Zarządzanie, napisała Czarniawska, cz. 1

10.06.2010

Publikujemy pierwszą część artykułu prof. Barbary Czarniawskiej na temat związków zarządzania i literatury kryminalnej.

Główną bohaterką amerykańskiej serii kryminalnej Murder, she wrote (1984/1996, dostępnej w Polsce na DVD) była nauczycielka angielskiego i autorka kryminałów Jessica Fletcher (grana przez popularną Angelę Lansbury). Wspomniany serial to amerykańska wersja (po części naśladownictwo, po części parodia) popularnych brytyjskich powieści detektywistycznych: Jessica Fletcher to zarówno Agatha Christie, jak i Miss Marple. Przedmiotem mojego zainteresowania jest jednak nie analogia między amerykańską serią i jej brytyjskim pierwowzorem, ale analogia mniej oczekiwana — pomiędzy pisaniem kryminałów i opisywaniem praktyki zarządzania. Dziwaczny pomysł? Mam nadzieję, że uda mi się przekonać czytelnika, że zgoła nie. [1]

Literatura i nauki społeczne

Razem i osobno

Pomysł, że dzieła naukowe nie różnią się specjalnie od nienaukowych, nie jest ani nowy, ani specjalnie oryginalny. Nie bez powodu tylu autorów, zaczynając od Platona, włożyło tak wiele wysiłku w przekonanie czytelników, że różnice są i muszą być znaczne. Nie byłoby powodu tak się starać, gdyby różnice były widoczne gołym okiem. Ale właśnie od czasów Platona aż do dzisiaj poglądy na tę sprawę były dwa: jeden, że różnice są zasadnicze i muszą być za wszelką cenę utrzymane (podobno Freud nie chciał przyjąć literackiej nagrody imienia Goethego, bo przecież był Naukowcem), a drugi, którego patronem jest Giambattista Vico, że oba gatunki są i zawsze były bardzo podobne. Rzut oka na historię wykazuje typowe wahnięcia — raz jeden, raz drugi pogląd zyskiwał więcej zwolenników.

Jednym z ciekawszych okresów dla tej idei był początek XIX wieku, kiedy nauki przyrodnicze i ścisłe zaczęły przybierać formę nowoczesną. Jak to świetnie opisał historyk nauki Simon Schaffer (1993), słynni naukowcy, jak Isaac Newton i Jeremy Bentham, byli prawdziwymi „pracownikami Kultury”, zdobywając uznanie publiczności dla nauk ścisłych i przyrodniczych dzięki pamfletom politycznym oraz spektaklom publicznym. Z tych ostatnich przeszła do historii publiczna autopsja ciała Benthama, dokonana na jego życzenie przez kolegów w jego własnym domu. Natura przyczyniła się do sprawy, dostarczając w tym samym czasie wspaniale dramatycznej burzy. Choć wydarzenia te są powszechnie znane, mniej znana jest aktywność, którą Schaffer nazwał „usuwaniem śladów” literatury, sztuki i polityki z historii nauk ścisłych. Narzędziem świetnie nadającym się do tego celu był styl realistyczny, który cechuje się tym, że ukrywa pracę włożoną w reprezentację. Zgodnie z mitem realizmu Natura „mówi ustami pisarza”, a żadne sztuczki literackie (lub artystyczne) nie są tu potrzebne.

Styl realistyczny zadomowił się na dobre w dwu gatunkach literackich: w realizmie naukowym i powieści realistycznej. Znowu trzeba się więc było zabrać do roboty, aby je rozróżnić, tym bardziej że socjologia i powieść realistyczna urodziły się praktycznie w tym samym czasie. O ile więc było już wiadomo, że nauki ścisłe i przyrodnicze to nie literatura, to z naukami społecznymi nie było to takie proste, zwłaszcza że teksty wyglądały bardzo podobnie (Czarniawska-Joerges, 1994). Taki Emile Zola na przykład, nie dość że podziwiał Augusta Comte'a, ale w dodatku wydawało mu się, że jego własne dzieła uosabiały ideał pozytywistycznej socjologii. Zasłużył więc na to, aby naukowcy uważali jego styl za nienaukowy, a literaci za nieliteracki!

