J. Małecki, Zaksięgowani, Warszawa: Powergraph 2009, 316 s.
Jakub Małecki, autor Błędów i Przemytnika cudu, tym razem postanowił zaprezentować czytelnikom wybór swoich krótszych tekstów. Nie uczynił jednak tak jak wielu innych, gromadząc w jednym tomie mniej lub bardziej udane różności, jakie wyszły spod jego klawiatury… Wiele wskazuje na to, że Zaksięgowani w założeniu mieli być zbiorem koncepcyjnym, literackim odpowiednikiem koncept albumu. Świadczyć o tym mogą tytuły pierwszego i ostatniego tekstu („Szach…” i „…mat”), który tak naprawdę jest jednym – rozdzielonym przez dwieście osiemdziesiąt stron książki – opowiadaniem, czy umieszczenie w poszczególnych tekstach szeregu odniesień do innych (krańcowym przypadkiem jest tu fabularne połączenie „Ceny drwiny” i „…mat”). Gdyby ktoś miał wątpliwości co do takiego odczytania zamierzeń autora, zostaje to na dokładkę dość jednoznacznie zaanonsowane w umieszczonej na tylnej stronie okładki Zaksięgowanych notce, w której czytamy między innymi: „Siedemnaście opowiadań grozy o piekle świata finansów i korporacyjnych biurowców, o samotności, śmierci i miłości”.
Czy ten zamysł został uwieńczony sukcesem?
I tak, i nie.
Pomimo tego, że zdecydowana większość zawartości Zaksięgowanych prezentuje wysoki poziom, trzeba stwierdzić, że – pozostając przy muzycznych porównaniach – kilka z nich stanowi nieprzyjemny dysonans. Mam tu na myśli przede wszystkim „Śmierć Szklanego Kazimierza”, stanowiącą przybraną w ciuszki science fiction opowiastkę demaskującą wredotę mediów, i „Oszronione palce magików”, czyli historyjkę, której początek obiecuje wiele, a przewidywalne do bólu zakończenie wywołuje mimowolny sprzeciw i pytanie o sens prezentowania czegoś takiego szerszej publiczności.
Zbiory opowiadań mają oczywiście to do siebie, że zazwyczaj zawierają teksty różnorodne, w czym zresztą można upatrywać ich siły. Jednak jeśli autor (a może wydawca?) stawia sobie za cel stworzenie tomu koncepcyjnego, wówczas ta różnorodność powinna mieścić się w przyjętych ramach.
W omawianym przypadku, niestety, zabrakło konsekwencji.
Małecki w szeregu opowiadań z Zaksięgowanych wkracza na zdradliwą ścieżkę miejskiej magii, na której już niejeden połamał sobie kończyny. O ile w przypadku „Pocałunku Białego Chłopca” czy „Pana pianisty i czartów” udało mu się uzyskać ciekawy, niepokojący efekt przenikania się światów realnego i nadrealnego, z przekonująco zarysowanymi elementami tego drugiego, bezlitośnie niweczącego nasze złudne poczucie bezpieczeństwa, to przy „Pisarzach i ordercach” stworzył jedynie nieco naiwną w swej wymowie maskaradę.
Nie jest jednak tak źle, jak mogłoby wynikać z powyższego. Jakub Małecki należy do grona utalentowanych pisarzy i udowadnia to również Zaksięgowanymi. Do moich bezwzględnych faworytów tego zbioru zaliczyłbym „Nic” – przejmującą historię skazanej na przegraną próby ucieczki przed samotnością, „Cenę drwiny” – bezpretensjonalną przypowieść o tym, jak wielką cenę trzeba płacić za głupotę, no i „Króla Rugera na zbutwiałym tronie”, w którym fikcja została odmalowana w tak wiarygodny sposób, że ma się wrażenie, iż czyta się relację z rzeczywistych wydarzeń.
Zaksięgowani nie są złą książką, bynajmniej. To bardzo dobry, momentami porywający zbiór napisanych barwnym stylem opowiadań grozy. Tym większy więc czuję dyskomfort. Bo gdyby nieco go skrócić i dopracować, byłby po prostu rewelacyjny.
Kazimierz Kyrcz Jr