Nowy kryminał Izabeli Szolc Martwy punkt (Wydawnictwo Nowy Świat) już od kilku dni jest w księgarniach. Dziś na naszych łamach Autorka prezentuje swoje spojrzenie na tę książkę.
Znane jest chyba wszystkim powiedzenie Alfreda Hitchcocka, że film powinien rozpoczynać się trzęsieniem ziemi, a później niech napięcie rośnie. Swobodnie można przenieść radę mistrza na grunt literatury sensacyjnej. Sama z niej korzystam, choć nie tym razem; nie przy Martwym punkcie. W tej powieści nie chciałam mnożyć katastrof - interesowała mnie reakcja na katastrofę, pojedynczą. Krótko mówiąc, zamiast prowokować wybuch wulkanu etc., chciałam zbadać atmosferę miejsc, w których opada postkatastroficzny pył. Bohaterka, którą prowadzę - warszawska policjantka Anna Hwierut - w pierwszej części trylogii (Cichy zabójca) została zaatakowana na oczach nastoletniego syna. Zabiła na oczach syna. W Martwym punkcie, po urlopie zdrowotnym, wraca do pracy. Opiekuje się nią psycholog policyjny. „Gabinetowe” rozmowy tych kobiet są bardzo istotne dla spójności fabuły, dla tego, co chciałam pokazać, bowiem tytuł Martwy punkt odnosi się nie tylko do trudności, jakie piętrzą się w nowym śledztwie straumatyzowanej policjantki, ale również mówią o jej psychologiczno-społecznej sytuacji. Każdy z nas liczy na to, że kiedy dopadną nas kłopoty, inni zareagują i pomogą je przezwyciężyć. Niestety, zbyt często bywa inaczej. Życie Anny w Martwym punkcie jest tego koronnym przykładem. Ludzie, którzy ją otaczali odsuwają się, nie wiedząc, jak odnieść się do traumy, która teraz jej towarzyszy. Początkowo można sądzić, że po prostu nie wiedzą, co powiedzieć, ale sprawa ma głębsze tło. Anna zabiła. Po wtóre, wątek przemocy seksualnej czyni z niej jakby w podwójny sposób kobietę. Jej koledzy z pracy przestają widzieć w niej partnerkę, a odnajdują ofiarę. Ofiarę, która być może - zgodnie z pokutującym stereotypem patriarchalnym - sama sprowokowała przemoc. Z drugiej strony, kiedy Anna odkrywa, kim się stała, znajduje w sobie nowy rodzaj intuicji i siły, który pozwala jej tropić seryjnego mordercę prostytutek, kobiet, które poniekąd sprzedają własną seksualność, a przez społeczeństwo odbierane są od wieków ambiwalentnie. Rzecz jasna nie łagodzi sytuacji Anny to, że zostaje sama. Jej partner czy może przyjaciel do łóżka, Wojtek Szelig, przestaje się z nią spotykać. Wraca wątek rywalizacji pomiędzy Anną a atrakcyjną panią patolog. Jakby tego było mało, na komendzie pojawia się atrakcyjna stażystka. Anna od pierwszej chwili nie może się do niej przekonać. Coś takiego czasem dzieje się pomiędzy ludźmi… W dodatku Anna nie widzi się już w roli samotnej matki, jej syn po prostu się boi, zalany cały tą niezawinioną przemocą i przenosi się na drugi koniec Polski do dziadków. Anna zastanawia się, czy nie straciła go w sferze emocjonalnej na zawsze. Tymczasem śledztwo meandruje, a kolejną ofiarą staje się wybujała fizycznie nastolatka z dobrego domu…
Martwy punkt to rodzaj puzzli. Puzzli Anny, która roztrzaskana na sto i jeden kawałków próbuje zebrać się w całość. Odnaleźć portret, który zapamiętała w te poranki, kiedy wstajemy i szukając własnej twarzy w lustrze znajdujemy oblicze nieznajomej. Albo zupełnie nic.
Izabela Szolc
Jestem wychowana przez półświatek - Szolc w Bookarni
Intryguje mnie świat - wywiad z Izabelą Szolc