Diabłem rzeczywiście się interesuję. Podobnie jak on mną...

29.02.2008

Diabłem rzeczywiście się interesuję. Podobnie jak on mną...

ZwB Panie Irku, wielbiciele kryminałów mawiają, że dobry kryminał to klasyczny kryminał. Wiadomo, czego się po nim spodziewać, i o to ponoć chodzi. Polska Kolekcja Kryminalna, której jest Pan redaktorem prowadzącym, to seria zmieniająca myślenie o kryminale jako gatunku. Jest w wielu wymiarach przełomowa: wspomogła rozwój i czytelnictwo literatury kryminalnej w Polsce, pokazała, że kryminał nie jest gatunkiem wstydliwym, a nawet może być nośnikiem dobrym dla artystów, nie tylko rzemieślników pióra. Co Pan myśli o roli PKK?

Irek Grin Należałoby zacząć od tego, co rozumiemy pod pojęciem klasycznego kryminału? Czy będą to powieści spod znaku Agathy Christie, Artura Conan Doyle’a i innych autorów z okresu Złotego Wieku kryminału brytyjskiego? Czy może twórczość amerykańskich pisarzy nurtu „hard-boiled” Dashiella Hammeta, Raymonda Chandlera czy Mickey’a Spillane’a, zwana czarnym kryminałem? A może najbliższy nam w czasie europejski kryminał „artystyczny” Montalbana i Izzo? Przecież dla każdego z tych typów pożywką był bunt przeciw zastanemu i ogólnie akceptowanemu modelowi powieści kryminalnej. A każdy z nich bez wahania możemy dziś określić mianem klasycznego.

Z tego powodu drażni mnie, kiedy czytam o Polskiej Kolekcji Kryminalnej, że to – znakomita skądinąd – ale jednak Kolekcja Antykryminalna. Drażni mnie, bo mam świadomość, że odniesienia, których używa się przy omawianiu naszych książek są jednostkowym i arbitralnym wyborem poszczególnych komentatorów i zależą całkowicie od tego, jaki rodzaj literatury kryminalnej uważają oni za klasyczny.

Znacznie bliżej jest mi do określenia, którego pani używa i za które dziękuję: seria przełomowa. Otóż stało się coś takiego, że znakomici poeci czy pisarze zajmujący ważne miejsce na polskiej mapie literackiej – Świetlicki, Malicki, Pasewicz – zdecydowali się na pisanie powieści, w których wykorzystują kostium gatunku do rozważań poważniejszych niż, jak mówił Witkacy, „sensacyjno-kolejowe”. I że podają nam to w formie niecodziennego, często nieprzezroczystego języka (a to ten przezroczysty zwykliśmy traktować jako narzędzie uprawiania kryminałów), czym nobilitują kryminał i dają nam ogromną satysfakcję czytelniczą. Nie rezygnują przy tym z myślenia o powieści jako spójnej całości, wyposażonej jak należy w suspens, tajemnicę i detaliczną obserwację rzeczywistości.

ZwB Czyli od początku wiedzieliście Państwo, że dokładnie taką serię – nieoczywistą, drażniącą i rewolucyjną – będziecie tworzyć?  

I. G. Decyzja o wydaniu Trupów polskich, pierwszego tomu Polskiej Kolekcji Kryminalnej, od początku zdefiniowała sposób myślenia o serii. Pomogła mi nazwać coś, co uświadamiałem sobie do tej pory niejasno. Że prawdziwy sukces kryminału w Polsce po latach zapaści powinien być animowany również przez znanych artystów, którzy spowodują, że o kryminale przestanie się myśleć tylko w kategoriach literatury jednorazowej i użytkowej. Stąd w tomie, oprócz Joanny Chmielewskiej, również Marcin Świetlicki, Jacek Dukaj czy Sławomir Shuty.

ZwB Takie założenie było bardzo interesujące, a nawet powiedziałabym zbawienne dla popularyzacji kryminału w Polsce. Niedawno w wywiadzie udzielonym naszemu serwisowiPanu Szatanie, kryminał to niezwykle pojemne medium dla współczesnych problemów czy sposobu rozumienia człowieka po prostu, którego nie odnajdujemy już tak łatwo w powieściach innego typu. Myśli Pan, że kryminał może pełnić dziś taką rolę? Że może ten typ literatury najbardziej nam odpowiada jako nośnik wiedzy o świecie i nas samych? antropolog, profesor Wojciech Burszta, mówił o obecnym w tym typie literatury „tętnie współczesności”. Mam wrażenie, że rozwijany zarówno przez PKK, jak i przez Pana indywidualnie w powieściach, na przykład na przykład Panu Szatanie, kryminał to niezwykle pojemne medium dla współczesnych problemów czy sposobu rozumienia człowieka po prostu, którego nie odnajdujemy już tak łatwo w powieściach innego typu. Myśli Pan, że kryminał może pełnić dziś taką rolę? Że może ten typ literatury najbardziej nam odpowiada jako nośnik wiedzy o świecie i nas samych?

