Buntuj się, buntuj, gdy światło się mroczy - wywiad z Robertem Liparulo

18.12.2009

ZwB Kim jest Robert Liparulo?

Robert Liparulo Pisarzem i opowiadaczem historii. Pierwszy artykuł i pierwsze opowiadanie opublikowałem w szkole elementarnej i od tamtej pory wciąż piszę. W college’u dużo czasu poświęcałem kinu, a teraz kilka moich książek przerabianych jest na filmy, z czego jestem bardzo zadowolony. Piszę scenariusz. Podróżuję po świecie – przez trzy lata mieszkałem na Azorach, parę lat w Europie, a potem w różnych miejscach Stanów Zjednoczonych. Od dwudziestu lat mam piękną żonę, z którą mam czworo dzieci: dwóch chłopców i dwie dziewczynki. Lubimy podróżować, nurkować, żeglować i wspinać się po górach. Jesteśmy bardzo aktywni.

ZwB Byłeś też dziennikarzem…

R.L. Jako miłośnik fikcji literackiej zacząłem od opowiadań, ale zapotrzebowanie na nie było zbyt małe, więc nie dawało się z tego wyżyć. Niechętnie myślałem o zostaniu dziennikarzem. To się zmieniło i teraz sadzę, że to była jedna z najlepszych rzeczy, jakie w życiu robiłem. Dziennikarstwo sprawiło, iż jestem lepszym powieściopisarzem. Nauczyłem się zbierać materiały i słuchać ludzi, co pomaga mi tworzyć realistyczne dialogi. Wielu czytelników mówi, że podoba im się ilość fachowych szczegółów w moich książkach – zawdzięczam to właśnie dziennikarstwu.

ZwB Jesteś znawcą thrillerów. Co ciekawego dzieje się obecnie w tym gatunku?

R.L. Faktycznie, jestem członkiem organizacji International Thriller Writers, więc spędzam sporo czasu, zajmując się tym gatunkiem: pisząc, czytając, rozmawiając z twórcami thrillerów. Jeden z widocznych trendów jest taki, że główny bohater tych książek nie jest zbyt heroiczny. Jest często dość skomplikowaną postacią z wieloma problemami. Oczywiście w porównaniu z gagatkami, z którymi musi walczyć, okazuje się całkiem w porządku. Ale często jest to postać, w której towarzystwie nie chciałbyś koniecznie przebywać. Pije za dużo, ma kłopoty z prawem, jest nieprzyjemny, irytujący. Drugi trend to wprowadzanie do akcji thrillerów elementów detektywistycznych. Thrillery zawsze miały coś z kryminału, ale obecnie jest to często wyraźniejsze. W książkach pojawia się wiele nagłych niespodziewanych zwrotów akcji – nigdy nie wiesz, co się zaraz stanie. Poza tym rozdziały i sceny stają się coraz krótsze, upodabniają się do scen filmowych. Czytając thriller, masz wrażenie, że „oglądasz” film.

ZwB Których twórców tego typu literatury najbardziej cenisz?

R.L. Lubię czytać książki Davida Morella (twórcy postaci Rambo), Tima Powersa (Wrota Anubisa, Ogłoszenie), Orsona Scotta Carda (Gra Endera), Lee Childa (o Jacku Reacherze), Davida Baldacciego (Władza absolutna), Umberto Eco (Imię róży), Jeffery’ego Deavera (Kolekcjoner kości), Thomasa Perry’ego (The Butcher’s Boy), Elmore’a Leonarda (3:10 do Yumy, Dorwać małego), Clive’a Cusslera (Wydobyć Titanica), Jamesa Rollinsa (czyli Jima Czajkowskiego, autora The Doomsday Key), Steve’a Berry’ego (The Paris Vendetta)... Lista jest bardzo długa.

ZwB A kiedy sam postanowiłeś pisać pełne akcji thrillery?