Zwolennicy bliskiego kontaktu między naukami społecznymi i literaturą nie dawali jednak za wygraną, czego najlepszym przykładem była socjologia i literatura Chicago lat 20. XX wieku (Capetti, 1995). Pisarze studiowali socjologię, a socjologowie starali się pisać barwnie i zajmująco. Dopiero w dwudziestoleciu międzywojennym, kiedy to nurt „ściśle naukowy” intensywnie wykorzystywał przewagę zapewnioną mu przez wynalazki okresu drugiej wojny światowej, zaczęła się nowa fala „unaukowiania” nauk społecznych (Lepenies, 1989). W późnych latach 70. jednakowoż rozpoczął się tak zwany zwrot lingwistyczny w naukach społecznych (Rorty, 1967/1992), a zaraz po nim „zwrot narracyjny". McCloskey (1986, 1990) zajęła się analizą retoryki i narracji w ekonomii, Fisher (1984, 1987) zrobił to samo dla politologii, Bruner (1986, 1990) dla psychologii, a trochę później trend ten dotarł do teorii organizacji i zarządzania (Czarniawska, 1997; Gabriel, 2000).

W chwili obecnej spór wydaje się nierozstrzygnięty, ale topory zakopane. Prawdziwi naukowcy publikują w czasopismach dla prawdziwych naukowców, których nie czyta nikt poza nimi, i wszyscy są szczęśliwi. Entuzjaści nauk-społecznych-jako-literatury zauważyli po pewnym czasie, że powieściopisarze zwykle cechują się talentem pisarskim, którym nie zostali obdarzeni wszyscy naukowcy społeczni (gdyby byli, zgarnialiby szmal jak Dan Brown i nie musieliby się męczyć na uniwersytecie). Być może najlepszym wyjściem z impasu jest zatem uznanie, że choć nauki społeczne są na pewno literaturą, stanowią jednak gatunek literacki odmienny od literatury pięknej. Wychodząc z tego założenia, nie potrzeba już udowadniać, że są lub nie są literaturą, a za to można się zastanawiać, czy przez analogię nie mogą nauczyć się czegoś pożytecznego od krytyki literackiej i teorii literatury. Jedną z takich możliwości jest właśnie analiza gatunków literackich.

Porównawcza analiza gatunków literackich

Za gatunek literacki uważa się zwykle system działań, który stał się instytucją i jest rozpoznawalny przez powtórzenia. Nabiera on znaczenia przez swoje usytuowanie wewnątrz większych systemów symbolicznych, które składają się na kulturę i literaturę, a specyfiki przez porównanie z innymi gatunkami (Bruss, 1976:5). Pytanie jednak, czy nauki społeczne, a w szczególności teoria organizacji i zarządzania, którą ja się zajmuję, może być uważana za gatunek literacki?

Teoria organizacji miała w swoich początkach być „nauką praktyczną”: Karol Adamiecki podobno osiągał wzrost produktywności do 400% przez zastosowanie swego Harmonogramu (Czarniawska, 2009). Ale i w jego przypadku literatura wzięła odwet: ponieważ Adamiecki nie pisał i nie publikował po angielsku, jego harmonogram przeszedł do historii jako „Gantt chart”, od nazwiska Amerykanina, który wpadł na podobny pomysł 40 lat później. W międzyczasie jednak teoria organizacji stawała się coraz mniej praktyczna i coraz bardziej teoretyczna: pisano prace doktorskie i monografie, ukazały się czasopisma z taką specjalnością, i tak dalej. Doszło do tego, że dwaj teoretycy organizacji, Astley and Zammuto, wystąpili w 1989 z prowokacyjnym stwierdzeniem, że teoria organizacji to po prostu „gra słów” (w sensie takim jakim użył go Wittgenstein). Dwadzieścia lat później prowokacja zbladła i właściwe nie ma powodu, żeby się z nimi nie zgodzić. Oczywiście, wszystko, co powiedziane słowami, zwłaszcza jeśli dobrze, to gra słów, a różnice między grami to właśnie definicja gatunku literackiego. Nie ma więc powodu, aby nie rozpatrzyć teorii organizacji jako takiego gatunku.

Zanim się jednak do tego zabiorę, słowo o pewnej formie analizy gatunków, która nie wydaje mi szczególnie obiecująca: jest to po prostu ćwiczenie klasyfikacyjne (najlepiej znany przykład to klasyfikacja gatunków dokonana przez amerykańskiego teoretyka literatury Northropa Frye’a, 1957/1990). Chociaż system kategorii jest imponujący, są zawsze kłopoty z niejednoznacznym zakwalifikowaniem poszczególnych dzieł do odpowiedniej kategorii. W końcu przecież pojęcie „gatunku literackiego” sugeruje pewną przestrzeń raczej niż zestaw klatek do zapełnienia: to bliskość lub odległość od innych dzieł wyznacza pozycję konkretnego tekstu. Analiza gatunków literackich dokonywana przez różnych teoretyków prowadzi często do odmiennych wniosków. Są też więc i tacy, którzy kwestionują sens ich rozgraniczania, gdy nie wiadomo, jak mają przebiegać ich granice (tak twierdzi np. Lejeune, 1989). Granice między gatunkami zacierają się, gdy popatrzeć na nie z bliska, ale właśnie przyglądanie się obszarom przygranicznym sprawia, że analiza gatunków jest fascynująca – przyznaje to nawet wspomniany Lejeune.