I.G. Krzyczę od zawsze, że kryminał musi żywić się bieżącą atrakcją. Musi „nadzorować” rzeczywistość i pokazywać ją nam – nawet jeśli wyolbrzymioną czy groteskową – w sposób dosadny i jak najbardziej detaliczny. Powinien zwracać naszą uwagę na rzeczy, które w zalewie newsów pomijamy lub które męczą nas przez nadmiar i traktujemy je jako oczywistość. A to błąd, bo zło współczesne, potraktowane jako coś absolutnie oczywistego, staje się groźne i może zaatakować nas rozluźnionych.

Dlatego gatunek powinien zmagać się z naszym strachem, bo przecież ma również zadanie egzorcystyczne i katartyczne, ale z drugiej strony podsycać go, byśmy coraz jaśniej widzieli zagrożenia, które przynosi świat.

ZwB W Panu Szatanie podjął Pan wątek istnienia Szatana, wprowadzając do powieści kwestie metafizyczne i egzystencjalne. Interesuje się Pan tym tematem?

I.G. Najłatwiej byłoby rzec, że Szatan to w mojej powieści figura stylistyczna, pewien rodzaj elipsy, za pomocą której próbuję przekonać ludzi swojego kręgu kulturowego do baczniejszego przyjrzenia się zagrożeniom związanym z ekspansją innych kultur. Porozumiewając się znanymi kodami, próbuję zwrócić uwagę na niebezpieczeństwa jeszcze nieznane w polskiej rzeczywistości lub traktowane z niedowierzaniem. A skoro, jako się rzekło, tak byłoby najłatwiej to wyjaśnić, to niech tak pozostanie.

Diabłem natomiast rzeczywiście się interesuję. Podobnie jak on mną.

Ponadto – jeśli tworzy się postać detektywa, byłego dominikanina, człowieka niedzisiejszego z niemodnymi zasadami, to warto poszukać dla niego przeciwnika z prawdziwego zdarzenia. Przeciwnika przez duże P.

ZwB Postać Dyducha, jeśli odejść na chwilę od warstwy kryminalnej powieści, jest w gruncie rzeczy niesłychanie kontrowersyjna: z wiarą i bez wiary, słaby i mocny, wciąż walczy z własnym demonem, ale też sam go wyzwala. Im bardziej Szatana nie szuka, tym bardziej on się ujawnia. Kiedy zaczyna weń wierzyć, oblicze zła wydaje się blednąć. I tak w kółko. Jednak pozwala Pan Dyduchowi wygrać powieściową rozgrywkę. Wierzy Pan w siłę człowieka czy to pozorne zwycięstwo?

I.G. Józef Maria Dyduch jest sklejony z wielu bohaterów podobnej prozy. Stało się tak dlatego, ponieważ uważam, że czytelnik literatury sensacyjnej ma bardzo określone oczekiwania w stosunku do bohatera takiej powieści. Jednym z elementów, które składają się na Dyducha, jest czysto ludzkie traktowanie niebezpieczeństwa. Kiedy nas coś boli, obiecujemy sobie, że pójdziemy do lekarza, a gdy przestaje – zapominamy o podjętym zobowiązaniu. Jesteśmy jako gatunek ograniczeni słabościami, przy których ograniczenia gatunku literackiego bledną. Jeśli się zestawi te ograniczenia ze sobą, wychodzi dość smutny obraz człowieka, jako tego, który nie jest w stanie zmierzyć się z żadną siłą spoza swojego świata.

Ja nie wierzę w człowieka. A Dyduch w Panu Szatanie zapłacił ogromną cenę za pozorne zwycięstwo.  Bo Szatan jest sprzedawcą bezwzględnym. Nie dorzuca nic gratis. Nie udziela rabatów ani nie proponuje pakietów. Nie zna słowa promocja.

ZwB Napisał Pan też książkę Pamiętnik diabła... To ważny dla Pana tekst? 