R.L. Gdy miałem 12 lat, przeczytałem Jestem legendą Richarda Mathesona. W połowie książki główny bohater, Robert Neville, próbuje przenieść rannego psa do domu. Kiedy w końcu mu się to udaje, spędza noc, opiekując się nim. Głaszcząc psa, przypomina sobie przeszłość. Ostatni wers rozdziału brzmi: “Rankiem pies zmarł”. Ten pies był świetny. A scena jego śmierci symbolizowała śmierć życia takiego, jakie istniało dotąd. Zacząłem płakać. I pomyślałem: „Skoro można sprawić, że słowa – tylko SŁOWA! – wywołują płacz dwunastoletniego chłopca, to chcę to robić”. I od lat powtarzam ludziom, że gdy dorastałem, moim marzeniem było umieć wywoływać słowami płacz dwunastolatków.

Podoba mi się suspens w każdej postaci, więc w swoim pisarstwie też do niego dążę. Ale po trzech thrillerach dla dorosłych zacząłem pisać powieści dla nieco młodszych czytelników. Wielu licealistów i studentów odkryło moje thrillery – spotykałem ich w szkołach i klubach miłośników książek. Zauważyłem, że najbardziej interesuje ich fabuła. Ich fascynacja fabułą była tak zaraźliwa, że zdecydowałem się napisać coś specjalnie dla nich.

ZwB Możesz powiedzieć nam kilka słów o tych swoich książkach, których jeszcze nie znamy?

R.L. Comes a Horseman opowiada o dwójce agentów FBI ścigających seryjnego zabójcę. Morderca odwraca sytuację i zaczyna ścigać agentów. To naprowadza ich na ślad globalnego spisku związanego z człowiekiem, który uważa się za Antychrysta i próbuje doprowadzić do spełnienia biblijnej przepowiedni. Deadfall z kolei to historia grupki myśliwych ścierających się z ludźmi terroryzującymi małe miasteczko w Kanadzie za pomocą broni laserowej. Zastanawiałem się, czy ludzie posiadający silniejsza broń zawsze wygrywają. A może jednak przewagę ma ktoś bystrzejszy i bardziej zdeterminowany? Deadlock jest kontynuacją Deadfall – główny bohater walczy w Denver w stanie Kolorado z grupą najemników, którzy porwali jego syna. Porywacze mają do dyspozycji nowoczesną, bardzo zaawansowaną broń, z której nie trafić – jest prawie niemożliwe, więc znów mój bohater jest jakby na przegranej pozycji.

Napisałem też Dreamhouse Kings, cykl książek przygodowych dla nastolatków w wieku 11–18 lat. Opowiadają one o rodzinie, która wprowadziła się do domu z licznymi drzwiami, prowadzącymi do różnych czasów. Nie tylko członkowie tej rodziny mogą cofać się w czasie, także postacie z przeszłości mogą wychodzić do tego domu. I właśnie ktoś taki porywa Mamę. To zabawny cykl, bardzo popularny wśród młodzieży szkolnej.

ZwB Którzy pisarze mieli największy wpływ na Twoją twórczość?

R.L. Zdecydowanie Richard Matheson (postać z Wirusa, Karen Matheson, nosi jego nazwisko), a także Elmore Leonard, Stephen King, Dean Koontz, David Morrell, Thomas Perry, Thomas Harris i C.S. Lewis.

ZwB Jak pracujesz nad książką?

R.L. Wolę pracować w nocy, więc zaczynam pisać wieczorem, a kończę koło czwartej nad ranem. Podczas pisania lubię słuchać muzyki z filmów. Do moich ulubionych ścieżek dźwiękowych należą te z Ostatniego Mohikanina, Gladiatora i Władcy Pierścieni, ale mam ponad 2000 albumów z soundtrackami, więc słucham różnych. Pisząc książkę (inaczej niż wtedy, gdy zbieram materiały do niej), pracuję codziennie, aż ją skończę. Lubię być tak pochłonięty przez opisywaną historię, by czuć, jakby to wszystko wydarzyło się mi. Najlepszym sposobem, aby to osiągnąć, jest myśleć o tej historii przez cały czas. Codziennie po skończonej pracy zapalam cygaro. Cygara relaksują mnie i pomagają na krótką chwilę zapomnieć o książce.

