Piszę książki o mieście krzywych latarni, gdzie wszystko jest możliwe - Jacek Rębacz o swej nowej powieści

07.06.2010

Dziś premiera nowej powieści Jacka Rębacza Zakopane. Osiem deszczowych dni (Wydawnictwo superNOWA). Poprosiliśmy zatem autora zakopiańskiego cyklu kryminalnego o wskazanie, na co jego zdaniem powinniśmy zwrócić szczególną uwagę podczas lektury tej książki. Oto odpowiedź.

Minęły ponad trzy lata od ostatniego spotkania Czytelników z detektywem Piotrem Kluchą i jego kumplem, komisarzem zakopiańskiej Policji. Sporo się w tym czasie wydarzyło, nie tylko w życiu bohaterów. Różne ciekawe zdarzenia miały miejsce w Zakopanem. Nie mogłem sobie odmówić przyjemności opowiedzenia o nich.

Jednak szczególnej uwadze Czytelników polecam opisane w powieści losy budynku nazwanego na potrzeby książki "Pensjonatem Sikorka". To w dużej części autentyczna historia, począwszy od zamordowanych w Auschwitz pierwszych właścicieli, wywiezionych tam prosto z pensjonatu, poprzez dalsze burzliwe dzieje domu, czasy, gdy był siedzibą "ubecji", aż po współczesne wyczyny pomysłowego dzierżawcy.

Na szczęście w Zakopanem są jeszcze takie domy. Miejsca z historią i duszą. Takie, gdzie w zacienionych korytarzach czają się tajemnice. Każdy kamień czy drewniana belka mają swoją pamięć.

Polecam wrażenia, jakich dostarcza mieszkanie w takim domu, na przykład w czasie deszczowej wiosny, gdy przez dwa, trzy tygodnie pada deszcz i częściej widuje się za oknami żerujące kuny i lisy aniżeli ludzi. Wskazana jest także awaria elektryczności.

Długie, bezludne korytarze. Szpalery bliźniaczych drzwi. Deszcz bębni o blaszane parapety. Brakuje tylko, aby gdzieś za zakrętem korytarza ktoś cicho grał na saksofonie.

W takim miejscu nietrudno o "mordercze" pomysły do książek ;)

Są jeszcze w Zakopanem takie budynki. Ale wymierają. Jak dawna willa łódzkiego fabrykanta Bornetta, później siedziba hitlerowskiego NSDAP, a po wojnie – jakżeby inaczej – Dom Partii PZPR. Przed kilku laty budynek dostał się w ręce jednego z najbogatszych Podhlańczyków. Zaczął on obkładać mury sosrębem, aby zamienić dom na "Góralski Dwór" kryty gontem, z fantazyjnymi rysiami i z kamiennym sokołem siedzącym na kominie. Być może wolno mu. W końcu nikt nigdy nie widział "góralskiego dworu" i może właśnie tak powinien on wyglądać? Prace przerwano w połowie. Cztery lata temu.

Z pustych otworów okiennych zieje smutkiem...

Jeszcze w okresie, gdy pisałem Osiem deszczowych dni,  niedaleko mojego domu stał inny przedwojenny pensjonat, noszący w tamtych czasach stosowną do oferty nazwę: "Windsor". Obecnie jest rozbierany. Niedługo na tym miejscu stanie kolejny schludny apartamentowiec jak z bajki.

Z innej bajki.

Mam nadzieję, że nie wszystkie takie budynki zostaną wkrótce rozebrane lub gruntownie przebudowane i przepoczwarzą się w trzygwiazdkowe apartamentowce albo w "góralskie dwory".

Mam taką nadzieję, bo piszę książki o mieście krzywych latarni, gdzie wszystko jest możliwe.

Jacek Rębacz

 

Książki Jacka Rębacza na ZwB

Zwracam dług, który zaciągnąłem wobec Zakopanego - wywiad