Co komu uczynisz, wróci do ciebie

04.01.2010

T. Monsour, Zimna krew, przeł. A. Łaskarzewska, Warszawa: Aurum 2009, s. 304.

Zimna krew autorstwa Theresy Monsour to kontynuacja poprzedniej jej książki Czyste cięcie. Kontynuacja zarówno fabularnych losów głównej bohaterki Paris Murphy, jak samej konstrukcji książki, opartej na zabiegu przedstawienia na początku książki postaci mordercy i jego przemyśleń.

Jak pamiętamy, Paris miała bardzo trudne przejścia w starciu z pewnym psychopatycznym doktorkiem. Jej zwycięstwo w walce z nim było możliwe jedynie dzięki temu, że zarzuciła schematy policyjnego postępowania i zaczęła myśleć i czuć jak on. Do czego to doprowadziło, nie będę pisała, bo może ktoś jeszcze nie czytał tej książki. Zimna krew rozpoczyna się od weselnego przyjęcia, które postanawia opuścić Bunny Pederson, druhna odziana w brzoskwiniową suknię, zbyt zmęczona i pijana, by zostać i zachować konwenanse. Droga do domu okazała się dla niej drogą ku śmierci. Pojawił się bowiem na niej Justice Trip, psychopatyczny morderca o znaczącym nazwisku. Oszołomiony alkoholem i narkotykami sięga po swój najlepszy narkotyk, czyli morderstwo, i przejeżdża Bunny. Celebruje śmierć kobiety, zabierając jej ciało i odcinając palec, który potem niby znajduje w trakcie poszukiwań kobiety. Znalezisko czyni go atrakcyjnym dla mediów i tak właśnie – na telewizyjnym ekranie – dostrzega go Paris. Od razu wzbudza on w niej podejrzenia, zwłaszcza że wydaje jej się bardzo znajomy. Z czasem policjantka przypomina sobie, że Trip jest jednym z jej szkolnych kolegów, wyśmiewanym i upokarzanym przez innych uczniów. Jak te upokorzenia wpłynęły na psychikę Justice’a? Jaką rolę w jego wspomnieniach odgrywa Paris? Co tak naprawdę rozgrywa się między mordercą a policjantką? 

Theresa Monsour ponownie eksploruje psychikę i zachowania mordercy i bardzo trudną relację między zabójcą i policjantem, między ściganym a ścigającym. Mordercą kierują jednak inne niż w poprzedniej książce motywy, a kliniczna nazwa jego zaburzenia będzie zdecydowanie inaczej brzmiała niż w przypadku Michaelsa z Czystego cięcia, choć istnieją między nimi pewne podobieństwa. Inne jest również to, że o ile doktor wzbudza w policjantce niebezpieczną fascynację, Trip wręcz przeciwnie. Paris darzy go coraz większą niechęcią i czuje wobec niego coraz większą odrazę. Na wiele tropów naprowadza imię i nazwisko nadane przez autorkę swojemu bohaterowi, a także jego pseudonimy. Gra między nimi wyraźnie bawi autorkę, ale spełnia też ważniejszą rolę – odsłania przed czytelnikiem możliwe interpretacje postępowania bohatera i naprowadza na różne odczytania książki. Justice Trip, Trip, Sweet Justice – sprawiedliwa podróż, podróż narkotyczna, słodka sprawiedliwość. O jaką podróż chodzi? Jaki odlot? Nie bez powodu też Justice jest komiwojażerem, a jego narzędziem zbrodni jest samochód. Za co może mścić się Justice? Za co potrzebne jest zadośćuczynienie?

Słowo „zadośćuczynienie” również pojawia się nieprzypadkowo. Głównym motywem przewijającym się przez całą książkę jest zdanie: „Co komu uczynisz, wróci do ciebie”. Jest ono dewizą Justice’a i uzasadnia według niego jego czyny. Przywodzi na myśl – choć może to odległe skojarzenie, bo niewyrażone wprost w książce – wicceańskie Prawo Trójpowrotu („Cokolwiek uczynisz, dobrego czy złego, powróci do ciebie po trzykroć”) i zasady, na których opiera się ta religia (wyraźnie dwoista natura wszechświata, a w książce wyraźny podział na dwie siły, które choć w ciągłym starciu, zawsze istnieją zależnie od siebie). Cykl zbrodni, jaki dokonuje się w rodzinie Tripa, ma swój finał w słowach jego matki. Jakich? Odpowiedź już znacie.

Pozornie jest więc to całkiem dobra książka o pewnym narkomanie, który miał trudne dzieciństwo, a którego pokonała świetna policjantka z intuicją, choć z niespecjalnie udanym życiem prywatnym. Pozornie, bo jest to też książka o tym, co może kierować ludźmi, o tym, że zdarzenia, czasem źle interpretowane, uruchamiają lawinę zbrodni i cykl winy i zadośćuczynienia, któremu może nie być końca. Może też książka o tym, że wszyscy jesteśmy ludźmi, a niektóre czyny nie są od nas tak bardzo zależne, jak nam się wydaje… 

Bibliotekarka

Theresa Monsour, Zimna krew - fragment 

Książki T. Monsour na ZwB

Paris Murphy ma w sobie sporo ze mnie - wywiad z Theresą Monsour