ZwB Skąd wziąłeś pomysł na Wirusa?

R.L. Przeczytałem artykuł na temat tego, jak naukowcy próbowali stworzyć „twórczego wirusa” mogącego leczyć części ciała, które zbyt trudno byłoby operować. Nasunęło mi to myśl, że skoro można modyfikować wirusy w dobrym celu, to ktoś może też stworzyć wirusa ze złych pobudek. Im więcej na ten temat czytałem, tym mocniej byłem przekonany, że zbliżamy się do stworzenia wirusów atakujących tylko określonych ludzi – wirus mógłby „szukać” konkretnej osoby o określonym DNA, byłby to taki wirus-zabójca. Książka powstała w wyniku tych lektur.

ZwB Ile czasu poświęciłeś na wymyślanie fabuły i zbieranie materiałów do tej książki? Domyślam się, że niemało…

R.L. Bardzo mało na wymyślanie fabuły, ale dużo na zbieranie materiałów. Znałem „główne punkty” fabuły, ale chciałem, by to bohaterowie podpowiedzieli mi, jak przechodzić między nimi. To oni wskazywali mi kierunek, w którym miała zmierzać opowieść. Jeśli nie słuchasz swych bohaterów, to znaczy, że nie interesuje cię ich los. A mnie interesuje i mam nadzieję, że czytelników również.

Spędziłem około pół roku na zbieraniu materiałów – i nie robiłem wtedy nic innego. Rozmawiałem z lekarzami, biologami, genetykami, agentami FBI, ludźmi ze Światowej Organizacji Zdrowia i Centrum Zwalczania i Zapobiegania Chorób oraz z ekspertami od wirusologii, krwi i eboli.

ZwB Na co chciałbyś zwrócić uwagę czytelników Wirusa?

R.L. Przede wszystkim na fakt, że wyprodukowanie takiego „twórczego wirusa” staje się możliwe. Czy jesteśmy wystarczająco ostrożni, jeśli chodzi o nasze technologiczne możliwości? Czy jesteśmy pewni, że taka technologia nie wpadnie w złe ręce? Powieść pokazuje, jak bardzo jesteśmy na to narażeni. Karl Litt, czarny charakter, posłużył mi do zwrócenia uwagi na niebezpieczeństwa związane ze zdeprawowaniem i pragnieniem zemsty. Trzej główni (pozytywni) bohaterowie muszą nauczyć się współpracy, choć są całkiem różnymi osobami. Różnice muszą zejść na dalszy plan, gdy do wykonania jest wspólne zadanie. Wykorzystany tu jest fakt, że ludzi więcej łączy niż dzieli.

ZwB Wspomniałeś, że główni bohaterowie powieści są całkiem różnymi osobami. Jakbyś je scharakteryzował?

R.L. Tak, to całkiem różni ludzie. Jedna z bohaterek chce być najlepsza we wszystkim, co robi. Musi zawsze mieć rację i robić rzeczy najważniejsze. Tym się kieruje. Allen jest skoncentrowany na sobie. Nie chce robić czegoś, co zakłóciłoby jego doskonałe życie. Musi nauczyć się zwalczyć tę część swej osobowości, by zrobić to, co należy. Jego brat Stephen szuka odkupienia przez poszukiwania duchowe. Jest wielkim, silnym facetem, zranionym przez tragedię, która zaszła w jego życiu. Stał się spokojny i łagodny. Uczy się wykorzystywać swe umiejętności do powstrzymania zbrodniarza stosującego wirus. Wszyscy oni, by przeżyć, muszą „odłożyć na bok” jakiś osobisty problem.