I.G. Dość istotny. W Pamiętniku diabła zacząłem stawiać pytania o mnogość kostiumów, w które odziewa się diabeł, by się z nami chwilę pobawić na ziemi, a potem przez wieczność gdzieś u siebie. Patrząc na tę książkę z perspektywy czasu, cieszę się, że wybrałem dla niej konwencję thrillera, a nie kryminału. Pozwoliło to na mocniejsze artykułowanie obłędu, w którym przyszło żyć bohaterom. Z drugiej strony jednak, komentarze i recenzje tej książki dowodzą, że rozważanie fenomenu różnorakiego istnienia diabła nie znalazło takiego odzewu jak opowieść o ludzkim okrucieństwie i złu. A to oznaczało dla mnie wówczas, że my już w Szatana jako byt nie wierzymy, co zdaje się – ludzkość od dawna ma tę intuicję – jego największym zwycięstwem.

Ta świadomość powoduje, że to nie koniec mojej przygody z tym bohaterem powieściowym. Pan Szatan również jest przygrywką do czegoś mocniejszego.

ZwB Tak, ludzie zdaje się przyzwyczaili się już do tego, że sami są odpowiedzialni za zło, które czynią. Żyjemy w zlaicyzowanych czasach. Uważa Pan, że to groźne? Diabeł jest nam potrzebny?

I.G. Odpowiem parafrazą z Leszka Kołakowskiego: Zastanówcie się, co by zostało po człowieku, gdyby ikona diabła zniknęła z malarstwa, rzeźby Kusego z katedr, a figura Złego z literatury, muzyki czy teatru? Bardzo go kiedyś potrzebowaliśmy, by uzasadnić własne okrucieństwo i zło. Tyle że pytanie zasadnicze nigdy nie przestało być aktualne: my sami czy on? A jeśli my, to co? A jeśli on, to czy jest łatwiej? Teraz rzeczywiście jakby mniej już używamy słowa diabeł jako synonimu naszego bestialstwa. Zaczęło być trochę wstydliwie przyznawać się do wiary w osobowe zło. Teraz ludzkość już wie, że jest zła sama z siebie. A Szatan siedzi w kącie i chichocze, a z gęby mu śmierdzi.

ZwB W słowie „Od Autora” w Panu Szatanie wspomina Pan, że odwiedził Pan wszystkie miejsca, o których pisze. Czy pisząc powieści, zawsze Pan podróżuje?

I.G. Zawsze. Jest bardzo niewiele miejsc, które opisałem, a w nich nie byłem. Tak mam, że jak nie dotknę, to nie umiem opisać. To się nazywa brak talentu.

ZwB ;-) Wracając do PKK. Co ceni Pan u poszczególnych autorów?

I.G. Gaję Grzegorzewską za konsekwencję w przywracaniu tradycyjnych, kryminalnych reguł narracji w świecie swoich powieści zaludnionym przez postmodernistyczne do szpiku kości typy. Macieja Malickiego za odwagę, by użyć rozpoznawalnego, „malickiego” języka do opowieści o sobie samym na krawędzi. Edwarda Pasewicza za literacką bezkompromisowość. Marcina Świetlickiego z wzajemnością nie cenię i nauczyliśmy się już z tym żyć.

ZwB No właśnie, wspomniał Pan o postmodernistycznych typach (w butach od Prady trzeba dodać). Za ich sprawą mamy w kolekcji też typowy kryminał...

I.G. Oczywiście, w serii znalazła się Gaja Grzegorzewska i ten rodzaj kryminału będzie w niej reprezentowany. To, że traktujemy kryminał jako pole do eksperymentu literackiego, nie oznacza, że nie kochamy opowieści „klasycznych” w każdym sensie.  

ZwB To dobra wiadomość, zwłaszcza dla miłośników detektywki Dobrowolskiej, która podbiła już serca czytelników. Klasyczna sceneria, intrygująca kobieta, niejednoznaczne sytuacje z jednoznacznym śmiertelnym skutkiem i wyraźna inspiracja Agatą Christie. Jakoś więc tak wyszło, że rewolucyjny charakter serii i w tym wypadku się potwierdza. Nie tak łatwo pogodzić postmodernizm na szpilkach i capoeirę z wiktoriańską atmosferą...

I.G. Dlatego, że czymś innym jest „kupowanie” od dawnych mistrzów wszystkiego, co atrakcyjne, choćby już było wyeksploatowane do dna, jak to dzieje się obecnie w polskim kryminale retro, a czymś innym postawienie dla starych idei zupełnie nowych dekoracji. A tak właśnie robi Grzegorzewska i ja to cenię.

ZwB Stworzyliście Państwo stowarzyszenie kryminalistów – Stowarzyszenie Miłośników Kryminału i Sensacji „Trup w szafie”. Czym się ono zajmuje? 

I. G. Współorganizuje Festiwal Kryminału, wraz z Instytutem Książki, przyznaje nagrody Wielkiego Kalibru, a także spotyka się jeszcze czasem i rozmawia na bardzo ważne tematy...

