W makabrycznych thrillerach czuję się jak ryba w wodzie - wywiadzik z Dariuszem Rekoszem

14.06.2010

Siostrzyczka Dariusza Rekosza jest już od jakiegoś czasu dostępna w księgarniach. Poniżej zamieszczamy zapis rozmowy z autorem na temat tego krwawego thrillera, a także jego wcześniejszych książek i literackich planów na przyszłość.

ZwB Na ZwB co i rusz pojawiają się informacje o kolejnych książkach sygnowanych nazwiskiem Rekosz. Jak ty to robisz?! Skąd czerpiesz pomysły na kolejne niesamowite fabuły?

Dariusz Rekosz Kupuję na bazarze. Albo nie! Mam taki specjalny program komputerowy, któremu zadaję listę parametrów, np.: „morderstwo, kobieta, dwóch mężczyzn, policjant, pościg samochodem, wybuch dynamitu, członki latają w powietrzu, rewolwer, sztuczna szczęka oraz gazeta z nieprzyzwoitymi zdjęciami” – wciskam ENTER i program sam pisze mi powieść („sztuczna szczęka” jest dla zmyłki).

A jak jest naprawdę? Zdradzę największą tajemnicę wszystkich pisarzy – „każda książka powstaje w głowie”. Późniejsze jej „napisanie” jest sprawą wtórną, techniczną. Proces twórczy jest zatem inicjowany abstrakcyjnie, na podstawie tego, co przeżyliśmy lub na podstawie tego, czego nie przeżyliśmy (co chcielibyśmy przeżyć, czego nie chcielibyśmy przeżyć lub,o czym dowiedzieliśmy się w czasie naszego życia). Wynika z tego niezbicie, że na teksty (w tym teksty książek), które tworzymy, niewątpliwy wpływ miały nasze przeżycia oraz przeczytane w przeszłości książki innych twórców.

Zapewne nie inaczej było (jest) ze mną. Pomysły rodzą się z pomocą obrazów, jakie podpowiada mi moja dorosła świadomość. Od zawsze fascynowały mnie historie: zagadkowe, z dreszczykiem, z zagmatwaną tajemnicą, z poszukiwaniem skarbów, „on goni” lub „jego gonią” – i takie też są zapewne moje książki. Jeżeli dodamy do tego niektóre miejsca, niektórych ludzi (a przynajmniej ich nazwiska) oraz niektóre sytuacje, jakie (być może) przytrafiły mi się kiedyś-tam, to mamy odpowiedź.

Rekosz stara się dać rozrywkę szarym komórkom – mówi „brnijcie w intrygę” lub „podążajcie za mordercą”, czasami – „wygłupiajcie się z Ziutkiem Świentym”. Ale zawsze są to teksty, od których żal się oderwać. Nawet nie wiecie, jakie to trudne!

ZwB Wciąż piszesz kryminalne książeczki dla młodszych czytelników. Opłaca się? Dostajesz zwrotne informacje, że dzieciakom podoba się twoje pisanie?

D. R. Kiedy słyszę pytanie „opłaca się?”, zastanawiam się, czy już zaczęły się żarty, czy nadal rozmawiamy bardzo poważnie. „Opłacalność pisania” jest cholernie trudna do zdefiniowania. W wymiarze finansowym – nie, bo nie żyje się z pisania, tylko z ilości sprzedanych egzemplarzy. W wymiarze czytelniczym – opłaca się ZAWSZE! Bo pisarzem człowiek staje się nie wtedy, gdy napisze powieść (lub cokolwiek innego), ale wtedy, gdy pojawiają się czytelnicy. I to jest jedyna płaszczyzna opłacalności.

Że dzieciakom podobają się moje książki detektywistyczne, wiem nie od dziś. I nie jest to li tylko autofanfaronada i kadzenie sobie z okazji wywiadu, ale fakt, który został już potwierdzony kilka razy. Po pierwsze – spróbujcie gdzieś kupić książkę Mors, Pinky i tajemnica dyrektora Fiszera. Sam próbowałem – nawet na Allegro nie można jej dostać. Po drugie – przede wszystkim dzięki książkom dla młodszych czytelników jestem znany od Świnoujścia do Rzeszowa oraz od Cork do Lozanny – spotykam się z „młodymi” w każdym miejscu, gdzie tylko pojawią się moje książki. I po trzecie – nie bez przyczyny otrzymałem w 2008 roku (jako pierwszy) tytuł Honorowego Ambasadora Literatury Polskiej dla Dzieci i Młodzieży. To zobowiązuje? A jakże! No i w końcu po czwarte – maile. Dostaję ich dużo, czasami bardzo dużo. „Młodzi” piszą z różnych zakątków Polski. Niektóre z tych wypowiedzi można znaleźć na www.mors-pinky.pl.