ZwB Przeczytałem gdzieś, że jesteś „pisarzem chrześcijańskim”. Zgadzasz się z tą opinią? Co to znaczy być chrześcijańskim autorem?

R.L. Nie, określenie “chrześcijański pisarz” kładzie nacisk na obecność „chrześcijaństwa” w tekstach, a ja jestem tylko autorem thrillerów, który „przy okazji” jest chrześcijaninem. W moich książkach nie próbuję prawić kazań – one mają być przede wszystkim rozrywką. Religia może być w nich widoczna tylko dlatego, że mój pogląd na świat jest zgodny z chrześcijaństwem. Są pisarze, tworzący książki o tym, jak być chrześcijaninem, co to znaczy nim być. Ale ja nie piszę takich książek.

ZwB Jak sądzisz, skąd bierze się popularność Twoich powieści?

R.L. Czytelnicy dobrze się bawią, czytając je, czują, że dobrze wydali swoje pieniądze, i nie żałują czasu spędzonego na lekturze. Jeśli ludziom podobają się moje historie i chcą czytać kolejne, to osiągnąłem sukces. Próbuję też sprawić, by ludzie lepiej zrozumieli, co znaczy być człowiekiem. Bardzo mi się podoba, że jesteśmy wszyscy tak różni – mamy odmienne emocje i ambicje, raz nam się powodzi, innym razem doznajemy porażki. Lubię zwracać ludziom uwagę, jakie to wspaniałe móc się rozwijać niezależnie od tego, jakie wyzwania przed nami stają. Niezależnie od tego, jak jest źle, powinniśmy walczyć. To nie znaczy, że zawsze wygramy, że pokonamy wszelkie przeszkody, ale możemy i powinniśmy próbować. Jak pisał Dylan Thomas, „Nie wchodź łagodnie do tej dobrej nocy / Buntuj się, buntuj, gdy światło się mroczy” (przeł. S. Barańczak).

ZwB Wspomniałeś coś o tym, że twoje książki przenoszone są na duży ekran…

R.L. W tej chwili trwają prace nad Wirusem, Deadfall i The Dreamhouse Kings. Właśnie powstają scenariusze. To powolny proces. Każdy z tych filmów ma spory budżet, co jest miłe, ale jednocześnie oznacza, że każdy etap musi być zatwierdzony przez setki komisji i że łatwo im z czymś podpaść. Obiecują, że filmy powstaną, ale na tym etapie nic nie wiadomo. Piszę też oryginalny scenariusz z reżyserem Andrew Davisem (Ścigany, Patrol). Skoro jest tyle projektów, to mam nadzieję, że któryś wkrótce zostanie zrealizowany.

ZwB Nad czym obecnie pracujesz?

R.L. Piszę kolejny thriller, pierwszy, w którym wprowadzam siły nadnaturalne. Mam niezłą zabawę. Książka ma się ukazać jesienią 2010 roku. Pracuję też nad początkiem nowego cyklu dla młodzieży, pod tytułem Hunter (Łowca). To historia o dwóch nastolatkach żyjących w świecie zniszczonym przez wojnę. Mam tyle pomysłów, że mógłbym to pisać, aż bym padł bez sił. Ale napisałem już chyba połowę. W następnym roku sporo czasu spędzę w Hollywood, pracując bliżej z ludźmi przenoszącymi moje książki na ekran. Mam nadzieję, że moja obecność pomoże im skończyć pracę.

ZwB Co chciałbyś na koniec powiedzieć naszym czytelnikom?

R.L. Mam nadzieję, że Wirus przypadnie Wam do gustu, a inne moje książki zostaną przetłumaczone na Wasz język. Miło mi będzie, jeśli do mnie napiszecie (robert@liparulo.com) – uwielbiam kontakt z czytelnikami. Jakoś sobie poradzę z przetłumaczeniem maili od Was i obiecuję odpisać.

Wywiad przeprowadził Bibliotekarz