Był sobie nie taki zły złodziej

29.10.2009

J. Skowroński, Był sobie złodziej, Kraków: Wydawnictwo Otwarte 2009, 230 s.

Był sobie złodziej... Pomysłowy mężczyzna, który doskonale wiedział, jakie cechy charakteru najbardziej liczą się w jego fachu. I była sobie czytelniczka, która doskonale wiedziała, czego szuka w literaturze kryminalnej i jakie ma wobec niej oczekiwania. Spotkali się przypadkiem, choć wielu powie, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Każde z nich zostało zaskoczone. On przez mężczyznę wysiadającego z windy, ona... przez jego historię, całkowicie odmienną od tego, co zwykła czytać...

Jacek Skowroński jest pisarzem, tłumaczem i zastępcą redaktora naczelnego fantastyczno-kryminalnego kwartalnika „QFANT”. Krótka notka zamieszczona na tylnej stronie okładki zdradza, że pisarz potrafi również posługiwać się karabinem maszynowym, prowadzić elektryczne lokomotywy, a w wolnym czasie sięga po powieści Chandlera. Na oficjalnej stronie Skowrońskiego nie znalazłam żadnych informacji o innych książkach jego autorstwa. Jeśli jednak zrodzi się w jego głowie pomysł równie dobry jak Był sobie złodziej, to niecierpliwie będę oczekiwać premiery. Moja opinia o recenzowanej pozycji jest bowiem jak najbardziej pozytywna.

Przyjrzyjmy się teraz bliżej głównemu bohaterowi. Rafał jest złodziejem. Posiadającym - o ile to możliwe w tej profesji - własny kodeks moralny. Nie okrada biedaków ciężko pracujących na życie. Na jego zawodowy celownik trafiają raczej ci, którzy sami w swoich działaniach balansują na granicy uczciwości. Pracuje sam, powoli i starannie przygotowując się do skoku. Zebranie informacji, zbadanie terenu - włamanie powinno być przygotowane w każdym szczególe. Jak to jednak w życiu bywa, nadszedł moment, gdy mimo tych wszystkich starań coś przeszkodziło w realizacji planu. A konkretniej ktoś - tajemniczy mężczyzna o szklistych, przezroczystych oczach, czekający na Rafała przed drzwiami obrabianego mieszkania...

Myślę, że tylko tyle z fabuły można zdradzić czytelnikowi, pozostawiając mu możliwość samodzielnego w niej uczestniczenia i odkrywania kolejnych, zaskakujących faktów. Surowy styl książki, brak podziału na rozdziały, niewiele dialogów, za to przede wszystkim zagłębianie się w duszę i umysł głównego bohatera - wszystko to w pierwszej chwili wydaje się mało zajmujące. Zapewniam jednak, że to tylko pozory. Wystarczy dosłownie parę stron, żeby zanurzyć się głęboko w świecie Rafała. Czytelnik wie, że złodziej to "ten zły", a jednak coś sprawia, że protagonista wkrada się w jego łaski, więc zaczyna w pewien sposób mu kibicować. Może dlatego, że stara się zrozumieć jego punkt widzenia? Może dlatego, że mimo wszystkich złych postępków, jakie złodziej ma na swoim koncie, czytelnik docenia jego spryt, cierpliwość, a także... serce?

Jestem pełna podziwu dla Skowrońskiego za wyjątkowo plastyczną i dopracowaną w detalach historię. Zaczyna się ona spokojnie, nawet niewinnie, by za jakiś czas zaskoczyć natłokiem wydarzeń, w których główny bohater mniej lub bardziej chętnie bierze udział. Autor często sięga po specyficzne, "branżowe" słownictwo, dla laika trudne do zrozumienia. Zabieg ten, jak również dołączenie technicznych i organizacyjnych szczegółów dotyczących "pracy" złodzieja, sprzętu czy zdobycia fałszywych dokumentów, bardzo podnosi wiarygodność powieści. Czytam i zastanawiam się, jak bardzo jesteśmy łatwowierni, jak łatwo nas podejść, oszukać. Jak proste może być okradzenie drugiego człowieka, skoro tak mało zachowujemy środków ostrożności. Ale z drugiej strony, prócz krętaczy i mniejszych czy większych oszustów ciągle na naszej drodze mogą stanąć ci bezinteresowni, którzy pomogą, nie pytając dlaczego. Skowroński balansuje na linii oddzielającej dobre uczynki od złych, skłaniając czytelnika do refleksji nad tym, jak sami byśmy postąpili w podobnej sytuacji. I przekonując, że nie wszystko jest tak oczywiste, jak mogłoby się wydawać.

Po zapoznaniu się z całą historią z chęcią pokusiłabym się o wnikliwe przeanalizowanie fabuły, tu jednak tego zrobić nie mogę, żeby nie psuć czytelnikom przyjemności z lektury. Jest to jedna z tych książek, których nie można po przeczytaniu po prostu odłożyć na półkę. Ważę ją chwilę w dłoni, zamyślam się i zastanawiam, jak bardzo skomplikowaną istotą jest człowiek...

Był sobie złodziej to książka zimna. Generalnie smutna, momentami nawet tragiczna, zaskakująca. Czasem jednak pojawia się światełko w tunelu. To nietypowa opowieść pisana z perspektywy mężczyzny, któremu jeden fałszywy krok drastycznie zmienia całe życie. Po raz pierwszy podczas kryminalnej lektury znalazłam się nie koło detektywa, ale w umyśle przestępcy, i okazało się to ogromnie wciągającym doświadczeniem.

Z całą pewnością warto przeczytać. W szkolnej skali, ode mnie zdecydowana piątka.

Marzena Gawlak

 

Czy Pan naprawdę jest złodziejem? - wywiad z Jackiem Skowrońskim