T. Cegielski, Morderstwo w Alei Róż, Warszawa: WAB 2010, 432 s. (mroczna seria)
Tadeusz Cegielski, znany polski historyk, znawca Warszawy i wolnomularz, swoją debiutancką powieścią przebojem wdarł się na listy bestsellerów kryminalnych. Nie ma w tym przypadku. Morderstwo w Alei Róż to świetny kryminał, w starym dobrym stylu.
Jest rok 1954, Warszawa. Kapitan Ryszard Maria Wirski prowadzi śledztwo w sprawie tajemniczego morderstwa sekretarza Komitetu Wojewódzkiego PZPR, towarzysza Bogusława Szczapy. Wirski stara się postępować zgodnie z regułami sztuki śledczej, której wyuczył się jeszcze przed wojną. Niestety, już jako funkcjonariusz MO musi brać pod uwagę racje wszystkich zainteresowanych stron politycznych, czyli między innymi UB, reprezentowanego tu przez brutalnego i podstępnego, choć raczej w dosyć głupi sposób, majora Kowadłę. Kapitan musi więc lawirować między potrzebami i nakazami różnych stron, starając się przy tym nie stracić nie tylko stanowiska, ale i głowy. Kto może stać za morderstwem dygnitarza partyjnego? Czemu miejsce zbrodni przypomina scenę ze starego kryminału? Jaką rolę w tym wszystkim odgrywa Kowadło?
Powieść Tadeusza Cegielskiego ma wiele mocnych stron. Mamy tu i skomplikowaną intrygę, która szybko wiedzie nas ku bardzo różnym, czasem wykluczającym się tropom. Mamy wspaniałe charakterystyczne postacie, wśród których oczywiście pierwsze skrzypce gra Wirski, ale warto też zwrócić uwagę na kobiety czy wspomnianego już Kowadłę – wydawałoby się idealne odwzorowanie ubeka, bo bohaterowie ci też nas nieraz zaskoczą. I wreszcie mamy miasto, Warszawę – miejsce pamiętające swoją przedwojenną świetność i jednocześnie siedlisko absurdalnej propagandy i budowy Pałacu Kultury, pomnika przyjaźni polsko-radzieckiej.
Odkrywając w miarę czytania tajniki intrygi zaplanowanej przez autora, nie można nie czuć zdumienia, z jaką wirtuozerią wykorzystał on schematy znane nam ze starych dobrych kryminałów (o których zresztą jest często mowa w książce), by utrzymywać prawie do końca książki absolutną równowagę między rozbudowanymi motywami stricte kryminalnymi oraz politycznymi. Czytelnik przez cały czas nie może do końca być pewny, w którą stronę winno postępować śledztwo Wirskiego, co – naturalnie – podsyca jego ciekawość i chęć dalszego czytania powieści.
Sam Wirski jest doskonale skrojony, powiedziałabym na miarę dobrego kryminału. Trochę niedzisiejszy, lekko zrezygnowany z powodu politycznej sytuacji, w jakiej przyszło mu żyć, i intryg, w których musi uczestniczyć, samotny, elegancki, inteligentny. Zna swój fach zbyt dobrze, jak na potrzeby MO z 1954 roku. „Znowu poczuł niemiłe mrowienie. Podejmował – cóż z tego, że jedynie w myślach – niebezpieczną grę. W dodatku nie wiedział na pewno, w imię czego. Czy tylko po to, by udowodnić samemu sobie, że panuje nad tym ubeckim piekłem, że to on, a nie jacyś Kowadłowie kreują rzeczywistość? Doświadczenie śledczego podsuwało mu wniosek: dobry policjant nie odkrywa rzeczywistości, nie wyjaśnia zagadek. On rzeczywistość stwarza – rzecz jasna, nie w sposób dowolny, ale zgodny z pewnymi regułami. Regułami prawa, procedur wewnętrznych policji, zasadami psychologii, wreszcie potrzebami społecznymi, żeby nie powiedzieć – wymogami racji stanu” (s. 84—85). Cóż mu jednak z tej wiedzy, skoro rozwiązanie zagadki może się pojawić w postaci „wrogiej agentury”, ustanowione na naradzie chcących ugrać swoje towarzyszy? A „Wirski, w przeciwieństwie do większości współobywateli, doskonale wiedział, że wrogie agentury rodzą się wyłącznie w gmachu przy Koszykowej oraz innych siedzibach socjalistycznej władzy” (s. 137). I w przeciwieństwie do innych chodzi mu o prawdę, o odkrycie prawdziwego sprawcy morderstwa, o rzetelną pracę. A wszystko to na tle Warszawy z tamtych czasów – miasta niezbyt przyjaznego, pełnego wrogich miejsc, mrocznego i podstępnego, jak jego nowi mieszkańcy, ale które pamięta jeszcze elegancję i czar dawnych czasów, ukrytych gdzieś za ponurym cieniem budującego się Pałacu Kultury.
Mam nadzieję, że Tadeusz Cegielski nie poprzestanie na pierwszej powieści z udziałem kapitana Wirskiego i że szybko zobaczymy na naszych półkach kolejny tom tej dobrze zapowiadającej się serii warszawskich śledztw.
Bibliotekarka
Jak pokochałem papierowych morderców - Tadeusz Cegielski dla ZwB
Morderstwo napisałem dla własnej satysfakcji - wywiad z prof. Tadeuszem Cegielskim