ZwB Pani Profesor, na co dzień zajmuje się Pani zarządzaniem, wykłada Pani tę dziedzinę na wielu uniwersytetach w Polsce i na Zachodzie. Prywatnie Pani wielką pasją są kryminały. Jaką rolę odgrywają one w Pani życiu?
Monika Kostera Czytam je, kiedy mam wolny czas, dla czystej przyjemności, albo w metrze, w autobusie, na poczcie, na przerwie – kiedy się da po prostu :-)
ZwB Pamięta Pani swój pierwszy kryminał?
M.K. Nie, choć prawie na pewno był to Sherlock Holmes. Gdzieś koło V klasy szkoły podstawowej odkryłam Conan Doyle'a i od razu zostałam absolutną fanką Sherlocka i doktora Watsona. W VII klasie nawet serio myślałam o tym, żeby zostać detektywem, i wyłącznie z tego powodu myślałam o studiowaniu prawa. Jednak już w VIII klasie zmieniłam plany i postanowiłam zostać pisarką.
ZwB Pani biblioteczka kryminalna liczy sobie...
M.K. ...niewielki ułamek tego, co przeczytałam. Kryminały traktuję jak książki do czytania, nie kolekcjonowania, więc na ogół przekazuję dalej po przeczytaniu. Zbieram tylko Stevena Saylora i Sarę Paretsky. Mam też kilka innych, z którymi ciężko mi się rozstać albo które nie znalazły jeszcze nowego właściciela.
ZwB Co jest tak cennego w powieściach wymienionych przez Panią autorów? Są dosyć różni: z jednej strony kryminał historyczny, realia Rzymu z I w. p.n.e., z drugiej współczesne Chicago…
M.K. No właśnie... Nigdy dotąd się nad tym nie zastanawiałam, dlaczego właśnie tych dwoje autorów, ale po namyśle widzę, że jednak coś ich łączy, coś takiego, co sprawia, że czuję, że sama zagadka nie jest najważniejsza, że mogę chcieć je przeczytać jeszcze raz, mimo że wiem jak się skończą. V.I. Warshawski i Gordianus to postaci z jakimś takim głębokim poczuciem wewnętrznej wartości, słuchającego swojego sumienia, nie dające się porwać modom, owczym pędom, pseudo-nirwanom, jakimi mamią nas epoki, w których zdarzyło nam się funkcjonować. Oni nie muszą być bogaci, sławni ani cieszyć się aprobatą wielkich ludzi swoich czasów. Mają swoje przekonania, które są dla nich ważne, ale mają też ogromną empatię i poczucie zwykłej ludzkiej przyzwoitości, które służy im za kompas w każdej sytuacji. Poza tym po prostu ich bardzo lubię.
ZwB Jakich nurtów, autorów jest Pani czytelniczką?
M.K. Jak wspomniałam, lubię dobre kryminały historyczne, np. Steven Saylor, piszący o starożytnym Rzymie, Boris Akunin, którego postaci – Fandorin i siostra Pelagia aktywne są w imperialnej Rosji XIX wieku, C. J. Sansom, fantastycznie opisujący realia czasów króla Henryka VIII w Anglii, czy Jean D'Aillon, którego bohater Louis Frosnac jest współczesnym Trzech Muszkieterów. Lubię też kryminały społeczne, gdzie wbrew prawdopodobieństwu słabszy pokonuje silniejszego, np. tak się dzieje u Sary Paretsky. Poza tym klasycy, tacy jak Edgar Allan Poe, Arthur Conan Doyle, Dashiell Hammet, Raymond Chandler, Patricia Highsmith czy Agatha Christie. Bardzo lubię absolutnie brytyjskie Morderstwa w Midsomer, tak w wersji powieściowej Caroline Graham, jak i filmowej z fantastycznym Johnem Nettlesem. Umiejętność tworzenia klimatu miejsca i czasu jest dla mnie bardzo ważna. Paryż poznałam dzięki Simenonowi. Kiedy po raz pierwszy odwiedziłam to miasto w wieku dwudziestu kilku lat, zwiedzałam je najpierw według książek, które przeczytałam – w dużym stopniu były to „trasy Maigreta”. No i lubię też inne kryminały osadzone w ciekawych czasach i kulturach. Na przykład nasz Ryszard Ćwirlej, piszący o polskich latach 80., Colin Cotterill, piszący o Laosie z lat 70., Andrea Camilleri, który fantastycznie szkicuje klimaty sycylijskie, Arnaldur Indriðason, opisujący współczesną Islandię, czy Tarquin Hall, którego bohater jest Hindusem mieszkającym i prowadzącym swoje śledztwa w Delhi. Oczywiście znam też i lubię książki Alexandra McCall Smitha o uroczej Precious Ramotswe z Botswany i jej Kobiecej Agencji Detektywistycznej nr 1, choć nie uważam ich za typowe kryminały – brak mi w nich prawdziwych zagadek i wielkich tajemnic do rozwikłania. Lubię nietypowego bohatera kryminałów autorstwa Iaina Pearsa – działającego we Włoszech Jonathana Argylla, który jest historykiem sztuki, a jednocześnie ma niezwykły talent do rozwikływania skomplikowanych zagadek związanych z dziełami sztuki. Przepadam też za „wycieczką” w kryminał Umberto Eco, czyli, oczywiście, za Imieniem róży.
