja elektroniczna powali mnie na kolana, wtedy odłożę sumkę na wydanie papierowe. Tak to będzie mniej więcej wyglądało. Książki papierowe staną się tym samym, czym w świecie mp3 stały się płyty analogowe i czym wkrótce staną się kompakty. Nie ma w tym nic złego, szczególnie że otwiera to drogę dla nowych, ciekawych form promocji książki i pisarza. Koniec z tradycyjną reklamą i plakatami – nowe media stwarzają nowe możliwości, a ci którzy poznają je jako pierwsi, zdobędą możliwość dotarcia do szerokiego grona odbiorców. Zyskają na tym pisarze, mądrzy wydawcy (ci głupi przepadną z kretesem i szlag z nimi) oraz najważniejsze – zyskają sami czytelnicy. Aż chce się żyć! Tfu! Czytać :-)

ZwB Teraz pora na thriller? Zdradzi nam Pan o czym?

Łukasz Śmigiel Mogę powiedzieć tylko tyle, że thriller ma roboczy tytuł Cmentarzysko. Powieść ma być pomieszaniem brutalnego biologizmu Barkera z sensacją, przygodą i akcją w stylu opowieści duetu Preston & Child. W powieści będzie znowu dużo o śmierci i tanatologii, ale historia będzie rozgrywała się współcześnie we Wrocławiu, w Tatrach oraz w kilku innych, bardziej egzotycznych zakątkach kuli ziemskiej :-) Bohaterami powieści są młody antropolog kultury, zajmujący się śmiercią – Ernest Alt oraz ponury i podstarzały komisarz policji – Ksawery Duma... Wspólnie panowie ci wpadną na trop zagadki, która może odmienić losy świata.

ZwB Ach! Czekamy niecierpliwie! Dzięki za rozmowę. Memento mei!

Wywiad przeprowadził Bibliotekarz

foto: 1 Michał Mucha, 2 i 3 Magdalena Maślaczyk

film: ilustracje Agata Cholewa/ animacja Jakub Golis


Łukasz Śmigiel (ur. 1982) – dziennikarz i PR-owiec, z zawodu lektor, pracownik Instytutu Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej na Uniwersytecie Wrocławskim. Współpracował z wieloma stacjami radiowymi jako dziennikarz, reporter, wydawca i producent (m.in. Radio Wrocław, Radio Traffic, II Program Polskiego Radia, Radio Kolor), obecnie współtworzy wraz ze studentami uniwersyteckie UniRadio (www.uniradio.pl). Redaktor naczelny czasopisma grozy „Lśnienie”.

Jego teksty stale ukazują się w prasie kulturalno-fantastycznej (m.in. „Tygiel Kultury”, „Przekrój”, „Nowa Fantastyka”, „Science Fiction”, „Magazyn Fantastyczny”). Autor bardzo dobrze przyjętego zbioru opowiadań grozy pt. Demony (Red Horse 2008), który wyróżniono nominacjami do nagród „Gazety Wyborczej” (wARTo) oraz magazynu „Esensja” (plebiscyt książka roku) oraz powieści Muzykologia, czyli the best of spraw damsko-męskich (Grasshopper 2009), która zgromadziła kilka tysięcy fanów w internecie. Na festiwale filmowe w USA i w Polsce trafił niedawno film Head To Love, nakręcony na podstawie jednego z jego opowiadań napisanych do spółki z Kazimierzem Kyrczem Jr.

 

Książki Łukasza Śmigla na ZwB