Jaskrawy żółty strach rozprysnął się na tysiące iskier

07.07.2009

J. C. Wagner, Księżyc z lodu, Warszawa: Santorski & Co 2007, s. 383.

Już początek tej powieści wskazuje na rodzaj prozy, z jakim będziemy mieli do czynienia. Niespieszny rytm, rozbudowane opisy, oszczędne obserwacje świata zewnętrznego i rozliczne wewnętrznego. Psychologiczny thriller.

Dwa wątki przeplatają się tu ze sobą, będąc zarazem w pewnej naturalnej nierównowadze. Silnie rozbudowany wątek Kimmo Joenty, komisarza policji z fińskiego Turku, dominuje. To wycinek jego świata poznajemy najlepiej. W pewnym momencie zaczyna on stykać się z mikroświatem innych ludzi, w tym otoczenia ofiar i zabójcy. Wchodzimy w oszczędnie dawkowaną, skoncentrowaną na introspekcji opowieść o pewnym seryjnym mordercy. Oba wątki coraz bardziej zbliżają się do siebie, tak jak nie pozbawione łutu szczęścia śledztwo zmierza w końcu ku rozwiązaniu.

Kimmo Joencie umiera żona, Sanna. Jest tym faktem zupełnie załamany. Jego świat wali się w gruzy – był on zbudowany na stałej obecności w nim ukochanej kobiety, na wspólnym życiu. Sensem życia komisarza była Sanna. Jej powolna śmierć, zanikająca pod wpływem leków świadomość otoczenia – kończą jej jeszcze młode życie. Pozostaje naga pustka siłą wdzierająca się w umysł Kimmo. Wypełnia go po brzegi żal, lęk, poczucie bezsensu istnienia i umierania. Pozostaje mu jedynie praca, jakoś trzymająca go jeszcze przy życiu. Wymarzona praca w wydziale zabójstw, zrealizowane kiedyś spełnienie wieloletnich starań. Nawet opryskliwy szef, Ketola, nie potrafi obrzydzić mu tej życiowej pasji.

Równolegle, gdzieś niezbyt w sumie daleko, w głowie pewnego młodego człowieka rodzą się upiory. Chory umysł tworzy chorą rzeczywistość. Powoli, z niecierpliwym lękiem przekształca wyimaginowane obrazy w realne fakty, fantazje w plany do zrealizowania. Poznajemy cząstkę tych złożonych stanów świadomości. Zaglądamy w mroczny, umęczony umysł mordercy. W niepokojący, przygnębiający świat jego lęków i żądz, namiętności i obaw wypełniających go i przekraczających kolejne granice.

Śmierć Laury Ojaranty wygląda dość niepozornie. Autopsja wykazuje jednak, że została uduszona, we śnie. Bardzo delikatnie. Nie ma żadnych wyraźnych śladów, nie ma podejrzanych, nie ma świadków, nie ma motywu. Śmierć młodego mężczyzny w sali schroniska pełnej innych śpiących wydaje się zupełnie nierealna. Ktoś udusił go poduszką podczas snu, wcześniej usypiając chloroformem. I znowu nic nie pomaga prowadzącym śledztwo, nie mogą znaleźć żadnego sensownego śladu. A zabójca czuje narastającą w nim moc, siłę rozpierającą jego stłamszone dotąd ego.

Ciekawe są sytuacje opisywane przez pisarza. Ciekawe jest zestawienie tego, co czuje zrozpaczony policjant i zrozpaczony mąż zamordowanej kobiety. Jak odbierają innych, ich słowa o zrozumieniu, o żalu. Ich gesty i spojrzenia. Śmierć dotykająca Kimmo daje mu wyobrażenie o tym, co czują bliscy ofiar których ciągle spotyka na swojej zawodowej drodze. Wcześniej nigdy nie zastanawiał się nad tym, był zwykłym profesjonalistą skoncentrowanym na pracy. Mówił, że rozumie, co czują, nie mając nawet odrobiny pojęcia, jak te słowa brzmią w ich uszach. Teraz lepiej rozumie innych. W prowadzonym śledztwie Joenta coraz bardziej poddaje się intuicji i przeczuciom. Coraz uważniej i z większym zrozumieniem patrzy i słucha ludzi których spotyka. To pomaga mu coraz lepiej rozumieć samego mordercę.

Powieść pełna jest przygnębiającego, dusznego klimatu. Przytłacza nas rozważaniami Kimmo, jego nieustannymi powrotami do przeszłości. Otacza depresyjnym, onirycznym światem młodego zabójcy. To ludzie postawieni w skrajnych życiowych sytuacjach są bohaterami tej książki. Ludzie cierpiący, w różny sposób, zagubieni, nieszczęśliwi. Fakty są ważne jako kanwa, ale to na emocjach i myślach koncentruje się autor. Na odczuwaniu chwili, na przeżywaniu świata i spotkania z innymi ludźmi. Nie wszystko jest tu jednak tak do końca szare i smutne. Ważna wydaje się w książce wyraźnie brzmiąca nuta optymizmu kryjącego się w powolnej przemianie Kimmo i ludzi, z którymi się styka. W odkrywaniu wokoło siebie czegoś więcej niż tylko kolejne mijające dni, kolejne obojętnie mijane twarze.

Prozę tę cechuje bogactwo szczegółów, drobiazgów na które autor zwraca naszą uwagę. Smutek, który przenika wszystkie jej strony i nadzieja, która wydaje się istnieć mimo całego bólu i zła, które tak wyraźnie dają tu o sobie znać. Egzystencjalne dramaty jednostek nieradzących sobie z życiem, śmiercią, bólem przeradzają się bowiem, przynajmniej czasami, w jakąś nową jakość ich istnienia.

Księżyc z lodu nie jest powieścią dla każdego. Wielbiciele szybkiej akcji nie znajdą tu wiele dla siebie. Ci, którzy nie boją się zaglądać w ciemne czy głęboko ukryte zakamarki ludzkiej duszy powinni być usatysfakcjonowani. Jest to bowiem – podsumowując – ciekawie i dobrze napisana książka mało znanego u nas niemieckiego pisarza Jana Costina Wagnera. Pisarze z Niemiec tworzący tego typu literaturę nie są u nas zbyt popularni. Może warto więc tą właśnie powieścią nadrobić zaległości.

Damian Kopeć