Jak się zatem wydaje, najlepszym sposobem przeprowadzenia analizy gatunku literackiego jest porównanie go z innym (lub innymi). Osobiście uważam, że Zola miał rację i że nauki społeczne i współczesna powieść mają wspólny rodowód. Zarówno jednak „nauki społeczne”, jaki i „współczesna powieść” zakreślają granice gatunków zbyt szeroko. Dlatego też w niniejszym eseju zawęziłam nauki społeczne do „teorii organizacji i zarządzania” (TOZ), a współczesną powieść do opowieści detektywistycznych (OD). Inne porównania są oczywiście możliwe — Martin Parker i współpracownicy (1999) porównali teorię organizacji do science-fiction.

Za i przeciw

Za sensownością wybranego przeze mnie porównania przemawiają co najmniej trzy argumenty, oparte na podobieństwach. Po pierwsze, najczęściej używanym stylem w obydwu gatunkach jest realizm. Wynika to, jak sądzę, z ambicji ukazania życia społecznego w formie konwencjonalnie uznanej za najbliższej rzeczywistości (oczywiście konwencje zmieniają się w czasie). Ulubionym słowem jest „odzwierciedlenie”, i choć krytycy teorii reprezentacji mieli dużo powiedzenia o dictum Stendhala, że „Powieść to zwierciadło, które obnosi się po gościńcu", moim zdaniem Stendhal doskonale sobie zdawał sprawę z twórczych (i zdradzieckich) właściwości luster. Tak czy inaczej zarówno OD, jak i TOZ zbudowane są wokół sytuacji rozwiązywania problemów powstałych w kontekście społecznym, nierzadko w mieście lub ciasno splecionej społeczności, podobnej do formalnej organizacji.

Po drugie, intryga jest zazwyczaj podobnie skonstruowana (a w związku z tym podobne są również próby eksperymentów, których celem jest oderwanie się od konwencji). Coś jest nie tak, i chociaż objawy wydają się oczywiste (martwe ciało lub spadek produktywności), problem wcale nie jest oczywisty (jest wiele fałszywych poszlak) i musi być zdiagnozowany, a zakończenie powinno przynieść rozwiązanie.

Po trzecie, struktura narracyjna tekstów OD i TOZ jest bardzo często analogiczna w tym, że składa się w zasadzie z dwóch opowieści, których chronologia jest przeciwstawna. Jedna z nich to historia zbrodni (lub problemu organizacyjnego), na początku ukryta przed oczami czytelnika, a potem odsłaniana w miarę rozwoju drugiej opowieści — postępów detektywa lub badacza, którego poczynania stają się jasne dla czytelnika dopiero, gdy pierwsza opowieść dobiegnie końca — albo i wtedy też nie (Hühn, 1987). Mogłoby się wydawać, że poczynania badacza są zupełnie jasne dla czytelnika — w końcu w każdej pracy TOZ jest rozdział lub akapit zatytułowany „Metoda”, ale jak na Sherlocków Holmesów TOZ-u przystało, jest to często rytualna mistyfikacja, która niewiele ma wspólnego z faktycznymi poczynaniami badacza. W końcu nawet Sherlock Holmes deklarował wszem i wobec, że uprawia dedukcję, podczas gdy jego (i Charlesa Peirce'a) wielbiciele wiedzą dobrze, że to była abdukcja (Sebeok i Umiker Sebeok, 1983) [2].

Te same argumenty mogą jednak być wykorzystane dla poparcia odwrotnej tezy. Nie można powiedzieć, aby OD znajdowała się na panteonie dzieł literackich (przynajmniej do niedawna — obecnie nawet laureaci Nobla, tacy jak Pamuk, piszą powieści kryminalne, żeby nie wspomnieć o potencjalnych kandydatach do Nobla, jak Paul Auster czy Joyce Carol Oates vel Rosamond Smith). Czy nie jest zatem niedźwiedzią przysługą porównywanie TOZ, niezbyt szanowanego gatunku akademickiego, do OD, przez wielu uważanego za gatunek niepoważny, na tym samym poziomie co science fiction i tylko odrobinę lepszy niż „romanse kuchenne”?

