Masz mroczną, wredną, paskudną duszę

27.01.2009

Masz mroczną, wredną, paskudną duszęJ. Rębacz, Zakopane: Pokój z widokiem na cmentarz, Warszawa: Supernowa 2007, s. 280.

„Masz mroczną, wredną, paskudną duszę...” – wyznał sam sobie detektyw Piotr Klucha. Znany nam z poprzedniej książki Jacka Rębacza Zakopane: Sezon na samobójców detektyw z ulicy Gimnazjalnej powraca w kolejnej powieści. Powraca dojrzalszy, bardziej zdystansowany wobec siebie i mniej cierpliwy, zwłaszcza dla ludzi, którzy próbują mu zrobić krzywdę.

Sąsiedztwo cmentarza przynosi pecha. Przekonał się o tym pewien właściciel pensjonatu, położonego właśnie obok malowniczego miejsca wiecznego spoczynku, gdy w sprzątanym pokoju natrafił na gnijącego trupa bez głowy. Od tej głowy i trupa wszystko się zaczęło. Pełne turystów Zakopane stało się areną walk i przepychanek między różnego rodzaju służbami, częściowo zdezorientowaną, a częściowo uwikłaną policją i mniej na szczęście zdezorientowanym Piotrem Kluchą.

Ten ostatni najpierw z zaskoczeniem dostrzega, że wielu jego dawnych znajomych nagle postanowiło odwiedzić Zakopane. Potem dziwi się coraz bardziej, gdy giną oni jeden po drugim. W końcu jest zmuszony włączyć się do gry, a przecież od dawno nie pracuje w WSI, i załatwić sprawy po swojemu. Trochę mu w głowie namiesza dawna namiętność Cindy, o której wspomnienia przewijają się w jego głowie zdecydowanie zbyt często jak na statecznego małżonka, ale ogólnie raczej zachowa zdrowy rozsądek i spróbuje poszukać odpowiedzi na parę zasadniczych pytań. Kim jest tajemniczy trup bez głowy? Czego szuka w Zakopcu niejaki Snake, kumpel Kluchy z Iraku? Czemu giną kolejni ludzie? I jaką w tym rolę odgrywają mrozoodporni turyści z Rosji i Ukrainy?

Jacek Rębacz zupełnie zaskakuje czytelnika. Postać stworzonego przez niego bohatera znacząco ewoluowała. Niby wiedzieliśmy, że Piotr Klucha ma za sobą jakąś mroczną przeszłość, że różne rzeczy musiał w życiu robić, ale kiedy go poznawaliśmy, był niepozornym w gruncie rzeczy facetem, którego spokój od czasu do czasu zakłócała praca. Zresztą, co to za praca, która najczęściej polega na szukaniu zaginionych psów (tu zresztą też takiego zlecenia nie brakuje) lub haków na nieuczciwych przedsiębiorców?

Jak czytamy, Piotr Klucha – „dawniej oficer Wojskowych Służb Informacyjnych. Obecnie prywatny detektyw po przejściach, z czterdziestką na karku, lekką nadwagą i przyprószonymi siwizną włosami. Na pierwszy rzut oka człowiek niepozorny i niezbyt ciekawy” (14). No właśnie, na drugi rzut oka zaś – szybki i zdecydowany przeciwnik, umiejący stawić czoło swoim wrogom, bezpardonowy i brutalny, przypominający swojego dalekiego kolegę po fachu Johna Strattona z powieści Falconera. Jak Klucha sam przed sobą się przyznaje w szczerych do bólu przemyśleniach, „Przecież ty nikomu nie potrafisz powiedzieć, co naprawdę myślisz, co czujesz. Czy ty w ogóle cokolwiek jeszcze czujesz? Sam siebie się boisz. Masz mroczną, wredną, paskudną duszę... No i dobrze mi z tym. Znajdę tych niegrzecznych chłopców i skopię im dupy. Za Snake’a, za Kubę. Za moje spieprzone życie. Tyle jeszcze potrafię zrobić” (s. 221). I nie odpuszcza! Co oczywiście prowadzić musi do spiętrzenia kłopotów i niebezpiecznych akcji.

Jacek Rębacz przeprowadził interesującą rzecz – jego bohater nabrał krzepy, stał się bardziej zdecydowany, a przez to może się naprawdę podobać. Książka jest napisana z werwą i humorem (polecam zwłaszcza obserwacje życia turystów w Zakopanem). Godziwa lektura na spokojniejszy wieczór.

Bibliotekarka

 Jacek Rębacz na ZwB