Muszę się przyznać, że totalnie wymiękłem, gdy w tym roku zorganizowano w Gliwicach Międzyszkolny Turniej Czytelniczy pod nazwą „Wiedza, zagadki i emocje w książkach Dariusza Rekosza”. Widziałem pytanie testowe, z którymi młodzi zawodnicy musieli się zmierzyć. Mój Boże! Jakie to szczęście, że nie musiałem ich rozwiązywać!

Cieszę się, że są miejsca w Polsce (ale i poza nią), w których mówi się o mnie „nasz pisarz”. Podkreślając słowo „nasz”.

ZwB Pytając o "opłacalność", miałem rzecz jasna na myśli zadowolenie, z tego co się robi ;) Siostrzyczka to książka całkiem odmienna od poprzednich Twoich tekstów. Jak doszło do jej napisania?

D. R. Tak. Nieco odmienna, jeżeli chodzi o typ – bo jest to przecież kryminał, a właściwie thriller z prawdziwego zdarzenia, który dzieje się na poważnie, a właściwie na BARDZO poważnie. Geneza Siostrzyczki była trochę nietypowa. W roku 2008 udało mi się zdobyć grand prix w konkursie na gdańskie opowiadanie kryminalne i po niedługim czasie zaproponowano mi rozbudowanie tego tekstu po postaci pełnowymiarowej powieści. Ponieważ nie bardzo chciałem zgodzić się z pomysłem wydawcy, ustaliliśmy, że napiszę zupełnie nową książkę, która nie miałaby nic wspólnego z Tajemnicą Neptuna, ale rozgrywała się w Gdańsku (i ewentualnie Trójmieście).

Zaczęło się od zdobycia dokładnego planu miasta (i okolic) i umiejscowienia dość drastycznej w przebiegu, ale całkiem prawdopodobnej intrygi serii morderstw, na tymże właśnie planie. Potem było już z górki. Zresztą po „pierwszym czytaniu” okazało się, że „książka za szybko się kończy” i „można by jeszcze trochę poprowadzić akcję, bo... wciąga”. Usiadłem i poprowadziłem – książka urosła o 1/3. Chwała tej, co zaproponowała mi takie rozwiązanie!

Siostrzyczka jest odmienna – to mój pierwszy thriller dla dorosłych. Natomiast myślę, że nie odstępuje od innych moich książek tym, iż napięcie narasta tutaj z każdą stroną, a czytelnik odkrywa intrygę, zaskakując samego siebie.

ZwB To chyba najostrzejsza powieść w twoim dorobku. Dobrze się czujesz w takich krwawych thrillerach?

D. R. Zgadza się. Najostrzejsza (jak dotychczas), ale całkiem realistyczna. Nie ma w niej niczego, co byłoby stuprocentową fantazją autora. Każdy wątek – zarówno główny, jak i poboczne – mógłby się wydarzyć w rzeczywistości. Do makabrycznych morderstw zdołaliśmy już chyba przywyknąć. Zarówno za sprawą literatury, jak i kina czy telewizji. Nie są one zatem czymś nietypowym, ale odpowiednie ich zawoalowanie powoduje, że powieść czyta się z chęcią ujęcia sprawcy morderstw.

W makabrycznych thrillerach czuję się jak ryba w wodzie. Nie mówiłem o tym do tej pory, ale kilkanaście miesięcy wcześniej przygotowałem kilka opowiadań. Jedno z nich planowałem wysłać na konkurs literacki „Danse Macabre” (już sama nazwa odzwierciedla typ opowiadań), ale ostatecznie leżą i czekają cierpliwie. Może kiedyś urodzi się z nich jakaś antologia? Kto wie...

ZwB Masz jakichś ulubionych autorów, którzy mogli wpłynąć na to, co znalazło się na kartach książki?

D. R. Nie. Staram się iść w innym kierunku. Niech inni piszą tak jak Rekosz, a nie żebym to ja pisał tak jak inni. Nie ma we mnie pokory i skromności? Dlaczego mam kłamać, że chcę być jak najlepszy w tym, co robię?

