Już niedługo polska premiera kolejnego doskonałego thrillera mistrza powieści szpiegowskiej i sensacyjnej Daniela Silvy (Wydawnictwo MUZA SA). Zapytaliśmy pisarza, dlaczego wybrał tytuł Reguły Moskwy. Oto jego odpowiedź. (Autor wyraził życzenie, by obok tłumaczenia jego wypowiedzi zamieścić również tekst po angielsku, co niniejszym czynimy).
Nie chcąc zdradzać zbyt wiele, powiem tylko, że czarnym charakterem książki jest jeden z nowobogackich oligarchów rosyjskich, o których często pisują gazety. Nazywa się Iwan Charkow. Oficer KGB przed upadkiem komunizmu, teraz odnosi niebywałe sukcesy jako inwestor i biznesmen. Między Moskwą, Londynem a południową Francją, gdzie znajdują się jego posiadłości, przemieszcza się na pokładzie prywatnego odrzutowca. Jego przyjaciółmi są osoby zajmujące wysokie stanowiska w Moskwie, w tym także sam prezydent Rosji.
Jednak część imperium Ivana trzymana jest w głębokiej tajemnicy. Iwan jest największym na świecie handlarzem broni i planuje sprzedać pewien jej szczególnie niebezpieczny rodzaj równie niebezpiecznym ludziom. Ktoś z jego otoczenia – ktoś, kogo dzień i noc strzegą ochroniarze, czyje e-maile i rozmowy są kontrolowane – postawił wszystko na jedną kartę, starając się nie dopuścić do zrealizowania umowy. Bohater mojej serii, Gabriel Allon, musi się z tą osobą skontaktować. W tym celu powinien działać zgodnie z regułami Moskwy.
Tak więc zarówno tytuł, jak i wymowa książki miały w zamyśle pokazać typową dla zimnej wojny symbolikę przełożoną na bardzo ludzką, teraźniejszą historię. Chciałem, by w głowie czytelnika pojawiła się myśl, że być może w Rosji nie zmieniło się aż tak wiele. Być może rządzi tam nowy car, nowy Stalin. Finałowa scena powieści rozgrywa się na Prospekcie Lenina. To był mój celowy zabieg. Lenin narzucił Rosjanom ideę komunizmu, a pomimo tego jedna z najważniejszych ulic Moskwy ciągle nosi jego imię.
przeł. Anna Sawicka-Chrapkowicz
foto © John Earle
Coś mi się wydaje, że wolę walczyć z arabskimi terrorystami niż z Rosjanami - recenzja
Without giving too much away, the villain of the book is one of those New Russian oligarchs we’ve all been reading about in the newspapers. His name is Ivan Kharkov. Before the fall of communism, he was a KGB officer. Now he’s a fabulously successful investor and businessman. He has mansions in Moscow, London, and the South of France, and he flies between them on his private jet. He has close friends in high places in Moscow, including the Russian president himself.
But there’s a part of Ivan’s business empire he keeps carefully hidden from outside eyes. Ivan is the world’s biggest arms dealer, and he’s planning to sell some very dangerous weapons to some very dangerous people. Someone close to Ivan—someone who is surrounded day and night by bodyguards, someone who’s every e-mail and conversation is monitored—has risked everything in an attempt to stop the deal. The hero of my series, Gabriel Allon, needs to talk to this person. To do so, he has to operate under the Moscow Rules.
What I was trying to do with the title and tone of the book was to take the iconography of the Cold War and apply it to a very human, present-day story. I wanted to create a sense in the reader’s mind that maybe things haven’t changed that much in Russia. Maybe a new tsar, a new Stalin, is running the place. The action at the end of the novel flows up and down a boulevard called the Leninsky Prospekt. I did that or a specific reason. Lenin is the man who inflicted communism on the Russian people, yet one of the most important avenues in Moscow still bears his name.