ZwB Wspomniała Pani o ekranizacjach Morderstw w Midsomer. Czy jest Pani również fanką innych kryminalnych seriali?
M.K. Midsomery obejrzałam wszystkie i na pewno jeszcze do nich kiedyś wrócę! Poza tym przepadam za serialem o Holmesie z Jeremym Brettem, właśnie oglądamy go wraz z mężem ponownie. Lubię też bardzo brytyjski serial Życie na Marsie, o współczesnym policjancie, który nagle przenosi się w lata 70. – właściwie nie wiadomo, czy się przenosi, czy wszystko mu się tylko wydaje po wypadku, z powodu urazu głowy. Konfrontacja dwóch światów, dwóch stylów pracy w policji, w ogóle dwóch bardzo różnych idei bycia profesjonalistą, którą pokazuje ten serial, absolutnie mnie zachwyca. Zostało mi jeszcze kilka odcinków, więc nie wiem, jak serial się kończy. Poza tym lubię Bergeraka z odtwórcą postaci Barnaby'ego z serialu Midsomer murders, czyli z dużo młodszym Johnem Nettlesem w roli głównej. Dobre tempo, autentyczne lata 80. i ciekawe postaci – bardzo dobrze się ten serial ogląda. Bardzo też lubiłam porucznika Columbo, kiedy serial był emitowany w polskiej telewizji w latach 70., podobało mi się jego pozorne nierozgarnięcie w kontraście z ewidentnym geniuszem w rozwiązywaniu najbardziej skomplikowanych zagadek. Uwielbiałam Kobry, zawsze czekałam z wytęsknieniem na czwartkowe wieczory, kiedy szły kolejne odcinki, a właściwie przedstawienia, bo prawie każdy film był odrębną całością.
ZwB Z polskich autorów kryminałów do przeczytania naszym czytelnikom poleciłaby Pani…
M.K. …z nowych autorów Ryszarda Ćwirleja, piszącego o Poznaniu sprzed dwudziesty kilku lat, z cudownym wyczuciem tamtych czasów, bardzo realistycznie, a jednocześnie z lekką, aczkolwiek ciepłą ironią, bardzo intertekstualnie, nie mogę nie kojarzyć tych książek z takim jakby „peerelowskim Chandlerem”. No bo ludzie rzeczywiście bardzo dużo pili w tamtych czasach, ale gdyby pili tyle wódki co bohaterowie Ćwirleja, to nawet najtwardsza peerelowska wątroba nie wytrzymałaby takiego traktowania. Poza tym trudno mi wymienić nazwiska, czytałam przed 1989 rokiem bardzo chętnie książki z serii z jamnikiem i z kluczem, także polskich autorów, ale nie pamiętam ich nazwisk. Niektóre były bardzo dobre! Szkoda, że zapomniałam, chętnie odszukałabym teraz ich książki. Czytałam też niedawno Uwikłanie Zygmunta Miłoszewskiego, akcja dzieje się we względnie współczesnej Warszawie. Niezłe, choć miałam wrażenie, że kilka wątków zostało wprowadzonych na siłę, po to, by „uszlachetnić” książkę – i nie wyszło jej to na dobre. Szukam czegoś fajnego z warszawskimi klimatami, może Pani mi coś podpowie?
ZwB Pewnie! Polecam książki Tomka Konatkowskiego. Wspomniana przez Panią seria z kluczem została reaktywowana przez Wydawnictwo Zysk i S-ka. Przywraca ono te stare książki do życia, jednocześnie wprowadzając do serii współczesnych polskich autorów, na przykład Katarzynę Rygiel. Proponuję przeczytać zwłaszcza Grę w czerwone. A co Panią najbardziej pociąga w kryminałach? Czego Pani w nich szuka?