Oczywiście mam kilku ulubionych autorów, których czytałem i czytam z przyjemnością – Agata Christie, Edgar Allan Poe czy... Mariusz Czubaj. Jednak tworzę z przeświadczeniem o wyjątkowości swojej ręki. Co to za pisarz, co zgapia od innych? Ktoś kiedyś powiedział, że „już wszystko zostało wymyślone”, więc teraz można jedynie korzystać z gotowych wzorców. Być może jest w tym cząstka prawdy, jednakże uważam, że piszący oraz ich dzieła są jak linie papilarne. Bardzo trudno znaleźć dwa identyczne odciski.

Martwią mnie autorzy, których jakaś książka sprawiła mi dużą frajdę, a potem okazywało się, że kolejne są chimerycznymi szablonami. Tak było na przykład z Danem Brownem. Nie odżegnam się – czytałem Kod da Vinci z dużym zainteresowaniem i trudno mi się było od niego oderwać. To bardzo dobrze napisany thriller, w którym wszystkie wątki schodzą się w odpowiednim momencie i wyzwalają u czytelnika pytanie „co dalej?”. Jednak każda kolejna książka Browna nie sprawiła mi już takiej przyjemności. W Aniołach i demonach parsknąłem nieokiełznanym śmiechem, gdy Langdon wyskoczył z helikoptera bez spadochronu i przeżył. Cyfrowa twierdza przypomniała kryminał klasy B z wczesnych lat 90. ubiegłego wieku, w którym musi być bomba zegarowa z dużym czerwonym wyświetlaczem, a odpowiedni kabelek przecina się na sekundę przed wybuchem. No i ta sztampa! Po kilku rozdziałach już było wiadomo – kto, kogo, kiedy, jak i dlaczego.

W Siostrzyczce od samego początku jest tajemniczo i niebezpiecznie, a dopiero na końcu wiadomo, kto i dlaczego zabija.

ZwB Naprawdę sądzisz, że Gdańsk to „fajne miasto”? Nadaje się na scenerię szybkiej kryminalnej opowieści?

D. R. Gdańsk jest całkiem niezłym miejscem na każdą dobrze pomyślaną intrygę. Chyba nie bez powodu kręcono tu między innymi Stawkę większą niż życie, a prywatny detektyw Bednarski miał ręce pełne roboty.

Gdańsk jest miastem, gdzie nowoczesność przeplata się z czasami dawnymi. Gotyckie i renesansowe budynki aż proszą się, żeby w zaułkach Starówki rozegrały się szemrane interesy, a trójmiejska obwodnica jest wymarzoną trasą policyjnego pościgu. Poza tym, handlowe i turystyczne powiązanie Gdańska z „resztą świata” powoduje, że nietrudno tu o „dużą kasę” i postacie pokroju Siostrzyczki.

W zakamarkach mojego twardego dysku znajduje się jeszcze jeden DOBRY kryminał, napisany do spółki z innym autorem, noszący intrygujący tytuł To był tylko pies. Jego akcja również rozgrywa się w Gdańsku. Czekam na propozycje...

ZwB A co dalej? Czego możemy spodziewać się w najbliższym czasie? Jakieś plany wydawnicze? Nad czymś nowym pracujesz?

D. R. Hmmm... To pytanie powinno być raczej skierowane do wydawców. To oni mają plany wydawnicze. Czy znajduje się w nich jakaś książka z moim imieniem i nazwiskiem na okładce? Być może...

Uchylając rąbka tajemnicy – pracuję nad dwoma powieściami detektywistycznymi dla dzieci i młodzieży, nad trzema kryminałami dla dorosłych oraz nad kilkoma... komiksami. Nie, nie będę rysownikiem. Wystąpię w roli scenarzysty.

Zainteresowanych odsyłam na dwie strony internetowe – www.rekosz.pl oraz na www.blog.rekosz.pl – znajdziecie tam najświeższe wieści ze stajni pisarskiej Dariusza Rekosza.

Korzystając z okazji – dziękuję wszystkim, którzy przyczynili się do wydania Siostrzyczki. To książka, która zaczyna cieszyć się coraz większą (i szerszą) popularnością. Ona również posiada własną stronę!

ZwB No to czekamy na kolejne książki i... komiksy. Dziękujemy, Darku, za rozmowę!

Wywiad przeprowadził Bibliotekarz


Nie daj się zabić Siostrzyczce! - Rekosz o swej nowej powieści

Książki Dariusza Rekosza na ZwB

Kod Dariusza Rekosza - wywiad

Zainspirowane Gdańskiem - wywiad z autorami tomu Tajemnica Neptuna