Rick Mofina o Sześciu sekundach

23.06.2010

Za tydzień do polskich księgarń trafi bestsellerowy thriller kanadyjskiego pisarza Ricka Mofiny Sześć sekund. A już dziś publikujemy tekst napisany przez Autora specjalnie dla naszego serwisu, prezentujący kulisy powstania tej powieści.

Napisanie Sześciu sekund zajęło mi całe lata.

Pozwólcie, że cofniemy się do września 1984 roku, gdy do kanadyjskiej stolicy, Ottawy, przybył papież Jan Paweł II. Papieska flotylla płynęła wzdłuż Kanału Rideau przecinającego serce miasta. Kanał był najkrótszą drogą z Carleton University, gdzie studiowałem dziennikarstwo i literaturę angielską oraz miałem przyjemność uczęszczać na kurs o nazwie „Amerykańska proza detektywistyczna”.

Wraz z wieloma innymi studentami stałem w tłumie tysięcy widzów, którzy znaleźli się w okolicy tej pięknej drogi wodnej. Byliśmy świadkami wspaniałego historycznego dnia.

Stałem za studentem, którego znałem z uczelni. Byliśmy na trawiastym wzgórzu, dającym znakomity widok na oddalony o około 40 jardów kanał. Student trzymał małą torbę sportową i obserwował wydarzenie.

W najbliższym otoczeniu nigdzie nie widać było ochrony.

Zahuczały policyjne łodzie, a potem rozległa się wielka owacja i pojawiła się mała łódka Ojca Świętego. Gdy mijała ona miejsce, w którym staliśmy, student stwierdził, że papież jest słabo chroniony i że chciałby mieć w swej torbie karabin.

Szczęka mi opadła.

“Tylko żartowałem”, powiedział chłopak, uśmiechnął się i z powrotem zaczął spoglądać w stronę fali wywołanej przez przepływającego Jana Pawła II.

Później, gdy brałem udział w wielkiej mszy na świeżym powietrzu, rozmyślałem o tym studencie. W pamięci miałem zdjęcia przedstawiające próbę zamachu na papieża przeprowadzoną przez Mehmeta Ali Agcę trzy lata wcześniej.

Zrozumiałem, że ziarno opowieści zostało zasiane.

Zacząłem potajemnie coś pisać, mając nadzieję, że pewnego dnia zdołam to opublikować. W kolejnych latach śledziłem materiały z wizyt papieskich w innych krajach.

Kilka lat później jako reporter pracowałem z kolegą nad materiałem dotyczącym rocznicy nieudanego zamachu na prezydenta Stanów Zjednoczonych Richarda Nixona. Niedoszły zabójca napisał w swoim dzienniku, że to demonstranci protestujący przeciwko wojnie uniemożliwili mu zabicie prezydenta. Rozmawialiśmy o tym z wieloma osobami. Na przykład z byłymi agentami amerykańskich tajnych służb, którzy opowiadali o stresie ludzi chroniących VIP-ów i swej pracy „poza sceną”.

Kolejne ziarno zostało zasiane.

Przenieśmy się do czasu po tragicznych zdarzeniach z 11 września 2001 roku; siedem miesięcy po nich pracowałem jako korespondent dla pewnej krajowej agencji informacyjnej. Zostałem wyznaczony do towarzyszenia premierowi Kanady w podróży do Afryki.

Podczas tej podróży zatrzymał mnie widok małego chłopca w pewnej nigeryjskiej wiosce ubranego w T-shirt ozdobiony podobizną Osamy Bin Ladena i słowami oceniającymi go jako największego bohatera.

Ta scena wstrząsnęła mną.

Opowieść puściła korzenie.

Podczas tej samej podróży odwiedziliśmy Etiopię. Trafiliśmy do górskich wiosek z lepianek. Zafascynował mnie też widok starych kobiet tkających tkaniny w slumsach Addis Abeby.

Przyglądając się spotkaniom przywódców państw z przedstawicielami społeczeństwa, pamiętałem, że członkowie ochrony są zawsze zaniepokojeni potrząsaniem dłoni i poklepywaniem osłanianych przez nich VIP-ów.

Kolejne ziarna zostały zasiane.

Te wszystkie chwile wciąż pozostają w mej pamięci; także te inne, jak zwiedzanie bazarów w marokańskim Rabacie, rozmowa z uzbrojonymi strażnikami pałacowymi w senegalskim Dakarze czy jazda przez Kuwejt na północ ku pustynnej granicy z Irakiem, by posłuchać ONZ-owskich żołnierzy w strefie zdemilitaryzowanej, mówiących o minach przeciwpiechotnych, których ofiarami padają irackie dzieci.

Sześć sekund, mój standalone thriller, powstało ze zderzenia wspomnień tych wszystkich chwil, moich doświadczeń i wyobraźni.

A wszystkie zasiane ziarna zaczęły zmieniać się w „a co by było, gdyby”.

Co by było, gdyby przeciętna kalifornijska rodzina z przedmieść, przeżywająca problemy finansowe, zaczęła się rozpadać? I co by było, gdyby pewien detektyw prowadził śledztwo w sprawie tajemniczej śmierci rodziny dziennikarza w Górach Skalistych? I co by było, gdyby ten dziennikarz był z Waszyngtonu, gdzie zajmował się sprawą światowego spisku wymierzonego w wysoko postawiony cel?

Co by było, gdyby pewna Brytyjka, która przeżyła niewyobrażalną tragedię, została odnaleziona samotnie na bliskowschodniej pustyni i przedostała się do Ameryki?

A co by było, gdyby dwie zdesperowane matki z dwóch różnych światów znalazły się na kursie kolizyjnym, co w efekcie mogłoby wstrząsnąć całym światem?

Oto historia o Sześciu sekundach, opowieść o tym, jak możemy zareagować na nasze największe lęki. Powieść rozgrywa się w różnych miejscach świata. Ukazuje kalifornijską matkę desperacko szukającą swego uprowadzonego syna, męczące śledztwo w sprawie dziwnych zgonów w kanadyjskich górach i brytyjską pielęgniarkę, urodzoną we wschodnim Londynie, która poniosła stratę nie do zniesienia podczas pracy za granicą. To opowieść o dwóch matkach, nieznajomych z różnych światów, których losy splatają się przez planowany zamach – w którym bronią ma być zaginiony chłopiec z Kalifornii.

Rick Mofina

 

Autor zaprasza na swoją stronę internetową i namawia do zasubskrybowania newslettera.

 

U podstaw działania leży wiara - recenzja

Chcę zabrać czytelnika w podróż wywołującą dreszcz emocji - wywiad z Rickiem Mofiną