Nieprzewidywalny Jaime Bunda, czyli uważaj, bo prawda cię oszuka

04.08.2010

Pepetela, Tajny agent Jaime Bunda. Historia pewnych tajemnic, przeł. Z. Stanisławska, Warszawa: Claroscuro 2010, 360 s.

Czemu nie? Właściwie ludzkość podzielić można na tych, którzy uwielbiają Jamesa Bonda, i tych, których jego przygody nudzą. Przyznaję, że od pewnego czasu pytanie na temat tego, kiedy do kin trafi nowy film o wymyślonym w Anglii przez Iana Fleminga agencie 007, nie zaprząta zbyt często mej uwagi. Za to od niedawna trzymam kciuki za to, by polski wydawca Pepeteli zdecydował się na kontynuowanie akcji przybliżania nam kryminałów z... Angoli.

Trzymam te kciuki, bo pierwszy w życiu angolski kryminał, który dane mi było przeczytać dopiero tego lata, okazał się książką naprawdę wartą grzechu. Przekomiczny główny bohater powieści Artura Carlosa Maurício Pestany dos Santosa (pisującego pod pseudonimem Pepetela) z marszu zdobył moją sympatię i rozbudził apetyt na kolejne afrykańskie (wyłącznie literackie, rzecz jasna!) zbrodnie. 

Zestawienie nie jest przypadkowe. Tajny agent Jaime Bunda jest fanem wspomnianego Anglika („Bond był jego idolem, chociaż nie podobało mu się, że niemal w każdym filmie miał inną twarz”) i próbuje go we wszystkim naśladować, choć różni ich w gruncie rzeczy wszystko: wygląd, kultura, inteligencja. Także w powodzeniu u kobiet dostrzegam pewną różnicę... co może mieć związek z rozmiarami siedzenia Jaime. Siedzenia, od którego powstał przydomek luandyjskiego detektywa (bunda to po portugalsku... pupa).

Jest też Bunda wielkim miłośnikiem kryminałów, szczególnie amerykańskich („Europejczyk? Przecież oni nie potrafią pisać kryminałów!”, hm, tu bym się z moim szanownym kolegą z południowej półkuli nie zgodził). Do ulubionych autorów nieprzewidywalnego ciemnoskórego policjanta należą znani nam świetnie Spilane, Chandler i Gardner. To od nich zaczerpnął wiedzę, iż nie ma czegoś takiego jak zbrodnia doskonała. Są tylko niedoskonali detektywi.

Śledztwo, które Bunda rozpoczyna na polecenie przełożonych, dotyczy, jak się wydaje, „zbrodni bez śladów zbrodni” – zgwałcono i zabito nastolatkę, a jej zwłoki porzucono na plaży. Dzięki wrodzonemu talentowi do zadawania z pozoru absurdalnych pytań Jaime ustala jednak pewne fakty, mogące niemile wstrząsnąć establishmentem stolicy Angoli. Co więcej okazuje się, że przez przypadek trafił na dużo poważniejszą aferę o międzynarodowym zasięgu.

Luanda z powieści Pepeteli to miasto, w którym wciąż pobrzmiewają echa wieloletniej zbrojnej walki o niepodległość i równie długotrwałej wojny domowej („Łatwiej tu znaleźć kałasznikowa niż uczciwego urzędnika”). Jej mieszkańcy „ufają władzy, ale nie mają do niej zaufania”, na każdym kroku użerać się muszą z biurokracją i godzić z korupcyjnymi przyzwyczajeniami pracowników instytucji rządowych. Do tego wielu z nich to przybysze z innych rejonów kraju, reprezentujący kultury wciąż mocno niepasujące do wymagań nowych, cywilizowanych i demokratycznych czasów. Magia i tradycyjne zwyczaje trzymają się wśród nich mocno, co wścibskiemu Bundzie może nieco przeszkadzać podczas policyjnego dochodzenia.

„Miasto jest prawdziwe, instytucje noszą co prawda wymyślone przeze mnie nazwy, ale mogłyby równie dobrze istnieć w rzeczywistości [...]. Wiem, że tej rzeczywistości daleko jest do ideału, ale tak niestety jest” – mówił Pepetela w wywiadzie udzielonym niedawno naszemu serwisowi. Angolski pisarz nie pierwszy raz opisuje problemy swego państwa w dochodzeniu do normalności. Ten potomek portugalskich kolonizatorów po studiach w Europie i Algierii oraz latach działalności w MPLA walczącej o niepodległość Angoli zamienił karabin na pióro i zdobył międzynarodową sławę jako najwybitniejszy pisarz tego kraju. Na początku trzeciego tysiąclecia opublikował dwie kryminalne powieści (sam autor określa je mianem antykryminałów), w satyryczny sposób ukazujące walkę agenta Jaime ze zbrodnią, a przy okazji demaskujące negatywne zjawiska, których sceną jest jego ojczyzna.

Literacka forma Tajnego agenta... może nieco zaskoczyć miłośników kryminału, przyzwyczajonych do standardowych tekstów o detektywach starających się dorwać sprawców tajemniczych przestępstw – Pepetela podjął w swej książce pewnego rodzaju grę z czytelnikami, wprowadzając na przykład kilku narratorów i występując w roli wszechwładnego twórcy, który jednak sygnalizuje pewne obawy co do własnego bezpieczeństwa. Znakomitym zabiegiem jest też według mnie nadanie występującym na kartach powieści postaciom znaczących i symbolicznych nazwisk (o znaczeniu słowa bunda była już mowa; warto ponadto zwrócić uwagę na pewnego Afrykanera o nazwisku Botha: „Żaden członek tak znanej i szanowanej rodziny nie dopuściłby się złamania prawa, a tym bardziej nie śmiałby zaszkodzić bratniemu narodowi Angoli, który na zawsze pozostanie w kochających sercach Bothów” i przypomnieć sobie, jak nazywał się przywódca RPA w czasach kilkukrotnej interwencji militarnej w Angoli).

Gdybym musiał jednak wskazać element, który w najsilniejszym stopniu przekonał mnie do powieści Pepeteli, to powiedziałbym bez wahania: powiedzonka agenta Bundy! Ich siła rażenia porównywalna jest moim zdaniem ze słynnymi cytatami z Chandlera. Dwa przykłady z brzegu: „Uważaj, bo prawda cię oszuka, jak mawiał hiszpański poeta Kierkegaard”, „W robocie śpi się tylko w dzień, jak mawiał Jan Paweł vel Jean Paul, nie Drugi, ale Belmondo”.

Czy jeszcze ktoś się dziwi, że z niecierpliwością czekam na wieści dotyczące polskiego wydania kontynuacji Tajnego agenta Jaime Bundy, zatytułowanej po portugalsku Jaime Bunda e a Morte do Americano?

Bibliotekarz

Tajny agent Jaime Bunda już w księgarniach 

Pepetela, Tajny agent Jaime Bunda - fragment

W młodości byłem wielkim fanem kryminałów - wywiad z Pepetelą

Zawsze wolałam efektownych bohaterów - wywiad z Zofią Stanisławską (tłumaczką Pepeteli)