Niektóre cyfry i liczby od wieków uważane były za niezwykłe. Teraz do ich grona radośnie dołącza dziewiątka, skądinąd kwadrat trójki. Przynajmniej w powieści Terry’ego Goodkinda Reguła dziewiątek, połączeniu fantasy i powieści akcji.
Znasz to uczucie, kiedy wszystko powoli zdaje się zmierzać w złym kierunku? Kiedy każde zdarzenie jest jak kamyk dokładany do już niestabilnego rumowiska? Jeszcze jeden kamyczek i lawina może ruszyć. Alex Rahl tak się właśnie czuje. Czuje, że świat wokół niego staje się coraz dziwniejszy. Tak jakby dwudzieste siódme urodziny, które właśnie obchodzi, miały w sobie coś niezwykłego.
Owszem, 27 to trzecia potęga liczby 3, iloczyn trójki i dziewiątki, ale czy to jest racjonalny i sensowny powód do szeregu dziwnych zbiegów okoliczności i nietypowych zdarzeń? Alex nie wierzy w numerologię, ukrytą w liczbach cudowną moc. W zaskakujące właściwości siódemek i trzynastek, w magiczne cyfry i szczęśliwe numerki. Nie wie jeszcze, że w jakimś stopniu pewne liczby towarzyszą mu, czy tego chce, czy nie.
Alexowi nie układa się w życiu. Malowane przez niego spokojne, nostalgiczne krajobrazy nie sprzedają się zbyt dobrze. Ojciec od dawna już nie żyje. Mama od wielu lat przebywa na oddziale zamkniętym szpitala dla psychicznie chorych, na dziewiątym (!) piętrze tej instytucji. Małomówny dziadek dbający o jego wychowanie, były żołnierz jednostki specjalnej, żyje we własnym świecie. Wszystko toczy się zakurzonymi, mało atrakcyjnymi torami. No może poza tym, że Bethany, nowa, fizycznie bardzo atrakcyjna znajoma Alexa, narzuca się mu prawie siłą – lecz on nie czuje do niej nawet grama sympatii. Malarz żyje jednak w miarę zadowolony z siebie i tego, co ma, i choć martwi się brakiem środków do wygodniejszego życia, to nie narzeka, tylko z uporem stawia czoła codzienności.
Pewnego dnia Alex ratuje życie pewnej pięknej nieznajomej, wyciągając ją spod kół pędzącego samochodu. Tak mu się przynajmniej wydaje. Po czym ona dość niespodziewanie znika w pasażu handlowym, gdzie zachwycił ją obraz Alexa wystawiony na sprzedaż w znajdującej się tam galerii. Zostawia mu tylko dosyć dziwne ostrzeżenie, które – co mężczyzna uświadamia sobie później – ma jakiś związek ze słowami wypowiadanymi przez jego szaloną matką: „Strzeż się luster (...) Mogą cię obserwować poprzez lustra”. Spotkanie pozostawia w nim fascynację kobietą, dziwną tęsknotę i niepokój w sercu. Wydarzenia zaś zaczynają nabierać tempa. I nie mają posmaku tak ważnej dla większości małych i dużych chłopców wielkiej przygody, a raczej niosą ze sobą lęk i narastający niepokój. Tajemniczy kupiec z nieukrywaną nienawiścią niszczy obrazy Alexa, bazgrząc po nich niezmywalnym pisakiem obraźliwe słowa, mama kolejny raz wpada w zazwyczaj długotrwały stan zupełnego braku kontaktu ze światem, dziadek ginie tragicznie w pożarze swojego domu, policjanci, z którymi zetknął się malarz, zostają znalezieni ze skręconymi karkami. Jax, bo tak ma na imię dziwna nieznajoma, ponownie zjawia się w świecie malarza i oznajmia mu rzecz absurdalną: „Nie jestem z twojego świata. (...) Jestem człowiekiem odmiennego rodzaju niż ty”. Twierdzi też, że na razie nie może powrócić tam skąd pochodzi.
Jawa to czy sen, prawda czy stopniowa utrata rozumu, której instynktownie od lat Alex się obawia? Jax twierdzi, że wydarzenia w rodzinie Rahlów związane są w jakiś sposób z pewnym proroctwem, że jedynie ktoś ze świata Alexa ma szansę ocalić jej świat. Twierdzi, że jego obrazy są dowodem na szczególną więź łączącą go z jej światem, zawierają bowiem krajobrazy, które ona dobrze zna z autopsji. Jej świat to świat magii, której ta rzeczywistość jest pozbawiona. Ona zaś jest w swoim świecie czarodziejką potrafiącą korzystać z mocy. I nie tylko czarodziejką... Rzeczywistości zaś, w których żyją, mają ze sobą wiele wspólnego, choćby przodków. Zaczyna się wspólna walka odmiennych, choć jakże do siebie podobnych postaci z różnych światów. Walka z siłami zła, brutalna, pełna szalonych pościgów, walk na śmierć i życie, krwawych pojedynków i niespodziewanych zdrad. Czy świat Alexa i świat Jax przetrwają? Kto chce je zniszczyć, w jaki sposób i dlaczego? Jaką tajemnicę posiada od wieków ród Rahlów?
Powieść Terry’ego Goodkinda jest czystą fantazją, w której autor niespecjalnie dba o wiarygodność wydarzeń i sytuacji czy rzetelną psychologię postaci. Zdecydowanie stawia na akcję i fabuła jest jej podporządkowana. Cechą charakterystyczną książki są rozbudowane opisy walki, czyli mówiąc wprost: niezwykle krwawych jatek. Pełne szczegółów i pieczołowicie nakreślonego okrucieństwa. Czuć, że w nich autor czuje się najlepiej. Gorzej już jest z logiką wydarzeń i zawartymi tu przemyśleniami. W końcu jednak nie jest to książka popularnonaukowa, a rozrywkowa. Utopijne wizje są trochę naiwne, poglądy na naukę i technikę zbliżone do tych pełnych wiary i nadziei oczekiwań z początku XX wieku.
Reguła dziewiątek to książka niewymagająca wielkiego wysiłku w czytaniu i niewymuszająca na odbiorcy głębszych przemyśleń. Ma to swoje wady, ale może też być traktowane jako zaleta.
Damian Kopeć