Dwóch autorów podjęło się obrony gatunku OD: Raymond Chandler z pozycji pisarza, Umberto Eco z pozycji czytelnika. Chandler czuł się zmuszony do obrony gatunku, ponieważ Doroty Sayers, ewidentnie w ataku samokrytyki, powiedziała, że opowieść detektywistyczna „nie osiągnęła, i prawdopodobnie nigdy nie osiągnie, prawdziwych wyżyn literackich” (cytuję za Chandlerem, 1950, s. 191). Na to Chandler, że nie ma absolutnych kryteriów „prawdziwych wyżyn […] wszystko zależy od tego, kto to pisze, i czy ta osoba (co się odnosi również do panny Sayers) ma w sobie to, co potrzeba... nie ma nudnych tematów, są tylko nudne umysły”. Zdaniem Chandlera wielkość literatury zależy właśnie od stopnia jej realizmu, w sensie socjologicznego portretu codziennego życia zwykłego człowieka w zwykłym świecie. Tu też właśnie ja upatruję dodatkowo podobieństwo między OD i TOZ: w obydwu to wyjątkowe wydarzenie (zbrodnia, kryzys, przestępstwo czy nawet wyjątkowy sukces) odsłania zazwyczaj zamaskowaną strukturę codziennego świata.

Umberto Eco rozumuje nieco inaczej. Jego zdaniem OD jest ulubionym gatunkiem intelektualistów ze względu na powtarzalność intryg i przewidywalność struktur, co jest prawdziwym relaksem dla umysłów zaprzątniętych w codziennej pracy rozwiązywaniem prawdziwie trudnych problemów. Wbrew temu, co się powszechnie uważa, to nie zaskoczenie i komplikacje, a właśnie przyjemna przewidywalność jest przyczyną atrakcyjności OD. Te dwa argumenty można moim zdaniem pogodzić na przykładzie niesłychanego sukcesu powieści Dana Browna. Wykorzystuje on wszystkie wyświechtane wątki tanich powieści (nie tylko detektywistycznych), ale dzięki temu, że brak mu szacunku dla granic konwencji, nigdy nie wiadomo, który następny wyświechtany wątek się pojawi. Zatem kompletna nieprzewidywalność razem z kompletnym rozpoznaniem: cóż za relaks dla zmęczonych głów! Czy to również recepta na pracę doktorską z TOZ? Przyjrzyjmy się dokładniej obu gatunkom.

Dwa sposoby pisania o zbrodni — i o zarządzaniu

W teorii zarówno OD, jak TOZ są przypadkami analizy logicznej, wykorzystującymi logiczne operacje indukcji lub dedukcji. W praktyce logika formalna rzadko gości w którejkolwiek z nich (Czarniawska, 1999). Chociaż Hercules Poirot ma być niby mistrzem dedukcji w porównaniu z Jane Marple, mistrzynią indukcji, tylko bardzo tolerancyjny logik mógłby się z tym zgodzić. Również Glaser i Strauss (1964), idąc w ślady innych krytyków tradycyjnej teorii wiedzy, takich jak Winch (1955) i Feyerabend (1957/1988), zauważyli, że choć nauki społeczne mają ambicję stosowania dedukcji i indukcji, większość swoich odkryć zawdzięczają operacji abdukcji, co się skrzętnie ukrywa w późniejszym opisie badań. To jednak właśnie abdukcja, zwana również „logiką odkrycia”, dominuje obydwa te gatunki.

Abdukcja w OD

Miłośnicy Sherlocka Holmesa nie zgadzają się z opinią, że charakter stworzony przez Conan Doyle'a używa dedukcji, twierdząc, że jego postępowanie odpowiada dokładnie schematowi abdukcji. Holmes przygląda się bacznie światu, formułuje przypuszczenie (które od biedy można nazwać hipotezą) i przeprowadza eksperyment, który kończy się albo odrzuceniem hipotezy i sformułowaniem nowej, albo też rozwiązaniem zagadki i przedstawieniem rozwiązania oszołomionemu Watsonowi oraz reszcie świata.

Holmes opisuje swoją metodę jako „dedukcję” w ten sam sposób i zapewne z tego samego powodu, co badacz opisujący swoją „metodę” – żeby zaimponować słuchaczom lub czytelnikom swoją „naukowością”. Skutkiem ubocznym takiego zabiegu – w obydwu przypadkach – są kpiny prawdziwych logików, którzy bez trudu zauważają, że Holmes nigdy nie „weryfikuje” ani też nie „falsyfikuje” swoich hipotez (Truzzi, 1983). Jeśli natomiast jest to abdukcja, nie ma potrzeby weryfikowania hipotez: jeżeli nie zostaną odrzucone w czasie detekcji na rzecz nowszych, jak to zwykle bywa, znaczy to, że rozwiązanie jest prawidłowe.