ZwB Hmm...;-) Jak wieść niesie, żaden dobry detektyw nie wylewa za kołnierz. Czy z wielbicielami kryminałów jest tak samo? Macie Państwo ulubione kryminalne trunki?

I.G. Udział członków Stowarzyszenia Miłośników Kryminału i Powieści Sensacyjnej „Trup w szafie” w przedsięwzięciu wydawniczym Polska Kolekcja Kryminalna zaczął się od pierwszego tomu tejże serii, czyli zbioru opowiadań Trupy polskie. Panowie Bereś, Bratkowski, Górski, Świetlicki i ja ogłosiliśmy opowiadania w tomie, kolega Baran zredagował całość i kiedy teraz myślę o tym fakcie, to nie wydaje mi się, by mogło się to udać bez pomocy alkoholu. Ale nie jest tak, że używamy jakiegoś szczególnego rodzaju ze względu na jego szlachetne literackie pochodzenie. Po prostu inni opisali to i owo przed nami. Można oczywiście powiedzieć, że każdy destyluje na miarę swojego talentu, ale uważam, że raczej chodzi o smak. Zatem trunki są nie zawsze tradycyjne.

ZwB Wiadomo już, czym Wydawnictwo EMG zaskoczy nas w najbliższym czasie?

I.G. Nie będzie zaskoczenia. Czekamy na trzecią odsłonę przygód Julii Dobrowolskiej, pięknej detektywki z blizną, pióra Gai Grzegorzewskiej, i na Jedenaście Marcina Świetlickiego. Otrzymujemy jednak wystarczająco dużo maszynopisów, że może się zdarzyć coś całkiem nieprzewidywalnego.

Uruchamiamy również serię kryminałów zagranicznych. Na wiosnę opublikujemy pierwszy tom znakomitej izraelskiej serii o inspektorze Michaelu Ochajonie pióra Batyi Gur. Pierwsza dama izraelskiego kryminału jest już znana na całym świecie, czas, by pokazać jej dokonania również w Polsce. Morderstwo w szabatowy poranek to powieść dziejąca się w Jerozolimie w środowisku psychoanalityków. Wyjątkowo smaczna.

Drugim wydarzeniem będzie przypomnienie książek Mickey’a Spillane’a, jednego z ojców czarnego kryminału, stawianego w jednym rzędzie znakomitości z Hammetem, Chandlerem czy Rossem Macdonaldem. Z wielu powodów autor ten był obecny w polskiej literaturze szczątkowo. My zaczniemy od jego debiutu z 1947 roku pod tytułem I, the Jury, pierwszej książki z cyklu o detektywie Mike’u Hammerze. Chcielibyśmy, aby całą serię tłumaczyli znakomici polscy poeci. Zaczną Marcin Baran, Marcin Świetlicki, Marcin Sendecki czy Andrzej Sosnowski. W ten sposób zamierzamy pokazać pewną unikalność języka tamtych powieści. Ich wyjątkowość.

ZwB Rewelacyjne plany. Z przyjemnością będziemy informować czytelników o tych książkach. A jak będzie z kolejnymi sprawami agencji "Inkwizycja"? Możemy liczyć na kolejną część?

I.G. Mam pewien dług wobec czytelników. W powieściach Szerokiej drogi, Anat i Szkarłatny habit przedstawiłem postaci dwojga protagonistów, izraelskiej agentki Mosadu Anat i polskiego łajdaka Dawida Arbogasta. No i obiecałem część trzecią, roboczo zatytułowaną Powrót Anat. Właśnie nad nią pracuję. Postanowiłem spotkać swoich dwóch ulubionych bohaterów: Arbogasta i Józefa Marię Dyducha z Pana Szatana i to właśnie ci dwaj panowie (Arbogast zatrudni się w Agencji Detektywów „Inkwizycja") przeprowadzą śledztwo. Będzie wiele radości.

ZwB To dopiero niespodzianka ;-) W takim razie trzymamy kciuki za rozwój powieściowej intrygi. Serdecznie dziękuję za rozmowę.

Wywiad przeprowadziła J. Świetlikowska

Irek Grin (ur. 1969) – pisarz, fotograf, wydawca. Autor cyklu książek sensacyjno-szpiegowskich: Szerokiej drogi, Anat i Szkarłatny habit. Jeden z założycieli oraz prezes Stowarzyszenia Miłośników Kryminału i Powieści Sensacyjnej "Trup w szafie". Juror Nagrody Wielkiego Kalibru dla najlepszej polskiej książki kryminalnej lub sensacyjnej. Redaktor prowadzący serię Polska Kolekcja Kryminalna w Wydawnictwie EMG. Mieszka w Krakowie.