C. Dexter, Śmierć w Jericho, przeł. E. Jusewicz-Kalter, Gdańsk: GWP/FunkyBooks 2010, 280 s.
Pierwsze skojarzenie z nazwą Jerycho, to z pewnością biblijne miasto, położone we wschodniej części Palestyny. Nie jest to jednak jedyne miejsce o tej nazwie i wcale nie trzeba szukać aż tak daleko. Nawet w Anglii, w Oksfordzie, znajduje się dzielnica zwana Jericho. „W lokalnych księgarniach próżno szukać przewodników po dzielnicy, a pochodzenie jej tajemniczej nazwy nawet wśród najstarszych mieszkańców jest interpretowane na różne sposoby" (s. 25). Śmierć z pewnością z lubością będzie zbierała żniwo w tak niezwykłym miejscu. A jeśli w Oksfordzie w jakimś miejscu pojawi się nieboszczyk, na pewno pojawi się tam również inspektor Morse.
Każdemu czytelnikowi, który już miał przyjemność poznać nietypowego stróża prawa z Komisariatu Policji Doliny Tamizy, nie trzeba przypominać, towarzystwo której płci inspektor lubi najbardziej. Tym razem serce Morse'a zwraca się w kierunku poznanej na przyjęciu Anny Scott, atrakcyjnej kobiety zajmującej się udzielaniem językowych korepetycji. Jak łatwo można przypuszczać, to nie chęć rozwinięcia lingwistycznych talentów zachęciła inspektora do złożenia pewnego październikowego popołudnia wizyty nowej znajomej. Niestety, Morse odrobinę się spóźnił. Nie dość, że Anna w momencie złożenia jej wizyty nie należała już do świata żywych, to jeszcze ktoś widział go wychodzącego z domu denatki przed przyjazdem policji. A parę dni później w Jericho ginie kolejna osoba. Czy te dwie śmierci są ze sobą powiązane? Inspektor wysila szare komórki, sącząc kolejne piwa, podczas gdy morderca wciąż jest na wolności...
Stwierdzić, że Colin Dexter pisze kryminały sprawnie, to zdecydowanie za mało. Pisze świetnie, błyskotliwie i niezmiernie zajmująco. Zaprojektowana przez niego intryga jest wielowątkowa, pojawia się spora grupa podejrzanych, którzy mogli czerpać korzyści ze śmierci danej osoby. A na dodatek pozwala sobie na wyszukany, ironiczny humor, który sprawia, że kryminał nabiera dodatkowego, wysublimowanego smaku.
Dexter w Śmierci w Jericho prowadzi z czytelnikiem pewną grę. Nie tylko podrzuca mimochodem informacje tylko na pierwszy rzut oka mało znaczące. Czasem wręcz bardzo mocno akcentuje znaczenie jakiegoś szczegółu komentarzami w stylu: „ale nadal niczego się nie domyślił” (s. 178), „W tym właśnie momencie równie mała odległość dzieliła go od odkrycia prawdy (...)” (s. 82). Sprawia to, że czytelnik podejmuje rywalizację z inspektorem, kto pierwszy pozna sekret zagadkowych zgonów w Jericho. Przyznam, że sama wzięłam udział w tych nieformalnych zawodach. I mimo że zaledwie na parę stron przed końcem trzymałam się kurczowo swojego rozwiązania, Dexter boleśnie rozwiał moje przekonanie o własnych zdolnościach detektywistycznych. Ale nie mogłam długo się na niego gniewać. Każdy czytelnik kryminałów lubi być przecież zaskakiwany. Dexter doskonale sobie z tego zdaje z tego sprawę i to właśnie serwuje swoim sympatykom.
Czym byłby świetny kryminał bez dobrego detektywa? A czym byłby dobry detektyw bez sprawnego pomocnika? Holmes ma Watsona, Poirota wspiera Hastings, a Morse najlepiej działa w parze z sierżantem Lewisem. „Ten człowiek był niezepsuty: uczciwy, bezpretensjonalny, niemal skromny w sposobie, w jaki przeżywał swoje życie i podchodził do filozofii. Człowiek sympatyczny, dobry” (s. 225). Ze wszystkich asystentów słynnych detektywów, jakich było mi dane poznać, do sierżanta Lewisa mam największa sympatię. Podoba mi się, że Dexter, kreując swojego detektywa, nie zapomniał też o postaciach drugoplanowych, i je także sprawnie zaprojektował. I zrobił to w taki sposób, żeby zyskać sympatię czytelnika nie tylko dla specyficznego Morse'a, ale również dla jego współpracowników.
Patrząc na szybko topniejącą listę pozycji uwielbianej przeze mnie Agathy Christie, z którymi nie zdążyłam się jeszcze zapoznać, zastanawiałam się, czyjego autorstwa kryminałami je zastąpię. Po przeczytaniu trzech powieści Dextera śmiem twierdzić, że znalazłam jej rewelacyjne zastępstwo. Podoba mi się sposób, w jaki Morse zbiera dowody, jak je analizuje i wiąże ze sobą fakty, a nawet coraz to nowe teorie, jakie inspektor wymyśla podczas prowadzonego przez siebie śledztwa. Intryga, tak jak i u królowej kryminału, jest również z najwyższej półki. Wszystko to sprawia, że miłośnicy Christie z pewnością polubią powieści Dextera.
Na zakończenie warto nadmienić, że Śmierć w Jericho powoli odkrywa czytelnikowi największy sekret inspektora. Czy kiedykolwiek bowiem Morse wyznał, jak ma na imię? Tym razem Dexter zdradza nam już pierwszą literę. Nie można mieć jednak wszystkiego od razu. Ale przecież główkowanie nad poszlakami jest tym, co sympatycy Morse'a lubią najbardziej. A może ktoś z czytelników ma już własną teorię?
Marzena Gawlak
Colin Dexter, Śmierć w Jericho - fragment