Dlaczego Holmes i (młodzi) naukowcy próbują mistyfikować swoich czytelników? Bo kiedy Holmes wymądrza się o swojej „metodzie”, Watson słucha jak zaczarowany i zapisuje słowo po słowie. Kiedy natomiast Holmes opowie, co naprawdę zrobił, zarówno Watson, jak i inni słuchacze są rozczarowani. Oto przykład takiej sytuacji w opowiadaniu „Czerwony krąg” z „Przygód Sherlocka Holmesa”: „Pan Jabez Wilson zaśmiał się głośno. >>Kto by pomyślał!<<. >>Wydaje mi się, Watsonie, że popełniłem błąd, wyjaśniając całą sprawę<< – powiedział Holmes. – Omne ignotum pro magnifico, jak wiesz, i jeśli będę nadal taki szczery, to zrujnuję sobie całą moją skromną reputację”.

Sebeok i Umiker-Sebeok (1983) znaleźli wiele przykładów tego, jak Holmes świadomie mistyfikuje Watsona, i przeprowadzili analogię z zawodem lekarza – Conan Doyle'a – gdzie podobno również odrobina mistyfikacji pomaga w leczeniu. Słynne „elementarne, drogi Watsonie”, którego wprawdzie nie uświadczysz w tekście oryginału, jest niemniej dobrym symbolem tonu, którego używają eksperci, żeby pognębić laików.

Można sformułować przypuszczenie, że Holmes od czasu do czasu ujawnia swą prawdziwą procedurę, mimo że wie, iż będzie go to drogo kosztowało, bo Doyle chciał pokazać ją czytelnikowi. Młody naukowiec, który pisze pracę doktorską nie ma takiej potrzeby, choć często opowiada „prawdziwe historie z terenu” na nieformalnych seminariach i w czasie plotek z kolegami. Próby wprowadzenia takich zwierzeń do oficjalnego tekstu dysertacji, choć ostatnio coraz częstsze (Ashmore, 1989; Strannegard 1998), nie spotykają się (jeszcze?) z powszechną akceptacją.

Stosowane procedury – lub metody – są odbiciem nie tylko nawyków naukowców w różnych okresach, ale również specyficznego sposobu widzenia świata, pewnej kosmologii, która jest do pewnego stopnia wspólna Holmesowi i naukom społecznym. W wielu analizach detekcji Holmesa podkreśla się podobieństwa między detektywem i lekarzem, nie tylko ze względu na zawód autora i prawdopodobne odniesienia do jego medycznych doświadczeń, ale również po to, aby podkreślić wspólne cechy „nauk praktycznych” takich jak prawo, medycyna i – czemuż by nie – organizacja i zarządzanie. Taką wspólną cechą jest to, co Carlo Ginzburg nazwał „orientacją na analizę poszczególnych przypadków, w których przebieg zdarzeń daje się odtworzyć tylko na podstawie śladów, objawów, wskaźników” (1983, s. 109). Sherlocka Holmesa ciekawi społeczeństwo ludzkie, ale poznaje je wyłącznie przez mikroskopijne ale liczne zapisy jakie, wespół z przyrodą, zostawia na jednostkach. Jego talent i zamiłowanie do odczytywania takich znaków sprawia, że przez semiotyków uważany jest za godnego podziwu kolegę. Czy można go uznać za teoretyka organizacji? W pewnym sensie. Wielu teoretyków organizacji uważa, tak jak Holmes, że „organizacje”, jak i „społeczeństwa”, to byty abstrakcyjne, które można poznać i zrozumieć, tylko badając konkretne przypadki, to jest wydarzenia i uwikłane weń jednostki, ale niewielu ma cierpliwość semiotyka. Dla Holmesa „oczywiste” to czerwona płachta na byka, dla wielu badaczy organizacji oczywiste to właśnie oczywiste. Ale są też i wyjątki, z których kilka tu przedstawię.

Abdukcja w TOZ

Książka Alvina Gouldnera Patterns of Industrial Bureaucracy zaczyna się, jak każdy dobry kryminał, od nagłej śmierci: tradycyjna „solidarność organiczna”, która cechowała Zakłady Gipsowe, zostaje zabita, a na jej miejsce zostaje wprowadzona nowoczesna biurokracja przemysłowa [3]. Czy to zbrodnia, zabójstwo, czy może po prostu naturalna śmierć ze starości? Kogo umieścić na liście podejrzanych: nowego kierownika zakładu, nowy porządek społeczny, czy może samego Ducha Czasu? Zarząd główny przedsiębiorstwa zatrudnia detektywa, a nawet cały zespół – doktorantów pod wodzą profesora (militarna metafora jest tu całkiem na miejscu, ponieważ większość doktorantów w Stanach Zjednoczonych i Anglii po drugiej wojnie światowej to byli wojskowi; tak zresztą jak większość przyjaciół Watsona). Czytelnik, który chce zapoznać się z ich przygodami, dowiaduje się, że śledztwo zostało przeprowadzone zgodnie ze ścisłymi prawami dedukcji (z teorią biurokracji Webera jako punktem wyjścia), ale również że detektywi starali się mieć oczy otwarte na wszystko, co miało miejsce w Zakładach Gipsowych. Za tę otwartość, która nie raz i nie dwa odwodziła ich od wstępnych hipotez, będą – jak Holmes – często przepraszać.