M.K. Schemat głównego wątku: kłopoty, tajemnice, zbrodnie, bezsilność – działania bohaterów – prawda i sprawiedliwość. Do tego powinny być dobrze napisane, pokazywać ciekawy i sensowny wycinek świata. Tak zwana poważna literatura męczy mnie często, bo najczęściej ludzie w niej opisani cierpią i nic tego nie jest w stanie zmienić. Ciemność pogłębia się, zniewolenie narasta, ludzie są bezsilni wobec bezmiaru chaosu i niesprawiedliwości. Takiego świata mam na ogół dosyć w relacjach mediów i w opisie historycznym dziejów ludzkości i chętnie sięgam po literaturę, gdzie człowiek przedstawiony jest realistycznie, ale jednak coś czasami udaje się komuś rozjaśnić i wyprostować. Co więcej, jestem przekonana, że ten rozświetlający rys, typowy dla kryminałów, a często nieobecny w literaturze pięknej, jest czymś bardzo prawdziwym i ludzkim. Historia ludzkości to historia mroku i zniewolenia – ale też odkryć, wyzwoleń i zwycięstw nad przeciwnościami losu. Poza tym lubię rozwiązywać zagadki, ale nie takie mechaniczne czy logiczne, tylko społeczne i kulturowe. Dlatego zostałam naukowcem i to też bardzo mnie pociąga w dobrych kryminałach. Najprzyjemniejszym momentem w życiu naukowca jest chwila, gdy pojawia się w głowie taka absolutna eureka!, wreszcie rzeczy, o których się myślało dłuższy czas, zaczynają się składać razem. Jestem chyba uzależniona od tych momentów. W kryminałach można je sobie konsumować jak czekoladki.
ZwB To ciekawe, co Pani powiedziała o tym rozświetlającym rysie kryminałów. Też mam wrażenie, że to tak jest. Wielu ludzi uważa, że czyta się kryminały, bo zawarte jest w nich zło, opisy zbrodni, jakaś mroczna adrenalina, która pomaga ludziom zrealizować poprzez czytanie własne mroczne instynkty. A mnie się wydaje, że to, co najważniejsze w przekazie kryminałów, to właśnie to, że tak wyraźnie pokazują stronę dobra i stronę zła, że zawsze ta dobra strona dąży do zlikwidowania zła, ukarania go. No i faktycznie kryminały podkreślają rolę działania. To trochę jak w starych westernach…
M.K. Dokładnie! Jako dziecko bardzo lubiłam westerny, a najbardziej mi się podobało, że po perypetiach i smutkach zawsze pojawiał się Dzielny Szeryf i wszystko naprawiał. Nie przeszkadzało mi to, co starsi koledzy krytykowali w gatunku, czyli słynne „zabili go i uciekł”. Nawet chyba pomagało w odbiorze. W zarządzaniu nazywamy takie historie near miss stories, czyli historie o prawie porażkach – w oparciu o takie właśnie opowieści studenci, którzy są praktykami biznesu, są najbardziej skłonni uczyć się na cudzych błędach. Kiedy bohaterowi historii zupełnie się nie udało, to słuchacze często nie umieją się identyfikować z bohaterem, odrzucają sytuację twierdząc, że „miał pecha facet” albo że „trafił na złe czasy, taki kryzys to rzeczywiście ciężka sprawa”, albo po prostu uznają, że protagonista nie miał przygotowania czy talentu, żeby sobie poradzić. Natomiast w near-missach rozpoznają siebie samych, empatyzują z bohaterem, który prawie poległ, ale jednak mu się udało, albo właściwie strasznie przegrał sprawę, ale mimo to jakoś tam w końcu wybrnął. To chyba taka też właśnie westernowa mentalność. Poza tym dla mnie w kryminałach krwistość i mroczność korelują negatywnie z moją chęcią czytania. Przemocy w ogóle nie lubię i albo omijam opisy przemocy w książkach, albo całkiem rezygnuję z ich czytania. Na przykład świetny skądinąd Marek Krajewski pokonał mnie w ten sposób już przy pierwszym podejściu.
ZwB A wracając na chwilę do zagadek, wzięłaby Pani udział w zabawie kryminalnej?
M.K. Byliśmy na wiosnę z mężem na takiej zabawie-przedstawieniu w Anglii, to była fantastyczna przygoda. Sztuka nazywała się Murder at the Manor, a rodzaj przedstawienia znany jest w Anglii jako murder mystery event. Aktorzy odgrywają scenki z zagadką kryminalną jako głównym wątkiem, a publiczność ma zgadnąć, kto zabił. W tym czasie podawany jest obiad, aktorzy mieszają się z publicznością, pojawiają się kolejne tropy, większość z nich – fałszywych... Naprawdę było fantastycznie. Chętnie wezmę w takich wydarzeniach udział więcej razy.