Przeprosiny swoją drogą, ale to właśnie otwarta postawa przynosi detektywom najwięcej informacji o lokalnych obyczajach i mitach. Dzięki niej zapoznają się z opowieściami górników, które służą oswojeniu się z niebezpieczeństwami ich zawodu, ale również tworzą własną opowieść, nazwaną „mitem Rebeki” (to aluzja do powieści Daphne du Maurier) [4]. Rozmaite opowieści i refleksje nad nimi prowadzą do naszkicowania krajobrazu, w którym wyróżnić można dwie grupy: „górników”, którzy reprezentują i podtrzymują tradycyjną organiczną solidarność, i „powierzchniowów”, których praca jest zorganizowana według zasad biurokracji już w momencie pojawienia się zdarzenia w centrum uwagi detektywów. Nieformalna solidarność górników jest skutkiem przestrzennej organizacji pracy (są zawsze blisko siebie) i grożącego im stale niebezpieczeństwa (muszą sobie ufać). Nic więc dziwnego, że biurokracja to nie dla nich. Kierownictwo postrzega ich wszakże jako niespolegliwych (wysoka absencja, która częściowo jest skutkiem ich picia i zamiłowania do hazardu), stąd konieczność biurokratycznego systemu kontroli. Oto zaś przykład, jak dedukcja ustępuje miejsca abdukcji w rozumowaniu detektywów:

„Czy przyczyną wprowadzenia biurokracji w Zakładach było owo postrzeganie niespolegliwości górników, jak zakłada nasza hipoteza? A jeśli nie, to co? Weźmy jako przykład regułę >>zero nieobecności<<, którą nadzorujący z początku próbowali wprowadzić w kopalni. Szybko jednak zrezygnowali z tego pod wpływem nieformalnych nacisków i oświadczyli, że reguły takiej nie da się wprowadzić. [...] Musimy zatem zmodyfikować naszą początkową hipotezę: nawet jeśli nadzorujący dostrzegają niedociągnięcia w pracy swoich podwładnych, wprowadzenie rozwiązań biurokratycznych będzie zależało od tego czy, ich zdaniem, mają one sens w kopalni. Wiele cech pracy w kopalni sprawiło, że nadzorujący pracę górników uznali, iż wprowadzenie biurokratycznej dyscypliny i nacisk na ścisłe przestrzeganie przepisów i norm, jakkolwiek atrakcyjne w teorii, nie zdadzą egzaminu w praktyce górniczej” (Gouldner, 1954, s. 142—143).

Hipotezy musiały ustąpić obserwacji, ale czy ten fakt usprawiedliwia moje porównanie pracy zespołu Gouldnera do pracy detektywa? Śpieszę zapewnić, że analogia nie jest moja:

„Starając się wyjaśnić rozwój wydarzeń, stosowaliśmy, jak dotąd, wszelkie uświęcone czasem zasady pracy detektywa. Zaczęliśmy od ustalenia >>motywu<<, aby potem zbadać >>okoliczności<<. Wśród motywów zanotowano pragnienie rozwiązania problemu >>apatii<< górników; badając okoliczności, zanotowano odporność >>materiału ludzkiego<< i w związku z tym pytanie, czy >>ofiara<< opierała się aktywnie czy też biernie się poddała.

Trzeba tu dodać, iż bardziej niż >>zbrodnia<< interesuje nas kariera przestępcy, która z kolei ukształtowana została przez wiele więcej czynników niż motyw czy okoliczności tego właśnie przestępstwa” (Gouldner, 1954, s. 157).

„Przestępca” to biurokratyczny system kontroli. Jak przystało na recenzenta powieści kryminalnej, nie będę zdradzać rozwiązania zagadki. Dość powiedzieć, że miało ono decydujący wpływ na postrzeganie biurokracji, w tym jej negatywnego wydźwięku, który utrzymuje się do dzisiaj. Niestety, nie można powiedzieć tego samego o charakterze pracy Gouldnera: jak wiele podobnych, była szalenie chwalona i słabo naśladowana. Ale też nie wybrałam tego tekstu dlatego, że jest typowy dla TOZ. Nie w tym rzecz, że większość lub nawet wiele tekstów z teorii organizacji przypomina przygody Sherlocka Holmesa; rzecz w tym że może je przypominać. Powodem, dla którego wybrałam owo klasyczne studium Gouldnera, było to, że czyta się je jak opowieść detektywistyczną, że wciąga i fascynuje czytelnika. „Gra słów” jest taka, jak trzeba, rozwój wydarzeń przewidywalny, ale zagadka pozostaje zagadką i jej rozwiązanie daje satysfakcję. Owszem, jest to staromodna opowieść detektywistyczna, tak jak i Sherlock Holmes. W dzisiejszych czasach można znaleźć przykłady innych opowieści detektywistycznych i innych badań organizacji.

Zarządzanie, napisała Czarniawska, cz. 2

 

Przypisy

[1] Tekst ten jest luźno oparty na moim artykule ”Management she wrote", Studies in Cultures, Organizations and Societies, 1999, 5, s. 13-41.

[2] Keith Hoskin (1996) ma tu interesującą supozycję do zaoferowania. Jego zdaniem, postać detektywa jest oparta na prototypie nauczyciela akademickiego, który ma ostateczne prawo do oceny wszelkich przedstawionych mu dowodów. Wynikałoby to stąd, że Edgar Allan Poe oblał większość egzaminów w czasie swego krótkiego pobytu w wojskowej akademii na West Point, zemścił się więc, rzutując cechy swych egzaminatorów na nowego bohatera, i w ten sposób stwarzając nowy gatunek literacki.

[3] Należy pamiętać że te klasyczne badania przeprowadzone były w czasie, kiedy termin „biurokracja” nie miał negatywnego wydźwięku i sygnalizował po prostu pewien system kontroli, podzielonej na „biura”.

[4] W powieści du Maurier opłakiwany jest los Rebeki, kóra potem okazuje się okropną osobą. „Mit Rebeki“ to opłakiwanie minionego stanu rzeczy, który tak naprawdę nie był wcale atrakcyjny.


Bibliografia


Ashmore, Malcolm (1989) The Reflexive Thesis. Wrighting Sociology of Scientific Knowledge. Chicago: The University of Chicago Press.

Astley, Graham W. and Zammuto, Raymond F. (1992). 'Organization Science, Managers, and Language Games.' Organization Science, 3(4): 443 -460.

Bauman, Zygmunt (2007) Płynne życie. Kraków: Wydawnictwo Literackie.

Bruner, Jerome (1986) Actual Minds, Possible Worlds. Cambridge, MA: Harvard University Press.

Bruner, Jerome (1990) Acts of Meaning. Cambridge, MA: Harvard University Press.

Bruss, Elisabeth W. (1976) Autobiographical Acts. The Changing Situation of a Literary Genre. Baltimore: John Hopkins University Press.

Calás, Marta and Smircich, Linda (1991) Voicing Seduction to Silence Leadership. Organization Studies, 12(4): 567-601.

Cappetti, Carla (1995) Writing Chicago. Modernism, Ethnography and the Novel. New York: Columbia University Press.

Chandler, Raymond (1950) The Simple Art of Murder. W: Pearls Are a Nuisance. London: Penguin: 181-199.

Czarniawska, Barbara (1997) Narrating the Organization. Dramas of Institutional Identity. Chicago: The University of Chicago Press.

Czarniawska, Barbara (1999) Writing Management. Organization Theory as a Literary Genre. Oxford, UK: Oxford University Press.

Czarniawska, Barbara (2004) Narrative in Social Sciences. London: Sage.

Czarniawska, Barbara (2009) My Forgotten Predecessors. W: Kerstin Sahlin; Linda Wedlin i Maria Grafström (red.) Exploring the Worlds of Mercury and Minerva. Uppsala: Acta Universitatis Upsaliensis (51), 101-112.

Czarniawska-Joerges, Barbara (1994) Realism in the novel, social sciences and organization theory. W: Barbara Czarniawska-Joerges i Pierre Guillet de Monthoux (red.) Good Novels, Better Management. Reading Realities in Fiction. Reading, UK: Harwood Academic Press, 304-326.

Feyerabend, Paul (1957/1988) Against Method. London: Verso.

Fisher, Walter R. (1984) Narration as a Human Communication Paradigm: The Case of Public Moral Argument. Communication Monographs, 51: 1-22.

Fisher, Walter R. (1987) Human Communication as Narration: Toward a Philosophy of Reason, Value, and Action. Columbia, South Carolina: The University of South Carolina Press.

Fokkema, Douwe W. (1984) Literary History, Modernism and Postmodernism. Amsterdam: John Benjamins.

Frye, Northrop (1957/1990) The Anatomy of Criticism. London: Penguin.

Gabriel, Yiannis (2000) Storytelling in Organizations. London: Sage.

Ginzburg, Carlo (1983) Spie. Radici di un paradigma indiziario. W: Umberto Eco i Thomas A. Sebeok (red.), Il segno dei tre: Holmes, Dupin, Peirce. Milano: Bompianti, 95-136.

Glaser, Barney i Strauss, Anselm (1967) The Discovery of Grounded Theory. Chicago: Aldine.