ZwB Zgadła Pani, kto zabił?
M.K. Tak :-)
ZwB No to teraz mam pytanie za sto punktów. Czy kryminał może przydać się w zarządzaniu? Może jako opowieść, narracja pełnić funkcję w przekazach firmowych?
M.K. Znana badaczka organizacji, Barbara Czarniawska, uważa, że istnieje bliski związek zarządzania i powieści kryminalnej. Myślę, że warto ją o to spytać, to bardzo ciekawy pomysł!
ZwB …od razu do niej napiszę;-)
M.K. Ja jestem zdania, że wszelka praca naukowa ma w sobie coś z tego gatunku – z pierwotnego chaosu i niepewności zaczyna się wyłaniać coś sensownego, jakieś odkrycie, które na chwilę czyni świat bardziej zrozumiałym. Każdy naukowiec jest troszkę Sherlockiem Holmesem.
ZwB Może tylko zagadki są mniej krwawe… ;-)
M.K. No, dokładnie! Ale za to dzielny detektyw naukowy jest na ogół mniej odważny albo ma odwagę rzadziej cenioną w świecie pozanaukowym – odwagę intelektualną, i tylko taka jest mu potrzebna.
ZwB A lubi Pani może thrillery firmowe właśnie, powieści o wielkich groźnych korporacjach?
M.K. Niespecjalnie, chyba że w wydaniu Sary Paretsky, gdzie słaby człowiek niekiedy wygrywa z potężną korporacją, jak Dawid z Goliatem.
ZwB Często mieszka Pani i wykłada w Szwecji. Zna Pani szwedzkie kryminały?
M.K. Tak, choć ostatnimi czasy rzadziej je czytam, może dlatego, że po powrocie do Polski nie miewam okazji kupowania książek w języku szwedzkim. Lubię czytać książki w oryginale. Najbardziej lubiłam książki Mankella o komisarzu Wallanderze, ale również szwedzkich klasyków gatunku, takich jak Stieg Trenter czy późniejsi słynni w świecie Sjöwall i Wahlöö. Ostatnio zamówiłam sobie pierwszą część słynnej trylogii Stiega Larssona, niestety po angielsku, bo po szwedzku mi się nie udało jej znaleźć. Na ogół fakt, że coś jest bestsellerem, zniechęca mnie do czytania, a nie odwrotnie. W tym przypadku też tak było – ale koleżanka, która na ogół ma podobne gusta czytelnicze, zapewniła mnie, że to naprawdę jest dobre, więc postanowiłam zaryzykować.
ZwB Rozumiem, że się Pani nie zawiodła? Ten autor porusza chyba wiele tematów, które mogłyby Panią zainteresować także jako badacza kultury?
M.K. Właśnie zaczęłam czytać – mojemu mężowi udało się jednak znaleźć egzemplarz po szwedzku, kilka dni temu dostałam w prezencie. Bardzo mi się jak dotąd podoba. Jest naprawdę wciągająca. Ale dopiero zaczęłam czytać, więc nic więcej na razie nie jestem w stanie powiedzieć.
ZwB Kusi Panią napisanie powieści kryminalnej czy woli Pani czytać?
M.K. Gdybym umiała pisać prawdziwe książki, myślę, że zostałabym prawdziwą pisarką...
ZwB Ależ naukowe książki są prawdziwe! Może jednak kiedyś przeczytamy kryminał Pani autorstwa. Serdecznie dziękuję za rozmowę.
M.K. Również dziękuję!
Wywiad przeprowadziła J. Świetlikowska
Monika Kostera (ur.1963) – profesor zarządzania Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego i Växjö University (Szwecja). Członkini rad redakcyjnych najważniejszych światowych czasopism z zakresu zarządzania i teorii organizacji, m.in. "European Management Review", "Journal of Organizational Change Management", "Human Relations", "Management Learning", "Culture and Organization". Autorka m.in. książek: Postmodernizm w zarządzaniu (1996), Antropologia organizacji (2005), Kultura organizacji. Badania etnograficzne polskich firm (2007), Zarządzanie w XXI wieku. Jakość, twórczość, kultura (2009) (pełna lista publikacji).
Kryminały są najlepszym odpoczynkiem - wywiad z Barbarą Czarniawską
Kryminały spod znaku kobiecości - wywiad z prof. Ewą Kraskowską
Gra z kryminałem - wywiad z prof. Anna Martuszewską