Gouldner, Alvin (1954) Patterns of Industrial Bureaucracy. Glencoe, IL: Free Press.

Hatch, Mary Jo (2002) Teoria organizacji. Warszawa: PWN.

Hoskin, Keith (1996). Seminarium w London School of Economics, 5 marca.

Hühn, Peter (1987) The Detective as Reader: Narrativity and Reading Concepts in Detective Fiction. Modern Fiction Studies, 33(3): 451-466.

Kostera, Monika (red.) (2007) Kultura organizacji. Badania etnograficzne polskich firm. Gdańsk: GWP.

Kostera, Monika i Śliwa, Martyna (2009) Zarządzanie w XXI wieku. Jakość, twórczość, kultura. Warszawa: WAiP.

Kunda, Gideon (2006). Engineering Culture: Control and Commitment in a High-Tech Organization. (Revised edition). Philadelphia: Temple University Press.

Latour, Bruno (1993) Aramis ou l'amour des techniques. Paris: La Decouvérte.

Lejeune, Philippe (1989) On Autobiography. Minneapolis: University of Minnesota Press.

Lepenies, Wolf (1988) Between Literature and Science: The Rise of Sociology. Cambridge, UK: Cambridge University Press.

Luhmann, Niklas (1991) Sthenographie und Euryalistik. W: Hans Ulrich Gumbrecht i Karl-Ludwig Pfeiffer (red.) Paradoxien, Dissonanzen, Zusammenbrüche. Situationen offener Epistemologie. Frankfurt: Suhrkamp: 58-82.

Lyotard, Jean-François (1979/1987) The Postmodern Condition. A Report on Knowledge. Manchester: Manchester University Press.

Manganaro, Marc (1990) Modernist Anthropology. From Fieldwork to Text. Princeton, NJ: Princeton University Press.

Marcus, Steven (1974) Introduction. W: Dashiell Hammett, The Continental Op. New York: Vintage Books, vii-xxix.

McCloskey, D. N. (1986) The Rhetoric of Economics. Wisconsin, MD: The University of Wisconsin Press.

McCloskey, D. N. (1990) If You're So Smart. The Narrative of Economic Expertise. Wisconsin, MD: The University of Wisconsin Press.

Mintzberg, Henry (1991) A Letter to Marta Calás and Linda Smircich. Organization Studies, 12(4): 602.

Parker, Martin; Higgins, Matthew; Lightfoot, Geoff; i Smith, Warren (1999) Amazing Tales: Organization Studies as Science Fiction. Organization, 6 (4): 579-590.

Parker, Robert B. (1988) Introduction. W: Dashiell Hammett, Woman in the Dark. New York: Vintage Books, ix-xiv.

Pascale, Richard T. (1984) Perspectives on Strategy: The Real Story Behind Honda’s Success. California Management Review, XXVI(3): 47-72.

Ransom, John Crowe (1941) The New Criticism. Norfolk, CT: New Directions.

Rorty, Richard (red.) (1967/1992) The Linguistic Turn. Chicago: University of Chicago Press.

Rowen, Norma (1991) The Detective in Search of the Lost Tongue of Adam: Paul Auster’s City of Glass. Critique, XXXII(4): 224-234.

Schaffer, Simon (1993) Augustan Realities: Nature’s Representatives and Their Cultural Resources in the Early Eighteenth Century. W: George Levine (red.) Realism and Representation. Essays on the Problem of Realism in Relation to Science, Literature, and Culture. Madison, Wisconsin: The University of Wisconsin Press, 279-318.

Sebeok, Thomas A. i Umiker-Sebeok, Jean (1983) "Voi conoscete il mio metodo": Un confronto fra Charles S. Peirce e Sherlock Holmes. W: Umberto Eco i Thomas A. Sebeok (red.) Il segno dei tre: Holmes, Dupin, Peirce. Milano: Bompianti, 27-64.

Strannegård, Lars (1998) Green Ideas in Business. Göteborg: BAS.

Thompson, Jon (1993) Fiction, Crime and Empire. Clues to Modernity and Postmodernity. Urbana: University of Illinois Press.

Truzzi, Marcello (1983) Sherlock Homes: Psicologo sociale applicato. W: Umberto Eco i Thomas A. Sebeok (red.) Il segno dei tre: Holmes, Dupin, Peirce. Milano: Bompianti, 65-94.

Wilson, Elisabeth (1991) The Sphinx in the City. London: Virago Press.

Winch, Peter (1958) The Idea of Social Science. London: Routledge and Kegan Paul.

 

Kryminały są najlepszym odpoczynkiem - wywiad z Barbarą Czarniawską 

Każdy naukowiec jest troszkę Sherlockiem Holmesem - wywiad z prof. Moniką Kosterą